28.02.2013

Wywiad z Zeusem

45 komentarze


Wreszcie z niekłamaną przyjemnością mogę oddać w wasze ręce (a raczej uszy) wywiad z Zeusem, zapowiedziany 2,5, a przeprowadzony 1,5 miesiąca temu. Powody takiej obsuwy nie leżą po mojej stronie - Zeus jest bardzo zajętym człowiekiem i tak wywiad nie został dokończony. Kamil miał jeszcze odpowiedzieć na kilka pytań, które zamierzałem dokleić do "papierowej" wersji, jednak nie doczekałem się. Niemniej zapytałem o większość nurtujących nas rzeczy, więc myślę, że będziecie usatysfakcjonowani.

Forma audio bo nie miałem możliwości nagrania tego na video. Jednak nie uważam, żeby to w czymkolwiek przeszkadzało. Wersja do słuchania różni się od tej do czytania z prostego względu - po przepisaniu "na sucho" nie dało się tego czytać, serio. Po prostu parę zdań jest wyciętych, inne sparafrazowane, jednak w niczym to nie przeszkadza i nie zmienia sensu całości.




Wersja tekstowa zostanie wrzucona ponownie po autoryzacji zainteresowanego, pozdrawiam.
Continue reading →

Sorry za zamułkę

4 komentarze
Powody osobiste i nie żartuję. Wywiad z Zeusem jeszcze dziś.
Continue reading →
20.02.2013

DwaZera - Płyta Z Czarnych Płyt [2011]

35 komentarze


Z pewnością będzie to jedno z większych zaskoczeń, ale co poradzić, skoro taka jest prawda. Nie ma co ukrywać - zespół DwaZera przez kontrakt w PROSTO złapał Boga za nogi, a wzrost jego popularności wydawał się nieunikniony.

Tak się jednak nie stało i aktualnie "Płytę z czarnych płyt" możemy kupić w formie 2 za 1 wraz z krążkiem drugiego promocyjnego niewypału, czyli Braha. Czy skład z Trójmiasta zasługiwał na to, aby tak skończyć?

Na pewno nie, choć oczywiście nie jest to album wybitny. Tomasina, Rak i DJ Wojak zrobili projekt według najstarszego i najprostszego rapowego schematu. Czytając to zdanie wydaje się, że nie ma za bardzo nad czym się zachwycać, o ile w ogóle warto sprawdzać.

Nie chcę używać przesadnych porównań, ale uważam, że coś w tym jest jak w przypadku pierwszego albumu Zeusa - niby nic nowego, ale trudno przy tym nie przystanąć. Tutaj mamy znacznie gorsze umiejętności wokalne (zwłaszcza Raka), aczkolwiek nadrabiane pomysłami na kawałki.

Owe koncepty nie są jakoś wybitnie odkrywcze, ale ugryzione w taki sposób, że podczas odsłuchu nie myślimy "eee, to już było". Zdecydowanie wyróżniające się to: "Cyrk", "Może za jakiś czas", "Tracklista" i ŚWIETNE "Gwiazdy".

Kwestia podkładów została zdefiniowana w tytule, czyli sample z wosku. Podkłady klasyczne, brudne, tworzące spójny klimat. Często są próbki z polskich płyt. Bez udziwnień  które zresztą nie są tutaj potrzebne. W większości utworów całości dopełniają skrecze DJ-a Wojaka.

I to w tym miejscu zaczyna się największy minus płyty: gdyby Rak pozostał przy robieniu bitów (za które odpowiada)/ograniczył się do paru zwrotek, to ten CD byłby o niebo lepszy. A tak większość stylowych szesnastek od Tomasiny jest psutych przez kolegę-rzemieślnika.

Drugim problemem są goście, poza HiFi Bandą po prostu zbędni. Każdy z nich zaniża poziom poszczególnych kawałków. Sam nie wiem, czy bardziej zepsutym numerem jest "Czas nas zmienił" czy może "Jakość".

Mimo tych wszystkich minusów trzeba przyznać, że płyta ma swój urok i "to coś", dlaczego warto ją przesłuchać i wracać do poszczególnych numerów. Szkoda, że przeszła z praktycznie zerowym echem, którego brak dał efekt w postaci ciszy od trójmiejskiego składu.

7/10



Continue reading →

Cira - Plastikowy Kosmos [2013] - ERRATA

10 komentarze


Pod wpływem komentarzy na blogu oraz fanpage'u postanowiłem napisać króciutką erratę do recenzji płyty "Plastikowy kosmos".

