31.12.2013

Podsumowanie roku 2013

21 komentarze

Płyta roku:

1. Rasmentalism - Za Młodzi Na Heroda
2. Tede - Elliminati
3. Gedz - Serce bije w rytm
4. Cira - Plastikowy kosmos
5. WdoWA - Listopad EP
5. Kuba Knap - Bez nerwów, bez złudzeń
5. PRO8L3M - C30-C39

Zaskoczenia nie ma. Ras i Ment nagrali instant klasyk, który za kilka lat będzie wymieniany jednym tchem z innymi ponadczasowymi produkcjami. Poza gościnnymi występami brak tutaj słabych punktów. Tede tylko drugi, ponieważ przedobrzył: wystarczyło zamiast 2 zrobić 1 CD i dałbym go na pierwszym miejscu, ponieważ "Elliminati" mogłoby nazywać się "Progress". Na trzecim miejscu Gedz za wjazd z buta oraz odświeżenie sceny. Cira pewnie nie pojawi się w żadnym z rankingów, szkoda, bo bezapelacyjnie na to zasługuje: poziom liryczny wyższy od większości sceny, flow też kozackie. Gdzie są psychofani noskilla Bisza? Piątkę zamykają trzy EP-ki: WdoWA, która pokazała, że wysoka forma z 2010 nie jest przypadkiem (czekam na LP!), a także odkrycie i zaskoczenie roku, kolejno: Kuba Knap oraz PRO8L3M. 3 różne płyty, 3 różne style, 3 razy rozpierdol. Gdyby którakolwiek z nich byłaby pełnoprawnym LP, to pozostałe dwie nie znalazłyby się na liście.

Jak widzicie, po raz kolejny nie pokusiłem się o rozdzielenie podziemia od legalnych wydawnictw: po prostu ta granica zatarła się do tego stopnia, że niejeden legal miał gorszą promocję, niż płyta wspomnianego Knapa. Poza tą piątką chciałbym wyróżnić: Wuzet - Własne Zdanie (nieco zabrakło) Planet ANM & Eljot - Pas Oriona (jest potencjał do rozjebania 2014), Jeżozwierz & Soulpete - RDS 220 (chyba nie trzeba uzasadniać), Quebonafide - Eklektyka MIXTAPE (wreszcie ktoś poważnie podchodzący do mixtejpów), Lilu & DjDBT - Naturalna Kolej Rzeczy MIXTAPE (szkoda, że nie wyrobiła się z pełnoprawnym LP).

Numer roku:

1. Ten Typ Mes - Patrzę w rachunek (prod. Mes & pomocnicy)
2. Kuba Knap - Łajz lajf (prod. Kuba Knap)
3. Rasmentalism - Dobra muzyka (prod. Ment XXL)
4. VNM - Szempejn papyn (prod. SoDrumatic)
5. Bonson x Planet ANM - Mówią, że mam problem (prod. BeJotka)

Pierwsza trójka mogłaby dowolnie zamienić się miejscami, bo po prostu zależy na co spojrzymy: całościowo i warsztatowo wygrywa  outkastowy Mes (dlatego jest pierwszy), klimatycznie Kuba pozamiatał, natomiast Rasmentalism świetnie podsumował scenę. Na czwórce najlepszy track w karierze VNM-a: ma wszystko, czego od niego wymagamy. Cała płyta w takim klimacie = klasyk. Ostatnie miejsce miało być dla któregoś z numerów Gedza, jednak Bonson i Planet rozjebali singlem z nadchodzącego albumu.

Numery, które otarły się o zestawienie: Siwers - Osiedloowa (popsute przez Ninansa), KęKę - Trasa (BraKaKa) (konkurencja mocniejsza), Gedz - Serce bije w rytm, Lekki wieje wiatr (zeszłoroczny singiel), Królowie nocy (remix niestety), Ten Typ Mes - Zjebane miasto, Kuba Knap - Dwa Palce (nie dubluję artystów), PRO8L3M - Tiramisu, Pezet - Ostatni track (jakoś nie jest tak przekonujący), Bałagany na bani - Nigger (nie ten poziom jeszcze).

Bit roku

1. Ten Typ Mes - The Chauvinist (prod. Szogun)
2. Kuba Knap - Łajz lajf (prod. Kuba Knap)
3. Rasmentalism - Perwoll Vanish (prod. Ment XXL)
4. Popkiller Młode Wilki 2013 - Jeden Strzał (prod. SoDrumatic)
5. Rap Addix - Nie Uciekniesz (prod. SoulPete)
5. Sobota - I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną (prod. Matheo)

Polscy producenci przyśpieszają, zostawiając raperów coraz bardziej w tyle. Kategoria, w której można byłoby wrzucić dowolny bit Sir Micha z "Elliminati", Metheo z "X. Przykazań", czy SoDrumatica z "Pro Pejn". Nieobecność tego pierwszego doskonale pokazuje konkurencję panującą na naszym podwórku. Nie rozumiem pomijania w podsumowaniach roku Szoguna - owszem, Lepsze Żbiki okazały się Gorszymi, ale produkcje Szo to jest klasa światowa. Zwłaszcza lodowaty podkład od "The Chauvinist"! Kuba kontynuuje swoją southową wygrzewkę, w której nie ma (i długo nie będzie miał) konkurencji. "Perwoll Vanish" to najlepsze, co wyszło spod reki Mentosa. Nie wiedziałem który bit SoDrumatica dać, w końcu padło na "Jeden Strzał" - pomieszanie mocnych bębnów z agresywnym samplingiem i ciekawą aranżacją. Stawkę zamykają: bit-forteca od SoulPete oraz łamiący schematy (nawet rok temu kto by pomyślał, że będziemy mieli w Polsce fuzję muzyki sakralnej z hip hopem?!) Matheo.

Feat roku

1. Buczer - Dość feat. Zeus, VNM, Verte, Bezczel
2. Tede- H.S.Z. feat.Wdowa, Seta
3. Polskie Karate - W 3 Dupy feat. Dwa Sławy
4. Ten Typ Mes - Nie umiem tańczyć feat. Stasiak, Rymek
5. Gedz - Lekki wieje wiatr feat. RakRaczej, Ras


Niby taka prosta kategoria, a obstawić pierwsze trzy miejsca to zagwozdka na kilka dobrych dni. Ostatecznie wygrał Zeus, za progres we flow. Drugie miejsce to mistrzowska zwrotka Wdowy u Tedego. Dwa Sławy dopiero na trzecim - sorry panowie, ale jest was dwóch, sam Astek miałby szanse walczyć o wyższe lokaty. Rymek jest pewnym zaskoczeniem, ale tekstowo zjadł gorsze żbiki. Na ostatnim Ras z płyty Gedza (w tej kategorii pozwoliłem sobie dodać numer, mimo że jest to zeszłoroczny singiel).


BONUS BONUS BONUS BONUS BONUS


Robactwo roku

1. Mam Na Imię bisz - Nie myśl o mnie źle
2. Diset - High Definition 2 Victoria I Pokój
3. Sokół i Marysia Starosta - Czarna Biała Magia
4. VNM - Pro Pejn
5. Miuosh x Onar - Nowe światło


Hejty na wszystkie pozycje z tej listy znajdują się na blogu, więc dłuższe uzasadnienie uznaję za zbędne. W skrócie: Mam na imię Bisz i Diset - bezczelne kserowanie i pchanie się z tym do szerszej publiczności. Sokół i Marysia Starosta - dorabianie ideologii do płyty robionej na szybko, kakofonia, niewystarczające flow, tytuł buca roku. VNM - zaaaaaaaaaapiekaaaaanki naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa zaawiiiiiiiiiiiiiiiiszy XD. Miuosh x Onar - oportunizm x koniunkturalizm.
Continue reading →
30.12.2013

Wuzet - Własne Zdanie [2013]

4 komentarze

Miała być recenzja, ale czas nagli, a podsumowanie się samo nie zrobi. Gdybyśmy mieszkali kilkadziesiąt kilometrów na wschód, to problemu by nie było.

Rozważania o miejscu zamieszkania nie są przypadkowe - bohater tego wpisu stacjonuje na Wyspach i - jak wynika z tekstów - do Polski nie zamierza wracać. W przypadku grime'owej płyty jest to nieoceniona zaleta.

Internetowi znawcy zdążyli już zrównać album z ziemią zarzucając m.in. prostactwo w tekstach, słabe flow i chujowy głos. O dziwo nie usłyszałem nic o bitach, ziomek od "Słucham grime od 3 miesięcy więc się znam" również gdzieś się zagubił.

Ale żarty na bok - po prostu "Własne Zdanie" brzmi jakby żywcem wzięte z londyńskiej ulicy: bas wgryza się w skórę, a BPM-y osiągają częstotliwości, na których 99% polskich raperów połamałoby sobie język.

Jest to sytuacja nietypowa, ponieważ nagle okazało się, że banda randomowych (przynajmniej w rapowym światku) producentów potrafi wyprodukować bardziej brytyjską płytę, niż Sidney Polak, Auer, Zjawin i Supra1 razem wzięci.

Jakiś czas temu linkowałem film, w którym Pezet poleca CD swojego podpiecznego. Mówi tam o tym, że Wuzet jest niepodrabialny, ponieważ stosuje zupełnie inny układ sylab/wyrazów. Ciężko się nie zgodzić, ciężko też nie dodać, że jest to styl typowo grime'owy.

Zarzucanie tekstom chaosu, płaskości czy prostoty ma tyle samo sensu, co pretensje do szkotów za kilty: to jest po prostu taka konwencja, tak ma być i koniec. Owszem, "grimowe czarnuchy" nie są "tytanami techniki, tym bardziej erudycji", ale w tym konkretnym przypadku to nie ma żadnego znaczenia. Wuzet jest ponad tym i trudno jego tekstom zarzucić prostactwo.

"Własne Zdanie" to jedno z największych zaskoczeń mijającego roku i bezapelacyjna czołówka kategorii "debiut". Wreszcie coś się udało tym tyci labelkom, do grona których należy Koka. Pytanie, czy niezły raper będzie chciał zostać tam dłużej.


8/10


Continue reading →
29.12.2013

Diset - High Definition 2 Victoria i Pokój [2013]

12 komentarze

O tej płycie miało nie być, ale jak widzę w internetach komentarze typu "płyta roku", "gra zamknięta", "mes przemielony", "polskie MBDTF" to aż mną trzęsie. Oczywiście, album znajdzie się w podsumowaniach, tylko w nieco innej kategorii: KSERO ROKU.

W związku z poziomem trudności będę posiłkował się dwoma numerami, w których wykonawcy typu Diset zostali podsumowani:





XEROBOJ TO JEST TAKI KTOŚ, GDY ZOBACZY FAJNY STYL TO CHCE MIEĆ TO COŚ

"POLSKIE MBDTF"? DOBRY ŻART, ALE POLECAM GO NIE POWTARZAĆ, BO POLSKIM SŁUCHACZOM MOŻNA WMÓWIĆ WSZYSTKO I JESZCZE ZACZNĄ "PRZEJMOWAĆ" TRACKI YEEZYEGO NA YT. PANU DISETOWI MINĘŁO ZAŚLEPIENIE RASEM, TERAZ NA TAPECIE JEST TE-TRIS. TO WŁAŚNIE OD TEGO RAPERA "POŻYCZYŁ":
- INTONACJĘ;
- AKCENTOWANIE;
- FLOW;
- PATENTY NA ZAMIANY WYSOKOŚCI GŁOSU;
- UŁOŻENIE RYMÓW;
- UŁOŻENIE SYLAB;
- UŁOŻENIE WYRAZÓW;
- DOBÓR SŁOWNICTWA;
- FLOW;
- I NAJLEPSZE: BARWĘ GŁOSU.

DOBRY NIE JEST SYNONIMEM KSEROKOPII

PEWNIE WZIĄŁBY WIĘCEJ, ALE NIE BARDZO BYŁO CO. DOBRZE, ŻE NA OKŁADCE NIE POKAZAŁ SWOJEJ TWARZY, BO MUSIAŁBY JESZCZE ROBIĆ OPERACJĘ PLASTYCZNĄ.