Z tychże źródeł dowiedziałem się, że "pierdolę" o braku komercyjnego sukcesu, bo płyta wbiła i nadal jest na OLiS-ie. Tylko jakim wyznacznikiem jest ta lista? W przypadku dużych wytwórni typu Step pokazuje co najwyżej skalę wpychania wydawnictwa do Empików. I jestem przekonany, że bez tego wbicie na tę listę nie byłoby możliwe.

Klucza do "sukcesu" upatrywałbym raczej w obniżeniu ceny preorderu do 19,99, czyli poziomu typowego nielegala. Nie mam dostępu do danych i są to tylko i wyłącznie moje szacunki, jednak myślę, że dość duża część osób skusiła się na "Plastikowy kosmos" na zasadzie: "robię zamówienie na XXX zł, więc mogę dorzucić płytkę za 2 dychy". Sam bardzo często powtarzam ten schemat i w 1 przypadku na 10 jest to płyta, na którą czekałem/polowałem od dawna. Zazwyczaj wybór sprowadza się do "Tania? Typ dobry? Biorę!". I jestem przekonany, że tutaj wyglądało to tak samo.

Prócz tego pamiętajmy, ze preorder.pl to już od dawna nie tylko płyty, ale i ciuchy, czyli główny magnes na nastoletnich odbiorców. Również oni zachęceni faktem, że koszty przesyłki są nieuniknione mogą przeszukiwać sklep w poszukiwaniu tytułów z górną granicą cenową na poziomie 20zł.

Z ciekawości wystosowałem pytanie do Ciry i jeżeli uzyskam odpowiedź, to na pewno się nią podzielę. Jak na razie uważam, że racja stoi po mojej stronie, a liczby nie kłamią. Dla porównania przykładowi raperzy ze Stepu i ilość lajków na FB:
Włodi 16k
Kajman 81k
Hukos 49k
Sulin 30k
Wojtas 13k
Młody M 91k
Jopel i Komar 21k
Fabuła 32k

Jak wypada przy tym Cira ze swoimi 10k? Jeżeli płyta faktycznie odniosłaby sukces, to byłaby to wyższa liczba.
Nawet notujący zerowy feedback Okoliczny ma więcej, bo prawie 13k!!!!

Także nie wmawiajcie mi, że 6. miejsce na OLiS to kwestia "sukcesu" płyty, bo w to nie uwierzę. To samo tyczy się statystyk YT, ogólnego "zmieszania" w środowisku i poza nim itd, itd. Niestety. Serio chciałbym bronić sukcesu tego albumu, ale fakty pozostają faktami.


Continue reading →
19.02.2013

Wice Wersa - O Niebo Więcej [2012]

13 komentarze

Z jednej strony nie czekałem na nową płytę Wice Wersy, z drugiej miałem w pamięci parę niezłych momentów z "Między niebem a piekłem". Tamte 38 tracków było nie do pociągnięcia nawet przez Mesa, wydawało się więc, że 16 to dla chłopaków idealna ilość.

Owszem, wydawało się i nic więcej. Ta produkcja to przede wszystkim zmarnowane bity Grand Papa Dziada, dzięki któremu "O niebo więcej" brzmi jakby żywo wyjęte z amerykańskiego mainstreamu. Za to należą się brawa.

Problemem nie jest również warsztat raperów. Spokojnie płyną po bitach, w których niejeden by się utopił. Mówię tutaj zarówno o mocniejszych ("Ryzyko"), jak i spokojniejszych ("Dziki wschód") podkładach.

Natomiast teksty to najgorszy możliwy sort. Można rapować o rapowaniu jak Gural, można udawać, że umie się pisać teksty jak Dogas, Radio i Verte. Miałkie, "tkliwe" historie i jakieś tam quasi bragga - dziękuję, postoję.

Wydawało się, że UrbanRec potrafi zawinąć w papierek każde gówno i sprzedać masowemu odbiorcy. Nie tutaj. Ale to dobrze - ten album miał szczęście wyjść w przeładowanym premierami roku 2012, dzięki czemu nikt nie będzie o nim pamiętał.

3/10



Continue reading →

Cira - Plastikowy Kosmos [2013]

9 komentarze

Cira naciera na Ciebie bo ciary na ciele Cię cieszą - niestety, ale nie wszystkich. Białostoczanin po raz kolejny wydaje swój materiał zarówno w nieodpowiednim miejscu, jak i czasie.

Jak sam przyznał w wywiadzie dla CGM - trochę przespał swoją szansę i jest to kwintesencja odbioru jego najnowszego dziecka. Nawet machina promocyjna Stepu nic tutaj nie pomoże.