SAM POMYSŁ NA ALBUM JEST SŁUSZNY, TYLKO WYKONANIE NAJGORSZE Z MOŻLIWYCH. PYTANIE: CZY PAN RAPER MA W OGÓLE JAKĄKOLWIEK ŚWIADOMOŚĆ MUZYCZNĄ? WYDAJE SIĘ, ŻE TAK (W KOŃCU KAŻDY UTWÓR JEST DOPRACOWANY Z PRECYZJĄ CHIRURGA), JEDNAK ZDAJE SIĘ NIE WIEDZIEĆ, ŻE Z IDOLI (A CO ZA TYM IDZIE: KSEROWANIA) SIĘ WYRASTA, A NIE ZMIENIA!


PRZECIĘTNOŚCI JEST W WAS WIĘCEJ, NIŻ W TYCH, KTÓRYCH KSERUJECIE IDOLACH
BYŁO JESZCZE, GDY CI PIERWI WPADLI NA TO
KTÓREGO Z CHUJOWYCH MC'S STYL SAMI CHCĄ ZAGARNĄĆ

BYĆ KSEREM JEDNEGO RAPERA, PRZESTAWIĆ SIĘ NA KSEROWANIE DRUGIEGO. TO ARTYSTYCZNE DNO, ZA KTÓRE POWINIEN BYĆ D-O-Ż-Y-W-O-T-N-I HEJT, A NIE KURWA MAĆ ALBUM LATAJĄCY JAKO UNIKAT I POSTY TYPU "PŁYTA ROKU". GÓWNO ROKU.

JUŻ NIE NOŻE, A SZUBIENICA W KIESZENI SIĘ OTWIERA
POMPUJ RAP? POMPUJ LEPIEJ PIŁKĘ I IDŹ BIEGAĆ
ALBO POMPKI PORÓB, NA BANK NIE BĘDZIE Z CIEBIE RAPERA

GDYBY PRZED WYDANIEM PŁYTY ZOSTAŁA PRZEMYŚLANA STRATEGIA, TO Z TEGO TYPU HEJTU DAŁOBY SIĘ JAKOŚ WYWINĄĆ, NP. ZAPRZECZAJĄC FASCYNACJI MARNIAKIEM Z SIEMIATYCZ. JEDNAK TAKA SYTUACJA NIE MOŻE MIEĆ MIEJSCA: BYCIE ASEM APTAUN ORAZ FEAT IDOLA ZAMYKAJĄ JAPY WSZYSTKIM POTENCJALNYM OBROŃCOM.

XEROBOJ MYŚLI, ŻE JEST NIEZŁYM ŚCIEMNIACZEM
MOŻNA GO PORÓWNAĆ TYLKO Z OBSRANYM SRACZEM

Chyba powinienem zrobić oddzielną skalę dla raperów bez własnego stylu, wtedy wreszcie mógłbym zrecenzować Kaena: poziomy dna.
Continue reading →
24.12.2013

Quiz + Goście - Materiał Producencki [2009]

12 komentarze

Jest taki okres w roku, kiedy wszystkie myśli osób mogących powiedzieć o sobie coś więcej, niż "otarłem się o polski rap", krążą wokół kilku albumów. Spośród nich palmę pierwszeństwa bezapelacyjnie (chociaż przy tym zupełnie niedorzecznie) dzierży płyta producencka Quiza.

Na taki stan rzeczy składa się kilka czynników. Pierwszym z nich jest specyfika forum ślizgu. To ono odpowiada za odzew, którego doczekała się ta płyta. Nie od dziś wiadomo, że każdy projekt wywodzący się z podziemia ma u ślizgerów automatycznie + 1 do oceny, (w większości) bez względu na prezentowany poziom. Do tego dochodzi data wydania (śnieżny grudzień 2009!) i - a raczej przede wszystkim - bezpośrednio odnoszący się do świąt track Brudnych Serc.

Sam poza początkowym okresem zauroczenia (związanym również z tym, że nie miałem jeszcze w pełni wyrobionego gustu) nie szczędziłem krytyki w stosunku do tego albumu. Nostalgia nostalgią,reminiscencje reminiscencjami, ale kiedy odrzemy "Materiał Producencki" z tego typu emocji, to nagle okazuje się, że za sukces płyty (poza wspomnianymi wcześniej czynnikami) odpowiadają przede wszystkim znajomości. Wydanie tego samego z innymi, mniej fejmowymi raperami, skończyłoby się rozdaniem 10 egzemplarzy rodzinie, kolejnych 40 znajomym (z których połowa by tego nawet nie odpaliła) i zakończeniem historii jeszcze nim fajerwerki ogłosiły nam rozpoczęcie ostatniego roku pierwszej dekady XXI w.

Jednak zamiast gdybać należy uczciwie przyznać, że na "Materiale Producenckim" swoje zwrotki prezentuje ówczesna czołówka podziemia: Te-Tris, Ras, W.E.N.A., Ero, VNM, Laik, Brudne Serca - te ksywki mówią same za siebie. Do tego należy dodać bardziej dyskusyjne, jednak posiadające swoich fanów: Junes, Karwan, MŁD czy Green. Może pod koniec 2013 już nie, ale w 2009 roku takie zestawienie robiło niesamowite wrażenie i zapewniało zainteresowanie większości hip-hopowych głów.

Tutaj należy rzucić oczywistością, która w takiej recenzji po prostu musiała się znaleźć: raperzy to jedno, bity to drugie. Może i materiał jest, a raczej mógłby być "do szpiku klasyczny, podziemny, truschollowy", gdyby tylko Quiz nie był dyletantem typu "tydzień temu wpadłem na pomysł robienia bitów, a sample tnę od wczoraj, icoteras". Efektem są prostackie, do bólu banale podkłady z fałszującym basem i tego typu atrakcjami. W dodatku częściowo oparte na już wykorzystanych pętlach, co potęguje wrażenie amatorszczyzny ze strony - jakby nie było - ojca projektu.

Jednak po raz kolejny górą była znana zależność mówiąca, że to rap jest ważniejszy niż bity. Te drugie mogą być najgorsze, ale ludzie i tak będą słuchać danego materiału. Jeżeli byłoby odwrotnie, to ilość fanów uległaby drastycznemu zmniejszeniu. Jestem pewny, że Quiz tak nie kalkulował i wszystko po prostu "tak wyszło". Szczęśliwie dla niego.

W każdym razie za klimat, a co za tym idzie, sukces tego projektu, od niemal początku do końca odpowiadają zaproszeni goście. "Wypierdalam stąd" na stałe weszło do hip-hopowego słownika, podobnie jak wersy i followupy Smarkiego ze "Słowa dla" ("Rodzina, osobliwy klimat od kołyski / Co święta na wigilię powtórka z rozrywki / Ciągle jedna rozmowa, po niej kłótnia / Tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia). Oddzielną historię napisał "Glider" Laika, który dorobił się własnego powiedzenia (Ej Laik jak Glidera rozkminiać?) a nawet fanpejdża. To tylko przykłady. Swoje 5 minut miał również Pivot, a gdyby Muflon poszedł wtedy za ciosem, to dziś stałby na nieco lepszej pozycji.

Powody sukcesu "Materiału producenckiego" wymieniałem już na początku, więc powtórzę skróconą wersję: po prostu Quizowi udało się pojawić w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie, do tego w towarzystwie najbardziej odpowiednich na tamten moment osób. Zrobił coś z niczego, ale w żadnym razie nie jest to zasługa jego skilla czy choćby chęci, a nadzwyczajnego zbiegu okoliczności. Po latach nie ma się nad czym zachwycać, ale w naszych sercach zawsze będzie to jedna z najbardziej kojarzących się ze świętami płyt.

Ocena subiektywna: 2/10
Ocena obiektywna: 6/10 - 1 za bity = 5/10



Continue reading →
23.12.2013

Buczer - uTRAPiony [2013]

8 komentarze

„Podejrzany o rap? Niewinny” głosi najbardziej znany żart dotyczący toruńskiego rapera. Inna kwestia, że po tej płycie nie ma co do tego już żadnych, nawet najmniejszych złudzeń. Wyrok (z pełną powagą) brzmi: uniewinniony.

W recenzji „Dwóch Twarzy” wyrażałem się o Buczerze całkiem pozytywnie. Poziom prezentowany na tamtej płycie nie był najgorszy, a ja miałem dość ślepego hejtingu. Przy tegorocznym albumie nie ma czego zbierać, ani tym bardziej bronić.

Wsłuchanie się w krytykę zaowocowało poprawieniem jakości, a raczej świeżości bitów. Problem jest taki, że mamy 2013 rok i za sam fakt korzystania z trapów propsów nie będzie. Czas skończyć ze ślepym założeniem, że za każdy trap oznacza automatyczną pochwałę. Zwłaszcza, kiedy podkłady ani się nie wyróżniają, ani nie są świeże.

Zresztą to tylko jedna z części składowych. Kolejną jest filozofowanie typu „nie ma jednej prawdy”, „jestem zagadką” itp., oraz urojenia owocujące wersami takimi jak „jestem świeży”, „chłonie mnie rynek”, „rozkurwię pół sceny”. Warto podkreślić, że padają one również w odniesieniu do Tedego, co podbija bębenek beki.

Te dwie kwestie dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie to, że typ kseruje flow Rick Rossa 1:1. Jak mam ochotę posłuchać Rozay’a, to odpalam którąś z jego płyt. Nie potrzebuję nieudolnych naśladowców, którzy nie mają kompletnie nic do zaoferowania.

Pozostają goście i to właśnie oni są jedynym pozytywnym aspektem tego ścierwa. Trzeba podzielić ich na Zeusa i Resztę. Ta druga grupa po prostu wystąpiła. Łódzki raper dał bezapelacyjny featuring roku, który powinien zapisać się złotymi zgłoskami w annałach polskiego rapu.

Ocena tej iście paraolimpijskiej płyty może być jedna: zero. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz nie byłem w stanie dosłuchać jakiegoś albumu. Do tego dodajmy kserowanie raperów zza oceanu, fatalny poziom tekstowy i otrzymujemy jedyną słuszną notę.

Ocena subiektywna: i oni jeszcze chcieliby za to hajsu?
Ocena obiektywna: 0/10


PS Niesamowita beka z Popkillera i ich recenzji, w której Buczer dostał... 4+ oraz tytuł największego zaskoczenia wydawniczego.

Continue reading →
22.12.2013

Sokół i Marysia Starosta - Czarna Biała Magia [2013]

22 komentarze

Po niewątpliwym sukcesie "Czystej Brudnej Prawdy" Sokół postanowił pójść za ciosem i przy okazji kolejnej płyty wykorzystać sprawdzone mechanizmy promocyjne. W końcu zaowocowały one aż platyną. I wydaniem albumu Winiego na legalu!

Poziom niedopracowania CBM zdaje się potwierdzać historię jej powstania: po 2 latach grania koncertów z CBP, Sokół w końcu stwierdził, że czas wydać kolejną płytę. Zerknął w kalendarz w poszukiwaniu piątków wypadających w 13. dzień miesiąca. W końcu to właśnie tego dnia maja 2011 wydał swój poprzedni album, a ten miał być jeszcze bardziej brudny, więc data wydania musi się zgadzać. Po zdaniu sobie sprawy z tego, że został grudzień, a potem dopiero czerwiec, podjął decyzję o jak najszybszym rozpoczęciu nagrywania kolejnego projektu.

Gonitwa za terminem była tak duża, że zmienił się nawet, tak wcześniej chwalony, sposób pracy. Para nie nagrywała już wspólnie, ponieważ nie starczyłoby im na to czasu. Zamiast tego jeździli w tym samym czasie do różnych studiów. Pośpiech przełożył się przede wszystkim na jeszcze mniej partii wokalnych Starosty. Ta płyta powinna wyjść pod ksywą Sokoła, zaś jego luba powinna być uwzględniona co najwyżej jako gość.