Szkoda, bo Cira po raz kolejny rozpierdolił (przekleństwo użyte świadomie - tak, po prostu jest to rozpierdol) i po raz kolejny większość słuchaczy ma to w dupie. Przy okazji nie pokazał wszystkiego, na co go stać, ale to osobna, wcale nie umniejszająca jego dokonań kwestia.

Ciruk jest jednym z nielicznych raperów, którzy zaliczają nieustanny progres w warstwie tekstowej. Jeżeli spojrzymy przekrojowo na wszystkie jego produkcje, od "Zapracowanego obiboka" zaczynając, to rysuje się przed nami piękny rozwój. Zaczynając od 20-sto latka zajaranego hip hopem do rapera podejmującego - jak sam określił - coraz śmielsze próby poetyckie, nie ocierając się przy tym o żadną grafomanię.

Problem doskonale naświetlił ktoś w komentarzu na moim fanpage'u: " cirson rapuje zbyt dobrze dla przeciętnych słuchaczy i za mało truizmowo na studenckie uszy". Clou.

To tutaj tkwi największa siła, będąca równocześnie największym przekleństwem rapera: zgrabne wyważenie prostoty i złożoności, z rozwojem w tę drugą stronę. W innych recenzjach wyczytałem, że takie "Sz cz" nie należy "do wyżyn lirycznych".  Ja natomiast odbieram je jako świadomy zabieg, a nie jakiekolwiek braki w możliwościach rapera. To właśnie wszechstronność potrafi połączyć na jednej płycie nieco prostsze "To tu, to tu" z tak pomysłowymi trackami jak "5 zdjęć" czy "Przełęcz", a wszystko oprawić w odpowiednie ramy techniczne.

Poza naprawdę dobrymi tekstami nie możemy zapomnieć również o świetnym warsztacie wokalnym, pozwalającym bezbłędnie poruszać się po każdym bicie. Dykcja, technika, zabawa flow na wiele sposobów- te rzeczy nie są obce Cirze od wczoraj. Miodem dla uszu jest słyszeć jego zgrabne poruszanie i świadome wymykanie się bitowi w ostatnim momencie.

Jeżeli ktokolwiek miał zamiar płakać z powodu braku na tej płycie Auera, może od razu wyrzucić chusteczki do kosza. Szatt genialnie oprawił ten album muzycznie. Przez całą tracklistę Cirsonowi towarzyszą nieco przytłumione, głębokie, klimatyczne, jednak raczej nie ocierające się o smętność dźwięki oparte o sample. Kiedy raper odchodzi od mikrofonu (chodź nie tylko), całości dopełniają dość licznie obecne na płycie partie instrumentalne. Chemia tekst - głos - bit kształtuje się tutaj w okolicach maksymalnej możliwej wartości.

Najsłabszą częścią tej produkcji (poza niezbyt udanym "Lazy Champ") są rzecz jasna goście. Rzeźniko - rzemieślnicy pokroju Miuosha czy Onara powinni mieć zakaz bezczeszczenia tak pięknej płyty powtarzaniem po raz setny tej samej zwrotki. Jestem daleki od hejtowania tej dwójki, ale kurwa, GDZIE W TYCH GUMOFLICACH NA CZERWONY DYWAN. Bisz mimo niezłego tekstu prezentuje nam flow na poziomie Junesa. Tusz Na Rękach to pomyłka. Hukosa szczerze lubię i czekam na ich wspólną płytę, ale znowu - to nie jest raper do takich podkładów, po prostu. Prawdę mówiąc na plus wypada jedynie śpiew w drugim numerze i stary, dobry Te-Tris w "Plastikowym kosmosie".

Wracając do myśli z początku tekstu - gdyby Cira dotarł ze swoją muzyką z okresu "Zapracowanego obiboka" do nieco szerszego grona, to z pewnością miały teraz znacznie większy fanbase, który spokojnie "kupiłby" jego coraz bardziej poetyckie jazdy. Tak się nie stało i raczej jest to sytuacja nieodwracalna, bo nie wierzę, żeby Cirson nagle cofał się w rozwoju na rzecz poprawienia fejmu. Z drugiej strony Zeus wykonał niedawno podobny ruch i wyszło mu to na zdrowie. "Zapracowany obibok 3" w klimacie jedynki?

9/10


Continue reading →
13.02.2013

Popek i Goście - Monster [2013]

22 komentarze

Co jak co, ale przy premierze tej płyty Popek udowodnił, że jest mistrzem prowokacji. Dla niektórych było to spore zdziwienie, dla mnie potwierdzenie jego talentów na tym polu. W końcu ciężko zapomnieć o klasycznych już skitach z jego poprzedniego albumu. Wprawdzie ten pomysł nie doczekał się kontynuacji na „Monsterze”, jednak te wszystkie filmiki wynagrodziły to z nawiązką.