W założeniu album miała pokazywać cały brud tego świata. W licznych recenzjach pada banalne porównanie do filmów Wojtka Smarzowskiego. Tymczasem najlepszym punktem odniesienia są... numery samego Sokoła, tylko sprzed kilku lat. Przywołajmy tutaj chociażby "Witam Was W Rzeczywistości". Przecież połowa tego albumu to właśnie twarda, obdarta z jakichkolwiek ozdobników rzeczywistość. "Życie depcze wyobraźnię", "Smak chwili", "Gdy" - każdy z tych numerów spełnia wszystkie kryteria postawione przed trackami nagrywanymi na "Czarną Białą Magię". I bynajmniej nie są to wyjątki.

Dobrze, powie ktoś inny, ale tamta płyta wyszła 8 lat temu, teraz Sokół chciał nam to podać w nowszej formie, w dodatku mądrzejszy o dodatkowych 8 wiosen. W takim razie polecam posłuchać TPWC. Może nie części pierwszej, na której tylko "Dwie kochanki" zmieściłby się w tym schemacie, ale drugiej. "Jednorazowo", "Za dużo widzę",  czy (przede wszystkim!) "Angela..." to brudne, szorstkie utwory.

Ten kolaż "brudnych" utworów Sokoła zrobiłem po to, żeby słuchacze zdali sobie sprawę, że "CBM", wbrew temu, co głosi autor, nie jest żadną "nową jakością", a kontynuacją/odgrzaniem pewnych sprawdzonych pomysłów.

Pośpiech, o którym pisałem wyżej, da się odczuć niemal w każdym aspekcie projektu. Wprawdzie Naczelny Buc twierdzi, że to wszystko miało tak być, ale jakoś ciężko w to uwierzyć.  Może i dobrze zamaskował braki ilościowe, dorabiając ideologię takiej, a nie innej weny, jednak jakościowo niektóre linijki naprawdę ciężko obronić. Np. refren z numeru "Walec" to jest poziom "Pościgi, strzelaniny", czy "Rząd kłamie i nie pomaga mojej mamie".

Takich przykładów jest aż nadto. Do tego dochodzi wokalne dyletanctwo duetu. W takim "Bordeline" Marysia pokazała, jak się NIE UPRAWIA melorecytacji. Dla odmiany jej chłopak już w pierwszym numerze pokazał, jak się nie rapuje. Niestety, ale nie ograniczył się tylko do tego tracku, a swoje niedostosowane do tego typu podkładów flow rozniósł na niemal całość. Sytuację mogłaby ratować Starosta, jednak jej udział w albumie można nazwać śladowym, a kwestie, które jej przypadły spokojnie można było wysamplować.

Liryki Sokoła w zestawieniu z pokręconymi bitami można nazwać krótko: badtrip. I tutaj jest główny problem: można zrobić płytę w konwencji badtripowej, a można się o tę konwencję co najwyżej otrzeć. Sokół znajduje się w okolicach tej drugiej możliwości: poza wyjątkami nie ma tutaj żadnego pomysłu na kawałki. Są one po prostu zlepkiem quasi-brudno-realnych linijek, które wpadały mu do głowy. Potem przypisywał je do bitów, a dla rapera z mówionym flow odwrócenie kolejności  wyrażenia "teksty do bitów" okazuje się być zabójcze.

Proceente gdzieś powiedział, że "od słuchania tej płyty boli głowa". Miał 100% racji, przynajmniej jeśli chodzi o bity. Te mieszczące się w hiphopowym schemacie charakteryzują się mrocznością, surowością i melancholijnością. Są ok., chociaż bez wielkiego szału. Problem zaczyna się przy tej tylerowskiej kakofonii, w której różne, niekoniecznie do siebie pasujące dźwięki tworzą jeden wielki chaos. Uważam, że do tematu można było podejść lepiej, ale przede wszystkim to trzeba mieć lepsze warunki wokalne.

Ogólnie rzecz biorąc płyta zamiast przypominać filmy wspominanego Smarzowskiego,  wygląda raczej jak kolejna kolekcja PROSTO:  tu i tam trochę zmienimy, ale ogólnie schemat ten sam. Jak już zmodyfikujemy podstawy, to w taki sposób, żeby do niczego to się nie nadawało. Obawiam się, że Sokół dotarł do szklanego sufitu, na którego przeskoczenie nie pozwala mu jego poziom wrażliwości, o której 4 lata temu nawijał Mes. Bo to nie jest kwestia inteligencji, tylko właśnie wrażliwości, której 30-paro latek nie umie ulepszyć- mimo, że przy okazji "CBP" wydawało się nieco inaczej. Ten Pan już nic lepszego nie nagra, a płaszczyzny, na których mógł się sprawdzić zostały już wyczerpane. Doskonale świadczy o tym ilość followupów do siebie samego zawartych na tej i poprzedniej płycie.

Ocena subiektywna: 1/10
Ocena obiektywna: 5/10



Continue reading →
20.12.2013

Sobota - X Przykazań [2013]

8 komentarze

Czy wśród słuchaczy z otwartymi głowami był ktoś, kto po świetnych "Sabotażu" i "Gorączce Sobotniej Nocy" nie czekał na kolejną płytę szczecińskiego rapera? Z pewnością nie, a kolejny album miał ostatecznie zamknąć japy hejterom. Niestety, stało się inaczej, a przysłowie "lepsze jest wrogiem dobrego" zatriumfowało.

Sobota jest takim typem wykonawcy, którego albo się kocha, albo nienawidzi. Niemniej abstrahując od sympatii, nie sposób nie doceniać jego nieprzeciętnych skillsów. Oczywiście mam tutaj na myśli umiejętności wokalne, ponieważ tekstowe znane są z tego, że sprawdzają się tylko w jednej, ściśle określonej konwencji.

I tu zaczyna się problem z "X przykazaniami" - zamiast kontynuować ścieżkę wytyczoną przez "Sobotaż" i rozwiniętą na "Gorączce", postanowiono ordynarnie zmienić kierunek na... sakralny. Wszytko za sprawą Winniego: pewnego dnia szef Stoprocent ubzdurał sobie, że fajnie będzie zrobić taki koncept-album, a jego podopieczni podchwycili pomysł. Jak wiadomo z chamów nie zrobi się lordów, więc ostatecznie wyszło quasi-sakralnie.

Kiedy rzucimy okiem na interpretację dekalogu w wykonaniu ulicznego rapera nie sposób nie odnieść wrażenia, że panowie po prostu zagrali w skojarzenia, podciągając kolejne przykazania pod pierwszą myśl, jaka wpadła im do głowy. I tak:

I. Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną.
Z pewnością wszyscy czują się super zaskoczeni dreptanie ścieżką najmniejszego oporu już na początku albumu: Bogiem jest rap.
II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.
Narkotykowy storytell z przesłaniem "nie strzęp języka". Odkrywcze.
III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
Typ, u którego w co drugim numerze przewija się temat imprezy, nie potrafi nagrać albumu pozbawionego tego motywu. Jedyną możliwością jego wykorzystania było właśnie trzecie przykazanie, a pokusa nie została odparta. Z bengerem nie ma to nic wspólnego.
IV. Czcij ojca swego i matkę swoją.
 Jak inaczej mógł ugryźć temat świeży ojciec, jak nie z perspektywy rodzica?
V. Nie zabijaj.
Tutaj obstawiałem albo niezabijanie swoich zwierząt domowych, albo tzw. "daru". Padło na to drugie.
VI. Nie cudzołóż.
No popatrz Pan, jak się zmienia punkt widzenia. A jeszcze 4 lata temu rapował: "Moralny impotent, bo co to moralność / Chyba zapomniałem to rano ze stołu zgarnąć".
VII. Nie kradnij.
Nie kradnij stylu + temat fałszywych ludzi. Kolejne superodkryciekurwo.
VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
Pościgi, strzelaniny, skurwysyny...
IX. Nie pożądaj żony bliźniego twego,
W sensie ziomka (i ex), a resztę możesz ruchać dowoli. Czy to jest normalne podejście? No kurwa nie sądzę.
X. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
Zawiść jest jednym z najbardziej przeruchanych motywów polskiego rapu. Wyżej stoją tylko hejterzy.

Już w połowie staje się jasne, że Sobota porwał się z motyką na słońce: zamiast soczystych benegerów i skurwysyńskich wersów dostajemy tony truizmów i maksymalnie możliwe spłycenie tematu X przykazań. Momentami jest to otwarte bluźnierstwo ("Dymaj wszystkie szmule świata, miej taką wolę"), lub świętokradztwo ("Stanął przede mną Bóg i tak do mnie rzekł /"Cudzych bogów przede mną nie będziesz mieć"). Do tego dochodzą rymy czasownikowe, które po kilku latach na scenie nie mają racji bytu, a które na tej płycie trafiają się stosunkowo często.

Abstrahując od treści, wykonanie również pozostawia wiele do życzenia. Niby Sobota dobrze siedzi na bitach, potrafi zrobić naprawdę dużo, jednak nie ta sama chemia, co w przypadku południowo-mainstreamowych trapów. Słychać, że sakralny sznyt nie do końca mu leży. W zasadzie tylko jeden numer ("Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną") wyszedł tak, jak powinien wyglądać, łącznie z refrenem gospodarza. Pozostałym czegoś brakuje, samplowane/chóralne wstawki w refrenach pasują jak pięść do nosa i zbyt silnie kontrastują z burakiem rapującym do organów.

Nieco inaczej przedstawia się kwestia samych podkładów,  a nie tego, z nich uczyniono. Pisanie o tym projekcie jako o "pierwszym na skalę światową" raczej przesadą nie jest. Przynajmniej, jeśli chodzi o muzykę. O tym, że Matheo jest producentem, którego większość polskich raperów nigdy nie zdoła dogonić, wiadomo nie od dziś. Bitmejker już od dłuższego czasu szukał nowych rozwiązań, wydawało się, że uderzy w trap and bass, ale w obliczu konceptu Winiego stanęło na muzyce kościelnej. Ta w postaci oryginalnych, kościelnych organów oraz chórów została zgrabnie połączona z szeroko pojętym rapem. Cieszę się, że typowo trapowe werble są częścią składową i nie dostały monopolu na bębny na tym projekcie.

Płyta sakralna na uliczną modłę? To nie mogło skończyć się dobrze. O ile Matheo jest jedną z pierwszych, tak Sobota jedną z ostatnich osób, które powinny brać się za reinterpretację dekalogu. Postawmy sprawę jasno: jednostka, która nie widzi nic dziwnego w prowadzeniu takiego życia, jakie prezentowane jest na poprzednich albumach, przy równoczesnym posiadaniu tatuaży Jezusa na plecach oraz różańca na ręku, powinna zrozumieć, że jej przemyślenia na tematy religijne są gówno warte. A raczej ktoś powinien jej to przetłumaczyć, ponieważ robi szkodę zarówno sobie, jak i wierze. Jeżeli do takiego stanowiska nie przekonał was cały album, to powinno zrobić to "X. Przykazań Outro", w którym brakuje tylko "za dilerów". Bo "Za hiphop" padło.

Ocena subiektywna: 1/10
Ocena obiektywna: 5/10 + 1 za bity = 6/10


Continue reading →
18.12.2013

WdoWA - Listopad EP [2013]

15 komentarze

Największą wadą najlepszej polskiej raperki jest bez wątpienia nieregularność nagrywania koleinych albumów. 3,5 roku czekania, żeby dostać  krótkie, nawet nie półgodzinne EP?

Zapowiedzi nowej płyty miały miejsce już od dłuższego czasu. Sama WdoWA dość jednoznacznie opowiadała się za powrotem do klasycznego brzmienia. Do tego wielokrotnie wspominała na fb, że poszukuje bitów właśnie w takim klimacie. W końcu stanęło na tym, że producentem będzie Sir Michu, a mi zaświeciła się lampka: "po co się cofać?!".

Summa summarum do tego haniebnego kroku nie doszło,  a przynajmniej nie w stopniu zapowiadanym przez główną zainteresowaną. Za całość produkcji odpowiada stosunkowo mało znany, jednak bardzo wszechstronny producent z Ostrołęki. Fleczer, bo o nim mowa, pokazał, że 100 razy mniej lajków (niż jego współpracowniczka) absolutnie nie przekłada się na podobną różnicę w umiejętnościach.

Przede wszystkim bity nawiązują klimatem do tytułu projektu, a przy płycie koncepcyjnej jest niezwykle ważne, jeśli nie najważniejsze założenie. Nieco melancholijne, deszczowe, jednak przy tym niepozbawione pazura, który charakteryzuje osobę robiącą z nich użytek. Opis z "mini recenzji autorki": "Trudno sklasyfikować brzmienie "LISTOPAD EP", bowiem Fleczer potrafi wykorzystać sample i wkomponować między nie nowoczesne dźwięki." doskonale wyjaśnia tę kwestię. W pewnym stopniu jest to kontynuacja, czy raczej wersja beta dźwięków z "Superextra".

No właśnie. Z drugiej strony cały czas z tyłu głowy mam umiejętności Szoguna, które zaprezentowane zostały na albumie sprzed 3 lat. Jeżeli zestawimy ze sobą tych dwóch producentów, to wynik jest oczywisty: Fleczerowi sporo brakuje i poziom poprzedniego współpracownika Wdowy jeszcze przez jakiś czas nie będzie dla niego dostępny.

Jeżeli chodzi o reprezentantkę Alkopoligamii, to z pozycji mocno braggowych przeszła na obnażenie najskrytszych uczuć, którego wcześniej nie zwykła prezentować. Zamiast setek celnych linijek skierowanych w stada chujowych raperów, otrzymujemy wątki damsko-męskie, rozpaczliwe próby znalezienia chęci do podjęcia walki czy ogólną niechęć do świata,  a wszystko to podlane dużą dawką emocji i przepuszczone przez  gorzki, jesienny filtr. Nie znajdziemy tutaj zbędnego patosu, dlatego kupuję i doceniam koncept krążka, tylko z jednym małym "ale". Chodzi o utwór "Szczęście", który nieco odstaje od pozostałych (nie chodzi o klimat, a sam sposób napisania), którego zakończeniem jest pretensjonalny i infantylny, nadający się do jedynie do wycięcia monolog.

Na temat flow WdoWY napisałem już sporo, więc nie ma sensu powtarzać. Poza "umelodyjnieniem" partii refrenowych nic wielkiego się na tej płycie nie zmienia. Pamiętajmy jednak, że mówimy o raperce, która na luzie "zjada" 90% polskich wykonawców, a co za tym idzie - niewiele musi.

"Listopad EP" jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów pierwszej damy polskiego rapu. Jeżeli nie zaliczasz się do tego grona, a wcześniej nie mogłeś strawić trącących feminizmem tekstów, to również możesz poświęcić tej płycie dłuższą chwilę - zmiana treści  w stosunku do poprzednich albumów jest tutaj bardzo ważną, jeśli nie flagową, kwestią.

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 9/10



Continue reading →
10.12.2013

Rasmentalism - Za Młodzi Na Heroda [2013]

20 komentarze

Na takie płyty czeka się latami. Sytuacje, w których dobrze zapowiadającej się ekipie udaje się wykorzystać CAŁY swój potencjał zdarzają równie rzadko, co raperzy, na których Mes może w ogóle spojrzeć. Najczęściej gdzieś po drodze kończy się zajawka i co drugi wpis na ślizgu brzmi "mieli potencjał".

Po "Hotelu trzygwiazdkowym" byłem pewny, że Rasmentalism czeka taki sam los: niesamowite dyspozycje (zwłaszcza MC), dużo chęci i płyta roku w podziemiu, po czym równia pochyła do popłuczyn po najlepszych latach.  Na tegoroczny album nie czekałem do tego stopnia, że (praktycznie) darowałem sobie nawet single. Do sięgnięcia po płytę zachęcił mnie tytuł intra, po którym nie sposób było nie dać "Za młodym" szansy.

Godziny spędzonej z intrem, jak i kolejnej z całym albumem nie żałowałem do tego stopnia, że poświęciłem jej parę kolejnych dni. W tym roku taka sytuacja miała miejsce tylko przy okazji premiery "Serce bije w rytm". Przy czym płycie Gedza brakuje do dziś recenzowanej jednego-dwóch poziomów.

Kiedy spojrzymy na historię składu, z łatwością zauważymy, że to Ment miał znacznie, znacznie dłuższą drogę do pokonania. Po zeszłorocznym "MAUi WOW!E" prorokowałem, że Ras jest już za daleko i nie ma większych szans na to, żeby jego bitmejker osiągnął poziom reprezentowany na zeszłorocznej EP-ce. A jednak.

Nie będę po raz kolejny rozpisywał się o chemii MC-producent. Większość czytelników tego bloga powinna zdawać sobie sprawę, że Rasmentalism to jeden z lepiej "czujących" się nawzajem duetów. To było słychać już 5 lat temu i mimo ewolucji obu panów nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Zacznijmy od części wokalnej, ponieważ ta była względnie łatwiejsza do przewidzenia. Z pewnością pamiętacie moje zachwyty nad zeszłoroczną płytą Rasa i Torta. Forma tam prezentowana nie tylko została utrzymana, ale wręcz skoczyła do góry! W końcu "MAUi WOW!E" obracało się w jednym, bardzo ściśle określonym klimacie. "Za młodzi" jest płytą znacznie bardziej przekrojową (zarówno muzycznie, jak i (chociaż mniej) tematycznie), jednak nie jest to problemem.

Na tym albumie Ras prezentuje się jako dojrzały i w pełni ukształtowany raper. Zarówno w jego zwrotkach, jak i sposobie ich kładzenia ich na bit nie ma miejsca na choćby jedno przypadkowe słowo czy moment. Wszystko, ale to dosłownie wszystko, od pierwszego do ostatniego numeru miało wyglądać właśnie w ten sposób. Nie są to "Duże Rzeczy", gdzie zdarzało się pogubić, nie jest to jednostajna "Dobra Muzyka Ładne Życie". To jest po prostu nowa jakość, w której operowanie głosem weszło na nowy poziom.

Nieco mniej poziomów miała do pokonania warstwa liryczna, jednak i ona nie tylko wróciła na właściwe tory, ale również została poprawiona. To jest "Dobra Muzyka Ładne Życie" poprawiona o wszystko, co dało się tam poprawić. Niby skupia się wokół tego "Ładnego Życia" (a raczej drogi do niego) ubranego w mistrzowskie gierki słowne, ale nie uświadczymy tutaj monotonni. Ktoś powie, że to wszystko już słyszeliśmy. Jakby złożyć do kupy wszystkie albumy Rasa i wyciągnęli z nich samą treść, jest to po części prawdą. Jednak tam czegoś brakowało, w przeciwieństwie do tego projektu. Problem "powtarzalności" zacznie się dopiero przy okazji tworzenia kolejnego albumu.

Jak wspominałem wcześniej: większym zaskoczeniem jest Ment. Od cięcia znanych sampli przez kakofonię doszedł do poziomu producenta w pełnym tego słowa znaczeniu. Wprawdzie dość mocno wspieranego  przez klawisze Torta (7 na 15 numerów), jednak wcale nie umniejsza to poziomowi podkładów, które usłyszymy na tym krążku. Właśnie takie bity powinny definiować rap 2013 roku: zamiast odchodzić od sampli lepiej je wzbogacać, upiększać i aranżować na 1000 sposobów.

Taki zamysł było słychać u Menta już od dawna, jednak dopiero na "Za młodych" wszystko zaskoczyło i brzmi tak, jak w założeniach, a nie tak, jak wyszło. Bez względu na to, czy podkłady są skrajnie energiczne ("Perwoll Vanish",  "OFF", "Niebomby"), czy raczej leniwie płyną w tle ("Buty z betonu", "9 żyć", "Gdzie jest M?") - zawsze zestawienie poszczególnych elementów daje piorunujący efekt i nie ma tutaj mowy o "przeładowaniu", na które tak dużo osób się upiera. Z jednej strony krążek jest spójny muzycznie, z drugiej rozpisywanie się nad szczegółami bitów zajęłoby kolejne 2 recenzje. Wzięcie na warsztat konkretnego bitu jest kompletnie niereprezentatywne.

W tej całej zajebistości minusem pozostają featuringi, czyli pięta achillesowa Rasmentalismu. Paulo Coeolho polskiego rapu i jego antyflow to naprawdę ostatnie, co chciałoby się usłyszeć na takim albumie. VNM ściągnął poziom liryczny na samo dno i przez całą swoją zwrotkę konsekwentnie szorował nim po mule. Trochę wyrównuje to flow, jednak nie do końca. Spinache już dawno powinien zakończyć karierę. Małpa od biedy może zostać, podobnie jak bekowa zwrotka Menta, która dopełnia koncept kawałka.

Gdyby występów gościnnych było więcej, to byłbym zmuszony obniżyć ocenę. W związku z tym, że realnie złe (od A do Z) zwrotki dali jedynie Eldo i Spinache, nie muszę tego robić. "Za młodzi na Heroda" (swoją drogą mistrzowski followup!) to kwintesencja ramsnetalismowego stylu, dobrej muzyki, ładnego życia i świetnych linijek. To pełne wykorzystanie potencjału, który drzemał w tej dwójce. Płyta praktycznie bez słabego punktu, w perspektywie czasu prognozowany klasyk. I na 99% (nie wierzę, że schaboszczak Sokół da coś sensownego) płyta roku. Pokłony.

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 10/10


Continue reading →
08.12.2013

PRO8L3M - C30-C39 EP [2013]

15 komentarze

Okazuje się, że w polskim podziemiu jeszcze nie wszystko stracone i nadal jest miejsce na świeżość przez duże Ś. PRO8L3M to największe zaskoczenie nie tylko tego roku, ale kilku ostatnich lat.

W skład osobliwego duetu wchodzą Oskar oraz znany skądinąd Steez. Podział ról raczej dla nikogo nie jest zaskoczeniem : pierwszy to MC, drugi odpowiada za podkłady. EP-ka jest tak nieszablonowa, że niezwykle ciężko jest opisać oba z tych obszarów.

Zacznijmy od bitów, które są piękną syntezą old- i new- schoolu. Ciekawe i rozbudowane aranże przenoszą nas od zakurzonego klimatu, przez sampling, syntetykę i trapowe perkusje po elektronikę. Wszystkie podkłady wymykają się znanym nam schematom i brzmią naprawdę niebanalnie.

Część wokalna to jeden z najbardziej stylowych offbeatów, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Momentami wydaje się, że to proste niechlujstwo jest efektem braku umiejętności, jednak po kilkunastu przesłuchaniach uważam, że coś w tym jest. Niespodziewane przyśpieszenia i łamanie wersów to na tym albumie chleb powszedni.

Tekstowo otrzymujemy standardowy, uliczny zestaw: ziomki, melanże, dupeczki,  frajerzy. Tutaj nie jestem już tak rozentuzjazmowany, jak w przypadku nawijki: poziom można byłoby podnieść, nawet, jeżeli to "tak miało być". Momentami chaotyczność jest nie do ogarnięcia i po prostu trudno się słucha.

W pierwszym akapicie pisałem o odkryciu ostatnich kilku lat. W ostatnim chciałbym zostawić sobie furtkę: niestety, ale nie mam pewności, czy aby na pewno Oskar jest takim talentem, czy raczej czymś zupełnie przeciwnym. Na "C30-C39" są momenty, w których ciężko uwierzyć, że to jakiś większy zamysł wirtuoza.

Z drugiej strony nie jest ich aż tyle, żeby przekreślać całą płytę. Jeżeli faktycznie taki był pomysł, to biję pokłony. Jeżeli "tak wyszło" to również chylę czoła, jednak w nieco ograniczonym zakresie. Natomiast jeśli Oskar jest rapowym beztalenciem to w poszukiwaniu świeżości w polskim rapie dałem się nabrać i beka ze mnie.

Ocena subiektywna: 10/10
Ocena obiektywna: 8/10



Continue reading →
04.12.2013

B.R.O - Memory Line EP [2013]

11 komentarze

B.R.O niezrażony fatalnymi opiniami nie daje nam od siebie odetchnąć i zamiast zastanowić się co z nim jest nie tak, po 10 miesiącach wydaje kolejną płytę.