Przez to całe zamieszanie uwierzyłem nawet w słuchalność tej produkcji i nie podchodziłem do niej jak pies do jeża. Początkowy zamiar był prosty: pierwszy odsłuch od pierwszego do ostatniego numeru. Skończyło się na rozbiciu na dwie części. Okazało się, że rację mieli hejterzy.

Szkoda, bo potencjał był. Przez te wszystkie lata Popek nauczył się nawet rapować, ale co mi po tym, skoro i tak robi to jak rzemieślnik, serwując przy tym żenujące teksty? Jedna, dwie, trzy zwrotki w takim klimacie są spoko (dlatego też bronię jego featu u Borixona), ale nie 17.

Podczas odsłuchu monotonia dopadała mnie co drugi utwór. Nie zniwelowały jej ani gościnne zwrotki, ani dobre bity, ani występy grupy Hijack w co drugim utworze. Schemat jest zawsze ten sam: wjeżdża dobry bit, rapuje któryś z gości, myślisz sobie: o, może być niezłe. Potem z buta wjeżdża Popek przebrany za drwala i jest po wszystkim. Momentalnie odchodzi jakakolwiek ochota na odpalenie kolejnego numeru.

Na największy dysonans napotykamy się w numerze z cieszącym się na wyspach niezwykłą estymą Wiley'em. Najpierw Brytyjczyk pięknie płynie po bicie i tworzy naprawdę dobrą 1/2 numeru, a zaraz po nim gospodarz z gracją słonia rapuje nam o tym, że "to jest ta impreza, na której wyrwiesz szmule / rozjebiesz cały hajs, nie pamiętając nic w ogóle". Litości.

Mierzi również fakt, że nikt nie raczył opublikować listy producentów. Tak wiemy tylko, że za bity odpowiadają: Matheo, P.A.F.F., Jerome Porchy i Steel Benglez. Jednak nie mam pojęcia, kto zrobił który z nich, więc trudno mi się do tego jakość odnieść. Na pewno brzmienie stoi na wysokim poziomie. Przy tym jest naprawdę brytyjskie i spokojnie można postawić tę płytę na półce "Grime".

Jak  nawinął sam główny zainteresowany "nie jestem artystą, jestem rzeźnikiem". Ta płyta to zmarnowany potencjał na zrobienie czegoś dobrego i naprawdę świeżego na skalę naszego kraju. Zaprzepaszczona rzecz jasna przez gospodarza, który poza braniem samych zwrotek mógł też pomyśleć nad lekcjami rapowania od gospodarzy.

2,5/10 + 0,5 za bity = 3/10





Continue reading →
09.02.2013

Zmiany, zmiany...

17 komentarze

Ostatnio dumając nad kształtem bloga i tym, w którą stronę idzie wpadłem na kolejny pomysł. Konkretnie to na wykorzystanie formy "rzutu okiem". Nie wszyscy wchodzący na bloga śledzą mój fanpage na FB, a tam zdarza mi się rozpisać na jakiś temat, chociaż często się przed tym powstrzymuję. Jest np. parę płyt, które miałem zamiar opisać, ale tego nie zrobiłem, bo mnie zbyt zniechęciły przy odsłuchu. Jedną z nich był Medium, jednak to był wyjątek od reguły no i przede wszystkim za dużo znaków tam naćkałem.

Pomysł jest taki, żeby płyty, które przesłuchałem, ale których nie mam zamiaru recenzować wrzucać właśnie w formie "rzutu okiem", czyli recenzji długości tych z Onetu, albo dłuższego posta na fanpejdżu. Byłaby to długość połowy przeciętnej recenzji z bloga. Dosłownie po 2 zdania o częściach składowych + jakaś konkluzja końcowa.

Pomysł podyktowany również ilością pytań "co myślisz o płycie X?" / "Czemu nie opisałeś płyty Y" / "Czy będzie coś o albumie Z". Dobry pomysł czy zły, czekam na komentarze + zaraz umieszczę ankietę w kolumnie po prawej stronie.

p.s. JAK KTOŚ GŁOSUJE NA "NIE" TO PROSZONY JEST O WYJAŚNIENIE CO CHUJOWEGO W TYM POMYŚLE
Continue reading →
07.02.2013

Eis - Gdzie jest Eis? [2003]

12 komentarze

Długo szukałem pretekstu do napisania o tej produkcji. „Evergreeny”? Nie, bo miało nie być oczywistości. „Przespane”? też nie, bo to truizm.  W tzw. międzyczasie zupełnie zapomniałem o najbardziej osobistym utworze, czyli „07.02.83”. Mając w pamięci klasyczny wers: „zarobię milion przed trzydziestką albo spalę się i zdechnę na pensji w jakimś Tesco z całą resztą” 7 lutego 2013 staje się znakomitą okazją.