Przyzwoity człowiek po przeczytaniu fatalnych opinii o albumie, nad którym pracował 2 lata, albo daje sobie spokój, albo co najmniej długi urlop. To prawo nie dotyczy naszego magistra gimbusa, który musiał podzielić się z nami kolejną porcją życiowych mądrości.

"Memory Line" to swoista errata do "High School". Czy lepsza? Może miejscami, jednak te plusy szybko są niwelowane przez namolne fałszowanie. Kolejny nasłuchał się Muzykalnych Murzynów i myśli, że też umie śpiewać. Nie kurwa, nie umiesz.

Głębokość tekstów pozostała (w większości) na niezmienionym poziomie. Niby są zapewnienia o tym, że dorósł, jednak zaraz później wjeżdża (śpiewany) refren:
Życie każe nam biec, uciekamy gdzieś,
Zanim spadnie deszcz, zanim spadnie deszcz,
W oczach ludzi ten stres daje setki łez,
Zanim spadnie deszcz, zanim spadnie deszcz,
Mówię Stop, koniec już,
Ostry ton, mocnych słów,
Mam tego dość, sam wiesz jak jest,
Więc zróbmy coś, zanim spadnie deszcz.
a ja rozpaczliwie poszukuję przycisku "wycisz" w celu zakończenia tortur, którym zostałem poddany wbrew swojej woli.

Znajdzie się również coś dla fanów panczy o wypiętrzeniu się jak góry podczas orogenezy. Jak informuje gospodarz: "praca w grupie idzie szybciej, taki przesąd / jednak nawet 9 kobiet nie urodzi dziecka w 1 miesiąc".  Pomyśleć, że 23 lata żyłem w błędzie!

Nie chce mi się zagłębiać w każdy osobny tekst, ale entuzjaści banałów powinni być usatysfakcjonowani niezwykle odkrywczym "Wiara, nadzieja, miłość" oraz narzekaniem na permanentną inwigilację przez typa, który nagrywa video bloga.

Nie zmieniło się również flow, za to wjechały trapowe instrumentale, do których B.R.O po prostu nie ma głosu. Równie dobrze bokser z kategorii słomkowej może walczyć z mistrzem ciężkiej i efekt będzie podobny: ten drugi będzie stał, a pierwszy będzie odbijał się od niego, rozpaczliwie próbując coś zdziałać. Tak właśnie wygląda walka Magistra Gimbusa z trapami.

Na 12 numerów zaledwie 5 jest opartych na autorskich podkładach. Dlatego tę część mogę ocenić tylko jednym zdaniem: kto to kurwa nazwał EP zamiast mixtejp?!

Bardzo cieszę się, że B.R.O ostatecznie udowodnił, iż jest raperem jednego numeru i mentalnym gimbusem, którego nikt (poza jego dziewczyną i EKIPĄ) nie ma ochoty słuchać. Nie ściągajcie, nie kupujcie, odlajkujcie tego typa i wszyscy razem o nim zapomnijmy. Im szybciej, tym lepiej.

Ocena subiektywna: 0/10
Ocena obiektywna: 2/10



Continue reading →
02.12.2013

VNM - ProPejn [2013]

31 komentarze

Jeżeli progres wrażliwości muzycznej VNM-a nie przyśpieszy i zamiast pełznąć nie zacznie galopować, to elbląski raper przejdzie do historii jako najbardziej niewykorzystany potencjał w historii polskiego rapu.

Droga Venoma  trwa już 10 lat. To dekada, podczas której co się czegoś nauczy to natychmiastowo musi od tego odejść, bo na horyzoncie jest już nowa zabawka. Najpierw nie umiał rapować, kiedy się nauczył postanowił przejść na nowsze bity, na których powrócił do marnej jakości wokalu. Kiedy już poskromił niuskul, zachciało mu się przyśpieszać, przez co znowu wszystko leżało. Kiedy już nauczył się przyśpieszać postanowił jeszcze podkręcić tempo, przez co przyśpieszenia na "ProPejn" brzmią jak



Do tego dochodzi psychofaństwo wobec Drake'a i J. Cole'a, dzięki któremu mamy (nie)wątpliwą przyjemność posłuchać przykładów fałszowania wychodzących poza skalę Sing Starra.

Mógłbym pisać, że jak V poprawi te elementy to naprawdę rozjebie, ale ja w to po prostu nie wierzę. Jak już kurwa przestanie jeść zapiekanki na Zawiszy xD (pewnie popijane cytrynówką XDDD) i wybierze się na te lekcje śpiewu, to pewnie wymyśli, że skoro J.Cole produkuje sobie bity, to on też może. W efekcie otrzymamy płytę z podkładami, przy których warstwa muzyczna "Alfy i Omegi" Fokusa będzie prawdziwą wirtuozerią. Gdzieś przy końcu tej wyliczanki pojawi się nawijanie na wspak po chińsku z ukrytym przekazem, do którego odkodowania będzie potrzebna enigma. Zanim to dopracuje i tak zakończy karierę, bo będzie za stary na nawijanie.

I to jest właśnie swoisty Syndrom VNM-a: bez ugruntowania jednej pozycji przechodzi na kolejne, jakby był kurwa jakimś królem (zresztą sam o sobie ma takie mniemanie). Nie, nie jest  żadnym królem, jest raperem, który mimo potencjału na rozjebanie sceny nie nagrał ANI JEDNEJ NAPRAWDĘ DOBREJ PŁYTY. Oczywiście nasz książę i jego poplecznicy, z których mam zresztą niesamowitą bekę, są odporni na tę krytykę. Bo PRZECIEŻ VNM KRÓL WYPRZEDZIŁ SCENĘ O 100 LAT. Nieważne, że to wszystko jest niedorobione jak polskie drogi, a w Stanach było 10 lat temu. Najważniejsze, że hajs się zgadza.

Druga kwestia to super-głębokie teksty, za które V bierze się z uporem maniaka. Chuj, że to zupełnie do niego nie pasuje, że nigdy nie dogoni na tej płaszczyźnie nawet Blefa sprzed 10 (!!!) lat, że kurwa ma zero wyczucia do operowania słowem w takim klimacie. To wszystko jest nieważne, klapki na oczy są założone i jedziemy, bo tak się ujebało w bani. Przecież słysząc z ust kogoś takiego:


wersy "ale to gdy zasłonimy atłasowe kotary", to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Takich quasigłębokich tekstów na "ProPejnie" jest dużo za dużo. Doskonałym przykładem jest track "Zapiekanki", który miał być tak bardzo rozkminkowy, a wyszedł tak bardzo sztuczny.

Przy numerze o tych nieszczęsnych zapiekankach uwydatnia się kolejna wada, która z pewnością ma coś wspólnego z nagrywaniem na odpierdol: chujowy, kwadratowy schemat pisania numerów. Czyli połączymy wszystkie zwrotki ostatnim wersem i hehe jesteśmy wielkimi wirtuozami hehe chuj, że przewidywalne to jak wynik kolejnych eliminacji naszej futbolowej reprezentacji.

Sumując te wszystkie wady okazuje się, że na 13 tracków mamy jeden numer, w którym naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Jest to rzecz jasna "Szempejn Papyn", czyli bit idealnie współgrający z VNM-em, tekst bez ą, ę, och i ach, wszystko położone kosmicznym flow i bez zaplucia całej kabiny. Tylko jeden utwór to nieco za mało. Jest jeszcze "Zawda 2k13", na której doskonale widać stopień progresu, jednak tam wszystko psuje nijaki Flojd aka noskill^3.

Reszta ma większe albo większe mankamenty, o których wspomniałem wcześniej. Owszem, bity SoDrumatica ratują, ale VNM w tej swojej twórczej nirvanie jest zbyt pretensjonalny, żeby ignorować jego infantylne opowiastki o tym jak zdał maturę, albo mądrości życiowe 28-latka głoszące, że schodzenie się z ex jest bezsensu. Na nieco dłuższej płycie bankowo usłyszelibyśmy o tym, żeby nie przebiegać przed nadjeżdżającym pociągiem, albo że od szlugów można dostać raka płuc. Przy dwupłytówce dowiedzielibyśmy się, że obiad lepiej smakuje ciepły, a w zimę należy zakładać czapkę.

Jak wspomniałem wyżej: bity ratują, ale niezwykle ciężko jest je ocenić abstrahując od pozostałych części. Niemniej słysząc TAKIE produkcje należy się do tego zmusić, ponieważ naprawdę jest co doceniać. SoDrumatic po raz kolejny potwierdził, że jest producentem klasy światowej w pełnym tego słowa znaczeniu. Rozpiętość klimatów jest tu dość spora, mimo tego każdy jeden bit jest prawdziwym majstersztykiem: czy jest to samplowanie, czy surowa syntetyczność, czy szybsze, czy wolniejsze tempo, czy bengery, czy nieco głębsze, rozkminkow brzmienie. Wszystko to są podkłady pierwszego sortu, których aż szkoda, że zostały w większości zmarnowane.

Gdyby na scenie nie było Pezeta, Mesa czy Ciecha to może i mógłym powiedzieć, że nikt nie jest idealny. Jednak VNM dalej udaje, że będąc typem po zawodówce nagle będzie robił doktorat - tak mniej więcej można porównać jego kwalifikacje do tego, co próbuje uskuteczniać na majku. Ja dziadostwu mówię nie, dzieciaki dalej wkręcają sobie, że przyszło im obcować z kimś nadzwyczajnym. Nie, nie przyszło. Gdyby nie "Szampejn Papyn" to napisałbym, że nierówność "Zrób to" > ProPejn jest prawdziwa.

Ocena subiektywna 5/10

Ocena obiektywna 6/10 + 1 za bity = 7/10


Continue reading →
29.11.2013

Śniadanie z Popkillerem: Młode Wilki 2013 #1

9 komentarze

Wprawdzie wybór Młodych Wilków Popkillera formalnie się jeszcze nie zakończył, jednak u mnie podsumowanie nieco wcześniej: przede wszystkim chodzi o wytknięcie redakcji absurdalnych wyborów. To, kto wygra w głosowaniu internautów nie ma najmniejszego znaczenia: to 16, a nie 3-4 ksywki, więc jest to standardowy dla polskiego rapu konkurs, które należy bojkotować.

Do rzeczy: po fatalnej, zeszłorocznej edycji wydawało się, że gorzej się już nie da. Wszak w zanadrzu były takie talenty jak Kuba Knap, Kamel czy Kleban. Dla redaktorów mojego ulubionego serwisu hell's the limit, dlatego postanowili jeszcze bardziej dojebać do pieca i stworzyć najbardziej bezbarwną edycję w krótkiej historii tego śmiesznego konkursu.

Przy całej swojej chujowości, poprzednia edycja była przynajmniej różnorodna i na swój sposób stylowa. Było słychać, że laureaci wiedzą o co im chodzi (nawet, kiedy chodziło im o ksero). W tym roku dostajemy kichę do kwadratu, czyli 1 stylówka, 2 pomysły i jeden paraolimpijczyk.

Polećmy po kolei: pierwszym wyborem był znany i lubiany Zioło. To właśnie jego miałem na myśli w poprzednim zdaniu, a konkretnie pod hasłem "2 pomysły". Tutaj warto podkreślić, że ta uwaga dotyczy wokalnych wyczynów rapera z Wrocławia, bo bity robi palce lizać i już tym z "Hip hopu" ciężko cokolwiek zarzucić. Dobry rap bez spin, luka po Smarkim zapełniona.

Praktis - zero potencjału, zero stylówki, zero pomysłu na siebie. Gdyby nie głos to nikt by nie zwrócił na niego uwagi. Takich Praktisów jest w Polsce na pęczki, dlatego pytam: dlaczego ten, a nie inny?

Wiciu - tak, jak pisałem na facebooku: może i jakiś potencjał jest, natomiast na pewno nie został pokazany w materiałach, które wypuścił do tej pory. Postrzegany jako osoba, która traktuje rapowanie z przymrużeniem oka  (co zresztą poświadcza ilość i jakość wydanych projektów), stąd zdziwienie wyborem. Dużo, dużo za wcześnie.

Kuban - fenomenu tego marnego grajka nie rozumiem i już chyba nigdy nie zrozumiem. Jakiś pseudoluz, zdarza się wypadać z bitu, często rapuje obok niego. Pytanie brzmi: z czym do ludzi?

2sty - o nim wszystko napisałem w niedawnej recenzji "Puzzli". Sam nie wie czego chce. Nie wie dokąd konkretnie zmierza, często zmieniając kierunki. Jego płyta to popelina, za którą nie powinien być promowany w ten sposób. Zobaczymy co z niego będzie jak już znajdzie pomysł na siebie.

Kuba Knap - jedyny sensowny wybór. Klasa sama w sobie, bezbłędna, dopracowana stylówka. Za kilka lat ścisła czołówka sceny. O taki rap walczyłem!

Golin reprezentuje ten rodzaj rapu, do którego tasują się użytkownicy ślizgu. Jedna uwaga: raper ma przede wszystkim rapować. Choćby pisał najlepsze teksty w całej galaktyce, to przynajmniej śladowe flow jest wymagane. Tekstowo bardzo dobrze (chociaż zdarzają się słabsze linijki), wokalnie tragedia, która powinna jeszcze się trochę nauczyć.

Mam na imię Aleksander, a ja odsyłam do wczorajszej recenzji.

Supran - kolejny Praktis, czyli takich typów jest na tony w każdym polskim mieście (i zapewne wsi również). Jeżeli redakcja chciałaby być konsekwentna, to powinna wypromować wszystkich raperów prezentujących umiejętności zbliżone do Suprana, czyli tak na oko jakieś 34567890653. Macie co robić do końca swoich dni!

Tomb - kiedyś twierdziłem, że typ ma potencjał na zajebisty offbeat. Im dłużej trwa sytuacja, w której wcale się do tego zajebistego offbeatu nie przybliża, tym bardziej  skłaniam się ku przekonaniu, że tylko mi się wydawało. Czasem dobre pancze (przeplatane z tragicznymi).

Gonix - spore umiejętności wokalne, jednak śmieszny, gówniarski feminizm w tekstach odpycha. Plus za przemyślane eksperymenty, w których się odnajduje.

Jak sami widzicie mamy tutaj do czynienia z prawdziwym dramatem. Przeciętny czytelnik po zapoznaniu się z propozycjami złapie się za głowę i pomyśli: jak to, poziom nowych twarzy w Polsce jest tak zatrważająco słaby? Zorientowany słuchacz poprzeklina w myślach ten śmieszny portal i utwierdzi się w przekonaniu, że jego slogan powinien brzmieć "konkretnie o kolegach".

CDN.
Continue reading →
28.11.2013

Mam Na Imię Aleksander - Nie Myśl O Mnie Źle [2013]

15 komentarze

Popkiller twierdzi, że bohater dzisiejszej recenzji jest "jednym z najszybciej progresujących raperów". Jeżeli weźmiemy poprawkę na to, że dla redaktorów tego portalu progres = upodabnianie się do kogoś z wyrobioną marką, to oczywiście wszystko się zgadza.

Mam Na Imię Aleksander to raper wzięty dosłownie znikąd. Przed legalnym debiutem wydał raptem jedną, praktycznie niezauważoną EP-kę. Przy tak skromnym dorobku ni stąd ni zowąd rękę wyciągnął do niego Miuosh i dzięki niemu wszyscy, dla których 2sty jest za słaby, a Gedz za dobry, mogą posłuchać sobie czegoś odpowiedniego dla ich poziomu świadomości muzycznej.

Na wstępie trzeba jasno podkreślić: najnowszy nabytek Fandango to bezczelne ksero Bisza i co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Co ciekawe on sam nawet nie próbuje zaprzeczać temu podobieństwu, w wywiadach otwarcie przyznając się do tego, że jest psychofanem rapera z Bydgoszczy. Niesamowity tupet: "wiem, że brzmię podobnie jak mój idol, ale i tak macie mi za to płacić".

Z taką świadomością nie należy wychylać się poza swoje osiedle. W ostateczności można wypuścić nielegal, po czym wkurwiać się na tzw. hejterów, którzy "nie rozumieją" twojego pomysłu na rap. Ale absolutnie nie wychodzić z tym do szerszej publiczności, a tym bardziej kazać sobie za to płacić! Niestety szef Fandango najprawdopodobniej pod wpływem niezdrowej fascynacji  Biszem nie był w stanie realnie ocenić wartości nowego podopiecznego.

Sama płyta stoi przede wszystkim patosem i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wprawdzie w jednej z rozmów Aleksander przyznał, że "lubi patos", zapomniał jednak, że w odniesieniu do rapu jest to pojęcie stricte negatywne! Pozytywny patos to może być w muzyce klasycznej, ale nie w pierdach stworzonych przez 22 latka w oparciu o sample, kserowanie ameryki i lepszego kolegi. No kurwa litości.

W tym momencie \trudnością nie jest domyślić się, że tekstowo jest to silenie się na poetyckość za 2zł. To właśnie w taką kreację zostały ubrane wszystkie ckliwe historyjki z życia gospodarza, które zresztą niczym nie odbiegają od tego, co mają do powiedzenia inni raperzy. O czymś tam sobie nawija, zaś odbiorca jest zbyt skupiony na kręceniu beki z tak górnolotnych metafor jak "wypełnia linie papilarne jak koryto rzeki", żeby jeszcze zastanawiać się o co mu tam konkretnie chodzi. Wisienką na tym podniosłym torcie jest refren wokalisty studencko-poetyckiego zespołu Coma, który również zostawił ślad w inspiracjach Aleksandra. Jeszcze tylko Happysadu tutaj brakuje.

Od strony wokalnej ciężko się przyczepić do czegoś więcej, niż niezwykły poziom pretensjonalności. Myślałeś, że nigdy nie spotkasz nikogo rapującego bardziej nienaturalnie niż Raca? Myliłeś się! Odpal sobie dowolny track z "Nie myśl o mnie źle" i popatrz w lustro jak więdną uszy. Owszem, flow jest dobre (i zmienne), znajdzie się nawet podśpiewywanie, ale wszystko sztuczne jak buty z Tesco (lub innego marketu), a do tego na patencie Bisza. Mówię nie.

Jedyną sensowną częścią tej całej padliny są bity. Jak powiedział zresztą sam główny zainteresowany, ciężko wsadzić je do konkretnych szufladek. Nie jest to newschool (poza wyjątkami), do cloudowych również im sporo brakuje. Spotkamy i sample i podkłady nieco "podrasowane" w stronę tego, co aktualnie jest w modzie. Chyba miało być coś a'la Kanye, jednak to nieco za mało. Niemniej na tle całej porażki jaką jest ta płyta wypadają naprawdę dobrze.

W jednym z numerów pada sformułowanie w którym gospodarz  twierdzi, że "Miuosh powiedział [mu], że ma dar". Podejrzewam, że to żałosne nieporozumienie, które wynikło z tego, że akurat  słuchał Bisza i pomyliły mu się playlisty. Numery telefonów zapewne też. Takich albumów jest coraz więcej, a powinno być coraz mniej.  W dodatku facet zostaje "młodym wilkiem" Popkillera. "Polski hip hop - nie zmienia się nic". No i tytuł:  niby jak nie myśleć o nim źle?

Ocena subiektywna: 1/10

Ocena obiektywna: 4/10 - 3 za kserowanie = 1/10




Continue reading →
26.11.2013

Te-tris/Pogz - TERAZ [2013]

13 komentarze

Kiedy przystępowałem do odsłuchu tego albumu, próbowałem obiecać sobie, że nie będę brał pod uwagę Wielkiego Nawrócenia Te-Trisa i po prostu ocenię płytę abstrahując od tego, co głosił wcześniej. Już po pierwszym numerze przekonałem się, że jest to bardzo ambitny pomysł.

Sprawnie uniemożliwia to ilość parafraz zwrotu "robię co chcę i co czuję, a hejterom chuj w dupe", które każdy szanujący się raper powinien odpuścić, a w najgorszym wypadku ograniczyć do jednego utworu. Być może to wcale nie musiało tak wyglądać, gdyby Chrabin nie banował na swoim fanpejdżu wszystkich, którzy pozwalają sobie na jakąkolwiek, nawet najbardziej merytoryczną krytykę. Wtedy swoją potrzebę głoszenia światu jak bardzo ma wyjebane na zdanie innych mógł realizować w przestrzeni internetowej, zamiast kazać sobie za nią płacić.

Nie da się również uciec od porównań do "Lotu". "TERAZ" jest przedłużeniem/rozwinięciem koncepcji i pomysłów rozpoczętych (i momentami fatalnie wykonanych) na płycie sprzed dwóch lat. W tym porównaniu jawi się jako rozwinięcie bardzo udane. Kiedy zestawimy ją z innymi, odchodzącymi od truskulowej konwencji płytami - nie wypada już tak różowo.

Przede wszystkim brak tutaj naturalności. I gdyby chodziło o momenty, to nie miałbym do tego pretensji. Jednak to dotyczy CAŁOŚCI wokalnej części płyty. Niby Tet zrobił progres, niby potrafi się już (przynajmniej mniej-więcej) odnaleźć na innych, niż wyznawanych całe życie podkładach, ale jakieś to wszystko sztuczne. Jakby był to efekt nauki, a nie tego, co w mu duszy gra (mimo zapewnień, że tak nie jest). Borixon na "Rap not dead" miał więcej luzu.

Mimo tego do flow Te-trisa nie mogę się przyczepić i piszę to otwarcie: dobrze dopasowuje się do rytmu dość przekrojowego brzmienia, potrafi przyśpieszyć, zwolnić, płynnie przejść w mówienie i to wszystko bez wpadek. Znacznie gorzej prezentuje się jego kompan: Pogz poza tym, że znany jest ze skrajnie irytującego głosu szóstoklasisty, to jeszcze rapuje na jedno kopyto. Te ułomności są dość nieźle tuszowane przez podkłady, jednak przy kolejnych przesłuchaniach nie da się na to nie zwrócić uwagi. Problem jest o tyle denerwujący, że w wywiadach Pogo ma jak najbardziej normalny głos. Dopiero przed majkiem zmienia się w funkcjonariusza, który ma za zadanie zwabić pedofila-homoseksualistę.

Znacznie lepiej to wszystko wygląda od strony tekstowej. Obaj Panowie zawiesili poprzeczkę na dość niezłym poziomie, czym jestem zaskoczony. Zwłaszcza w odniesieniu do Tetrisa: w końcu jeszcze niedawno deklarował, że im starszy tym prostsze teksty i gimbynierozumiejo. Tymczasem na "TERAZ" usłyszymy wersy, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się na "Dwuznacznie". Oczywiście ich stężenie jest znacząco mniejsze, jednak po fatalnym "Locie" jest to spory plus. Pogo jest poziom niżej, ale nie jest to powód do wstydu. Tematycznie jest to kontynuacja poprzedniej płyty, czyli dojrzały mąż, ojciec i kumpel po 30 (tylko tutaj w opcji x2) ciąg dalszy.

Oprócz tego, że za lwią część muzyki odpowiada duet BobAir & Młody G.R.O., charakterystyczne dla płyty jest również maczanie palców wielu producentów w jednym numerze. W skali Polski jest to bardzo rzadko spotykane. Efektem tego są podkłady dopieszczone do granic i brak choćby jednego przypadkowego dźwięku. Klimat brzmienia - jak wszystko inne - nawiązuje do "Lotu", chociaż całość jest nieco spokojniejsza, niż poprzednia płyta.

Mimo tych wszystkich plusów i obiektywnie wyższego poziomu, muszę przyznać, że nie mam zamiaru wracać do żadnego numeru z tego albumu. Na "Locie" są numery, do których wracam do dziś i drugie tyle, nad którymi głowię się, czemu nie zostały nagrane lepiej. Ani jeden utwór z tracklisty "TERAZ" nie łapie się do żadnej z tych kategorii. Ot, niemiecka poprawność.

Ocena subiektywna: 5/10

Ocena obiektywna: 7,5/10




Continue reading →
10.11.2013

Junes - Nie-EP (Płyta Długogrająca) [2013]

24 komentarze

Trwająca moda na powroty dotyczy nie tylko starych wilków, ale również stosunkowo świeżych, nie mających zbyt wiele w swoim CV raperów. Wprawdzie Junes twierdzi, że przy nagrywaniu kierowały nim zgoła inne motywy, to po przesłuchaniu "Nie-EP" ciężko dać wiarę w te tłumaczenia.

Parę miesięcy po płycie Rap Addix w nowej odsłonie, przyszedł czas na solo osoby, bez której ten projekt by nigdy nie powstał. Po albumach z SoulPetem wiele osób z utęsknieniem czekało na album (już ex) jednego z naczelnych prawicowców polskiego rapu. W końcu po 4 doczekali się. Ale potwierdzenia, że ich bożek jest żenująco słabym materiałem na MC.

To, że raper z Sokołowa nigdy nie umiał nawijać wiedzą wszyscy i w zasadzie nie ma co się nad tym specjalnie rozwodzić. W okresie poprzedzającym "LP" było to przykre dukanie, zaś właśnie na długogrającej płycie z 2009 zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy tego, że nauka nie idzie w las.

Niestety, ale właśnie w tym momencie nasz bohater zdecydował się na zakończenie kariery i "cały misterny plan poszedł w pizdu". Na "Nie uciekniesz" można było łudzić się, że jest to rozgrzewka i jeszcze pokaże na co  go stać. "Nie-EP" rozwiewa tego rodzaju wątpliwości.

Zamiast bronić i odwoływać się do emocjonalnych wspomnień z 2009 należy spojrzeć prawdzie w oczy: ta płyta to rapowa amatorszczyzna w pełnym tego słowa znaczeniu. Junes nie umiał, nie umie i najprawdopodobniej nigdy nie nauczy się rapować. Zamiast tego jest rozpaczliwe miotanie się po podkładach, pseudo weścia, brak flow i notoryczne wypadanie z bitu. To wszystko przez 50 minut, podczas gdy wcześniej była to max połowa tego czasu.

"Chujowe flow chujowym flow, ale ja cenię go za emocje i gorzki, pesymistyczny, wręcz depresyjny klimat" powie jakiś mędrek na ślizgu. Warto jednak zauważyć, że również na tej płaszczyźnie nasz bohater ma do zaoferowania znacznie mniej, niż kilka lat temu. Po pierwsze, to wszystko już było: jak mam chujowy nastrój to odpalam sobie "LP" i złych klimatów mam w nadmiarze. Nie potrzeba mi tego wszystkiego nawet nie w nowym opakowaniu, bo i w tej kwestii Robertowi nie chciało się zbytnio wysilić.

Słuchanie po raz kolejny o upośledzeniu emocjonalnym nikomu normalnemu nie powinno sprawiać frajdy. 4 lata temu - ok. W tym momencie jest to kolejna porcja gorzkich żali od niezrównoważonego człowieka, który cięcie w chuja usprawiedliwia naturą. Nie twierdzę, że naturę można zmienić, natomiast należy po prostu trzymać ją w ryzach. Zamiast tego Junes woli pomotać się, pościemniać i na koniec wypłakać. Jeszcze gdyby to robił w jakiś fajny sposób, zamiast kultywowania starego dobrego "WYCHODZĘ PRZED MIKROFON I KRZYCZĘ BO MNIE CAŁY ŚWIAT WKURWIA" to można byłoby przymknąć oko, ale jak pisałem wyżej - tak nie jest.

Część osób twierdzi, że taka jest jego konwencja. Ja natomiast uważam, że to splot dwóch syndromów: wypalenia i dziada. Pierwszy sprawia, że dostajemy gorszą wersję poprzednich wypocin, dzięki drugiemu natkniemy się na linijki hejtujące radykalne podejście do polityki czy bezsensownej edukacji. Dziadek Junes ma do zaoferowania jeszcze mniej, niż miał (i tak słaby) młody poprzednik.

Bity dostosowane są do niepełnosprawności wokalnej gospodarza: truskulowe sample, bębny i jedziemy. Zresztą wystarczy spojrzeć na listę producentów i od razu staje się jasne, że nie będzie nam dane obcować z wirtuozami. Nawet podkłady SoulPete'a i Puzzla nie wyróżniają się niczym szczególnym. Tak na dobrą sprawę cała płyta mogłoby zostać zremixowana i z pewnością powstałby album znacznie lepiej brzmiący niż efekt wypuszczony do słuchaczy.

W dwóch ostatnich numerach pojawiają się goście, którzy (poza Te-Trisem) zdecydowali się dostosować do poziomu Junesa. Jobixa można spisać już na straty, Enson i Łozo udowodnili, że może i są niezłymi tekściarzami, za to raperzy z nich co najwyżej przeciętni. Konika przemilczam.

Poza tym w uszy rzucają się całe sterty siermiężnych, niepotrzebnych i niedopasowanych cutów i scratchy. W domyśle miały zapewne być zamiennikiem dla chujowych refrenów gospodarza, w efekcie wyszło tak samo źle, jak nie gorzej.

Junes kilkakrotnie podkreśla, że rap jest dla niego terapią i dlatego nagrywa. Super, moje gratulacje, ale niech nie wypuszcza tego do ludzi, bo nie ma za grosz potencjału. A linijkami jak to chujowi raperzy nienawidzą rapu to już rzygam, za grosz przyzwoitości czy samokrytycyzmu.

3/10



Continue reading →
06.11.2013

Z.B.U.K.U - Że Życie Ma Sens [2013]

23 komentarze

Dzięki Step Records do grupy nowych, chujowych i niczym niewyróżniających się MC dołącza kolejna osoba. Tym razem na legalną półkę wskakuje Z.B.U.K.U, czyli noskill, którego słuchają co najwyżej znajomi tudzież gimbusy.

Polityka opolskiej wytwórni powoli zaczyna przypominać państwo socjalistyczne: dzielne zwalczanie wymyślonych problemów. Z drugiej strony może jest w tym jakieś drugie dno: raperzy proszą o wydawanie słabeuszy, żeby mieli w kogo kierować swoje pancze.

Tak czy inaczej obecność kolejnego randomowego rapera wygrzebanego gdzieś tam na jednym z tysięcy polskich osiedli staje się faktem. Pardon, jest jedna rzecz, która Zbuka wyróżnia: głos. Oczywiście mam tutaj na myśli odróżnienie od tej masy wypływającej na legal, bo nie sposób uniknąć skojarzeń z Onarem.

Na tym podobieństwa się nie kończą. "Że życie ma sens" (tak samo jak "Nowe Światło") jest albumem o niczym, który nie trafi do nikogo normalnego i który równie dobrze mógłby nie wyjść. Całe LP o hip hopie i "skurwysynach" z dodatkiem jakiegoś pseudockliwego storytellingu to 15 lat temu, a nie dziś.

Oskarżenie o jednostajność odnosi się również do nawijania na jedno kopyto oraz truskulowych bitów, od których pianinek idzie się zwyczajnie wyrzygać, a następnie wykasować to ścierwo ze swojego dysku twardego.

Po drodze podobno powinniśmy natknąć się na jakieś featy, ale wlatują one jednym uchem, a wylatują drugim. Bezczel to miał chyba zakończyć karierę, a Bonson uraczył nas setną zwrotką o tym samym #VNM. Ma to też swoje plusy, dobre szesnastki nie poszły na zmarnowanie.

Z.B.U.K.U, B.A.K.U., B.R.O - ilu was tam jeszcze no i ile zapłaciliście za możliwość "wbicia się" na legal? Bo nie wierzę, że choć w jednej wytwórni siedzi jakiś jeden z drugim dyrektor, który po przesłuchaniu takiej chujni myśli sobie "no kurwa zajebiste, bierzemy cię i od razu zaklepuję 10 sztuk dla siebie i znajomych, wszyscy muszą poznać taki talent". Po takich płytach to się odechciewa kurwa wszystkiego.

2/10


Continue reading →
05.11.2013

KęKę - Takie Rzeczy [2013]

12 komentarze

W pewnych środowiskach "Takie Rzeczy" były najbardziej oczekiwaną płytą bieżącego roku. Oczywiście mam tutaj na myśli forum ślizgu, które już od lat fapując pod kawałki Kędziora zastanawiało się, kiedy będą mogli posłuchać swojego bożka na legalu.

Dość nieoczekiwanie taką możliwość dał im założyciel największej polskiej rap wytwórni. Nieoczekiwanie, ponieważ KęKę ma już swoje lata i wydawało się, że nie ma większych szans na jakąkolwiek karierę. Porozumienie ogłoszono w lutym, a już 8 miesięcy później album znalazł się na sklepowych półkach.

Na wstępie zaznaczam, że nigdy nie byłem specjalnym fanem radomskiego rapera. Wiedziałem, że ktoś taki istnieje, że ma całkiem niezłą, swojską stylówkę no i porusza tematy bliskie moim poglądom. Spoko, odsłuchałem kolejne  tracki, ale nigdy żadnego z nich nie ściągnąłem. Przede wszystkim dlatego, że nie mam w zwyczaju słuchania pojedynczych numerów i zdecydowanie bardziej wolę płyty. Dlatego też uważam, że  recenzja z tej perspektywy jak najbardziej ma sens. Jest pisana przez osobę mającą pojęcie, a przy tym nieosłuchaną z numerami, które znane są od lat, a które weszły na album.

Oczekiwania były spore, ale nie wydaje mi się, żeby zostały spełnione. Sam po kilkunastu odsłuchach patrząc na tracklistę nie mam pojęcia, do którego numeru konkretnie wrócić, bo żaden mnie nie porwał. Ewentualnym wyjątkiem jest singlowa "Trasa (BraKaKa)". Jako patriota mogę odpalić sobie jeszcze "Jeden Kraj" lub "Iskrę", ale też bez wielkiego szału.

Tekstowo i bitowo jest to jeden wielki pierdolnik, który spaja wspomniana świetna stylówka oraz charyzma gospodarza. Fakt, że gdyby ktoś inny miał zarapować tekst z "Ja się pytam" bądź "Z boku" to raczej nikt by się nim nie zachwycił. W ustach Kędziora brzmi to zupełnie inaczej. Swojskość, zachrypnięty "przepity" głos oraz niedokładne rymy (które gimby notorycznie mylą z ich rzekomym brakiem #małolat2005) dają naprawdę ciekawą (i unikatową) mieszankę, która zdecydowanie wyróżnia się na tyle innych stylów.

Kontynuując wątek tematyki: jest to typowy KęKę. Wóda, życie na osiedlu, rap, wóda, dupeczki, zmaganie się z problemami życia codziennego, wóda, patriotyzm. Można podsumować: zwykłe życie zwykłego polaka. To jest spoko, ponieważ mało osób potrafi podejść do tematu w tak bezpretensjonalny sposób, jednak za dużo tutaj chaosu, a różnice między numerami (poza wyjątkami) są wręcz minimalne.

Aż prosi się o większą spójność podkładów. Ale skoro na 15 tracków mamy aż 10 producentów, to musiało się to tak skończyć. Dzięki temu na płycie dominującej w brzmienie skłaniające się ku klasyce (z ewentualnymi, nowszymi smaczkami) nagle ni z tego ni z owego wjeżdża gitarowa "BraKaKa" czy też ewidentnie inspirowane Bangladeshem "Z boku". Ten miszmasz dobitnie pokazuje, ze nie mamy do czynienia z przemyślaną koncepcją, a zwyczajnym wyborem kawałków z określonej puli. W 2013 takich rzeczy się nie robi.

Z jednej strony efekt końcowy jest daleki od oczekiwań stawianych legalnym płytom. Z drugiej kto śledzi chociażby facebooka Kędziora ten wie, że taki, a nie inny kształt albumu nie jest niczym dziwnym. Jak na moje KęKę stać na znacznie, znacznie więcej i tego własnie w przyszłości oczekuję.

7/10





Continue reading →
31.10.2013

Pork Pores Porkinson - Psychoterapy [2013]

22 komentarze

Po projektach Szada i Nulla przyszedł czas na solo Porka. Po premierze "Doliny Klaunoow" nie brakowało głosów, że to właśnie on prezentuje najwyższą formę i realnie mógłby rozjebać.

Po zapoznaniu się z materiałem mam deja vu: maj, a ja właśnie skończyłem odsłuch "I niech szukają mnie kule". Wiem, że czegoś tu brakuje, ale nie umiem określić konkretnie czego. Kolejny, kolejny, kolejny , kolejny. Kilkanaście odsłuchów i nadal nie ma się do czego przyczepić. Jest za to przeświadczenie, że te imponderabilia dość mocno rzutują na odbiór albumu.

Teoretycznie "Psychoterapy" jest płytą koncepcyjną. Dobra, może jakiś zamysł, klamra faktycznie tutaj jest, ale żeby od razu dorabiać do tego ideologię? Jak czytamy w informacji prasowej (oraz słyszymy w intrze) album podzielony jest na trzy części, które "różnią się od siebie poruszaną tematyką, emocjami oraz stylistyką beatów". Jest to bardzo naciągany opis.

Jeżeli chodzi o bity, to faktycznie, są trzy części, ale nie różnią się od siebie w tak dużym stopniu, jak to powinno (zgodnie z zapowiedzią) mieć miejsce. I tak faktycznie: pierwsze 5 numerów to typowe dla 3W mocne, zakurzone nowojorskie podkłady. Niespodzianką nie jest zarówno fakt, że stoją za nimi Dj Creon oraz duet Whitehouse, jak i to, że reprezentują naprawdę wysoki poziom . Potem następuje część 'imprezowa', czyli luźniejsza. Tutaj bity mimo podobnych szkieletów, różnią się od poprzedników dodatkowymi komponentami, co zasadniczo zmienia ich charakter. Poza wymienionymi wcześniej swoje palce maczali w nich również Ślimak i Donatan. Pierwszy nie odstaje od bardziej znanych kolegów, na temat Donatana napisano już wszystko. Wg zapowiedzi trzecia część miała być "eksperymentalna", ale w dobie newschoolu jedynie podkład od "To nie rozgłos" można uznać za coś na granicy tego określenia. Reszta owszem, odchodzi od schematu wg którego 3W nagrało już dziesiątki tracków, ale nie tak znowu daleko, żeby od razu nazywać to rewolucją. Za tę część, poza Creonem, odpowiedzialni są wszyscy producenci.

Różnice pozostałych komponentów są jeszcze mniejsze. W kwestii nawijki pierwsza część faktycznie jest zarapowana bardziej klasycznie, natomiast kolejne dwie raczej się między sobą przenikają. Tak czy inaczej: chapeau bas przed flow Porka. Poziom prezentowany na tej płycie to najwyższa liga. I już nawet nie chodzi o zapierdalanie w "Melomanie", bardziej dostosowanie się do bitów w numerach takich jak "Pełen Bak", "To nie rozgłos" czy "S.O.S". W tym ostatnim przypadku Pores dosłownie rozjeżdża podkład. Tutaj nie ma udziwień związanych ze śpiewaniem bądź innych odlotów - po prostu 100% rapu w rapie.

Minimalnie słabszą stroną są teksty. Minimalnie, ponieważ czasem zdarzają się wypełniacze bądź przewidywalne wersy. Poza tym nie ma się do czego przyczepić: mimo braku wybitnie oryginalnych konceptów tematyka jest dość przekrojowa i nawet proste treści nie są ubrane w prostackie szaty. Na pewno - w przeciwieństwie do Szada - nie grozi nam zmęczenie warstwą liryczną.

Na początku pisałem, że nie mogę ustalić, czego konkretnie tej płycie brakuje. Po kilkunastu odsłuchach już wiem - jest to świeżość. Po prostu członkowie 3W naprawdę wysoki poziom osiągnęli już - nie bójmy się tego powiedzieć - na "Czterech porach rapu", przez co pokonywanie przez nich kolejnych leveli nie jest tak spektakularne, jak w przypadku innych graczy. Jeżeli do tego dodamy obracanie się w podobnych konwencjach, to otrzymamy problem przypominający Tech N9ne'a, tylko w polskim wydaniu. Niemniej nie ma się do czego przyczepić.

9/10  



Continue reading →
29.10.2013

Planet ANM/EljotSounds - Pas Oriona [2013]

13 komentarze

Od kilku tygodni w komentarzach pojawiały się prośby o recenzję tej płyty. Mimo, że kojarzyłem Planeta z powiązań z Aptaunem, to traktowałem te wołania w kategoriach beki. Wszystko przez poziom pozostałych "Asów" warszawskiej wytwórni.

W końcu dla świętego spokoju ściągnąłem i muszę przyznać wam rację - "Pas Oriona" jest albumem zdecydowanie wartym (niejednokrotnego) przesłuchania.

Kiedy szukałem informacji o szczecińskim wykonawcy, z przerażeniem odkryłem, że w sumie to powinienem go przynajmniej kojarzyć. Nie będę ściemniał, że coś takiego miało miejsce: do października 2013 Planet był dla mnie nołnejmem jakich wiele.

Pobieżnie sprawdziłem poprzednie produkcje i nie słychać tam zbyt wielkiego potencjału. Ot, po prostu przeciętne, płyty jakich wiele. Do tego typ wyróżniający się jedynie głosem. W teorii tegoroczna produkcja nie odstaje zbyt mocno od ww. schematu. W praktyce "to coś" towarzyszy nam przez niemal cały odsłuch.

Jednocześnie chciałbym nieco ostudzić atmosferę, która unosi się od momentu premiery: jest ona wynikiem "smutności" materiału, a nie wybitnie wysokiego poziomu. Zapotrzebowanie na depresyjne albumy jest naprawdę spore i jak widać nadal niewyczerpane.

Jednak niech was nie zmyli poprzedni akapit. Teksty, mimo charakteru jednoznacznie klasyfikującego je w szufladce "smutny rap", są naprawdę doskonale przemyślane i wyważone. Cienka, czerwona linia, która na takiej "Muzyce emocjonalnej" została przekroczona kilkaset razy, tutaj pozostaje w bezpiecznej odległości.

Tematyka jest standardowa jak na takie płyty: zmagania z samym sobą i życiem z każdej możliwej perspektywy, podlane mocno melancholijnym sosem. Wszystko ujęte na tyle zgrabnie, że nawet w najcięższych momentach nie ma mowy o jakimś emorapie sfrustrowanego nasto, a dojrzałym, spojrzeniem na świat 20-sto paro latka.

Wprawdzie kwestia wokalna nie obfituje w fajerwerki, jednak zawiera coś, co przy tego rodzaju albumach jest niezbędne: emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Poza tym pewnym problemem jest głos, przez który gospodarz momentami brzmi jak słoń w składzie porcelany, który mimo że nic nie zbił, to jednak niekoniecznie tam pasuje. Objawia się to przede wszystkim w refrenach, czego doskonałym przykładem jest "Chiroptera" - jęczenie zaserwowane w tym numerze jest po prostu nie do zniesienia.

 W innych recenzjach spotkałem się z pochwałami bitów Eljota, ale ja nie widzę ku temu przesłanek. Owszem, producent doskonale oddaje klimat i jest wręcz lustrem dla lirycznej strony numerów, ale nic w tym nadzwyczajnego. Przemieszanie elektroniki z przydługimi samplami, pianinkami, smyczkami i mocnymi werblami to żadne novum. Efekt, który udało się uzyskać to, jak na 2013, absolutne minimum i nie ma podstaw sądzić, że nie można było zrobić tego lepiej. Zwłaszcza znając takich producentów jak Szatt czy Galus. Jest dobrze, ale bez przesady z tymi pochwałami z dupy.

Realny problem stanowią niewątpliwie goście. Narzekam na to w co drugiej recenzji i dalej nie jestem w stanie pojąć po co ludzie, którym się ewidentnie nie chce, nagrywają gościnne zwrotki? Tutaj nie ma dobrych featów, od biedy można zostawić zwrotkę Bonsona, ale i to jest dyskusyjna sprawa. Tak samo nie rozumiem po co osoba odpowiedzialna za ostateczny kształt płyty przepuszcza te wszystkie szesnastki o wątpliwej jakości.

Podsumowując, szał na tę płytę parokrotnie przewyższa jej rzeczywistą wartość. Nie twierdzę, że jest ona jakaś wybitnie niska, ale na "Pasie Oriona" jest trochę niedociągnięć, które trzeba poprawić. Prócz tego jest również naprawdę niezła baza, na której można budować naprawdę dobre projekty. W przyszłości.

7/10 


Continue reading →
23.10.2013

Miuosh x Onar - Nowe światło [2013]

22 komentarze

Z zeszłorocznych recenzji: "Przemytnik emocji" - 8/10, "Prosto przed siebie" - 7/10. Przy takich podstawach wspólna płyta odpowiedzialnych za te tytuły powinna być dobra, a przynajmniej niezła. Niestety, ale tym razem rację mieli hejterzy: "Nowe Światło" to - jak na razie - jedno z najgorszych wydawnictw 2013 roku.

Geneza powstania tej płyty nie jest zbyt skomplikowana: nawrócony na truskul Onar zauważył, że taki Miuosh sprzedaje więcej, niż on w swoich najlepszych czasach. Zapragnął więc dogonić młodszego kolegę. Wszystkie inne tłumaczenia to bujda na resorach, ponieważ coś niezbędnego przy albumie duetu nie będącego na co dzień zespołem - chemia, tutaj po prostu nie istnieje.

Następnym zarzutem o podobnej wadze jest "demowość" materiału. Wszystkie, podkreślam WSZYSTKIE wokale brzmią, jakby były nagrane za pierwszym razem i bez jakichkolwiek poprawek. Efekt? Tutaj wyszło nieźle, tutaj chujowo, tutaj nikt nie wie o co chodzi. Ale czas nas goni, więc składamy to w całość tak jak jest. Jak widać żaden z raperów nie jest Mesem, żeby na kacu stanąć przed majkiem i na raz nawinąć cały tekst łącznie z refrenami. Niestety, ale obaj o tym zapomnieli, czego wynikiem jest przede wszystkim tragiczne stękanie w refrenach ("Kilka słów", "Miało mnie tu nie być", "Fejmhejter").

Niewiele lepsze wrażenie odnosi się przy obcowaniu z bitami. Nie widzę innej opcji jak to, że po prostu na chybił-trafił wybrano 12 (odejmuję intro i outro) podkładów, które jakoś tam pasowały i jazda. Wszystkie klasyczne, każdy mógłby być lepszy i żaden się nie wyróżnia. Ewentualne kapkę wyżej można sklasyfikować wyprodukowane przez Pawbeatsa Inflammatio oraz Offusciatio.

Tekstowo to typowy album o wszystkim i o niczym, jednak znacznie bliżej mu do tego drugiego określenia. Po raz setny o rapie, wybiciu się, korzyściach z tego płynących, pierdolenie o tym jak się człowiek zmienia. Wszystko pisane na kolanie, brak już nawet nie wysokiego poziomu, a zwyczajnej przyzwoitości. Do tego absurdalny "Fejmhejter", na którego bolączki mam świetne remedium: ZEJŚĆ ZE SCENY.

Przy tak tragicznym poziomie goście (mimo małej ilości) nie mieli żadnego poziomu ze zjedzeniem projektu. Włodi i Pezet w dwóch zwrotkach zaprezentowali się lepiej, niż marni gospodarze w 12 trackach. JWP po prostu dało radę.

Od początku do końca jest to płyta zrobiona dla pieniędzy i co do tego nie mam żadnych wątpliwości: zero jakiejkolwiek koncepcji, byle nagrać, zamknąć i liczyć z tego hajs. Słowem: wszystko byle jak. Tylko gdzie w takiej sytuacji jest to tytułowe "Nowe Światło"? Bo przecież nie ma go ani w poziomie (dziesiątki tak chujowych albumów), ani w pomyśle (dziesiątki albumów nagranych dla hajsu na odpierdol). Owocującą grubszym portfelem operację wzajemnej wymiany targetu uważam za zakończoną.

2/10


Continue reading →

Kategorie