Mam świadomość tego, że za pisanie tego tekstu wziąłem się dużo za późno i nie okryję nic, czego nie było w poprzednich recenzjach opus magnum Eisa. Niestety, albo i stety, bo z drugiej strony przez ten cały czas i tysiące przesłuchań nie znalazłem w tej płycie nic, o czym nie wiedziałby przeciętny odbiorca rapu.

Wydaje mi się, że część słuchaczy nie potrafi uchwycić największej wartości tej płyty. Nie są nią bity, nie są nią teksty, ani przerywane flow. Na największą pochwałę zasługuje progres jaki zrobił Eis w stosunku do „Poszło w biznes”. Rapowanie, które tam uprawiał wołało o pomstę do nieba. Pierwszy lepszy wack z possecuta dowolnego znanego rapera, który postanowił zaprosić wszystkich swoich kolegów na płytę, albo Rudy Mops na slamie zjadają recytacje z tamtego LP.

Drugą, podobnie ważną kwestią jest ponadczasowość materiału. Ponadczasowość w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bo co z tego, że na melanżach wszyscy nawijają klasyczne wersy ze „Skandalu” czy „Nastukafszy”, skoro czuć w nich, że mają te kilkanaście lat. I takie „pierdolnę se browar, bo mnie suszy” wywołuje na twarzy uśmiech, a w środku miłe wspomnienia, ale nikt nie napisałby takiego wersu w 2013.

Podobnie ma się sprawa z klasykami wydanymi już w bieżącym tysiącleciu, jak chociażby „Muzyka Klasyczna”. Suchary typu „inni robią głupoty, a my robimy truskul” czy „sesteś laską ostrą jak tabasco non stop” weszły już na stałe do kanonu klasycznych wersów, ale nikt nie powie, że dziś nawinąłby to samo.

Inaczej ma się sprawa w przypadku „Gdzie jest Eis?”, z którego niemal każdą jedną linijkę można przenieść do bieżącego roku i nie straci ona na aktualności, świeżości, czy wydźwięku. Nie ma również mowy, żeby była pozbawiona sensu. Bez względu na to, czy będzie to „rano podjeżdżasz po pannę, dajesz buzi / solka, jacuzzi i koszulka rozpięta na trzeci guzik / luzik, kurwa, w czym do ludzi /Ty, weź wypierdalaj jak ci się nudzi”, „kolejny zwykły dzień wstaję z wyra / jaki chillout, znowu muszę gdzieś się zwijać /każda chwila to moja szansa żeby lekko poprawić bilans /żeby wieczorem znów grać w bilard”, „Dobra, nawet jak dojdę do dna / patrz mi prosto w oczy, kurwa nigdy się nie poddam /Zarobię milion przed 30-stką, /albo spalę się i zdechnę na pensji, w jakimś Tesco, z całą resztą”, czy „Mówisz: Eis zmień swoje życie. Co, nie jest fajne? /Zmień życie? Raczej nie, ale chyba w końcu zmienię pannę”. Tych wszystkich linijek słucha się tak samo dobrze jak dekadę temu i bez bekowego podtekstu, jak w przypadku innych klasyków z takim stażem.

Właśnie o to chodzi. Jak nawija sam zainteresowany: „zawsze będę pisał proste teksty / czysty Eis styl”. Momentami na granicy prostactwa, jednak należne proporcje są utrzymywane przez cały materiał. Bez względu na to, czy track jest stricte o determinacji w dążeniu do wygrania życia, czy też przewija się motyw rozkminkowy, bądź melanżowy. Wszystko zarapowane niepodrabialnym, „przerywanym” flow, którego Eisowi mogą pozazdrościć nawet „dzisiejsi” raperzy. Tak się właśnie wyprzedza rapgrę.

Całość dopełniają podkłady autorstwa Noona, Korzenia, Kociołka, O.S.T.R.-a i Praktika. Jak na tamte czasy dość niestandardowe. Dziś wiemy, że linijka „bo urodziłem się żeby połączyć ten hip hop i plastik” była nieco  na wyrost, jednak pamiętajmy, że odejście od schematu „sampel + bębny” i  postawienie na nieco plastikowy i bujający podkład od „W szponach melanżu” czy werblowe połamańce w paru innych bitach wymagało odwagi i – jak widać – nie wyszło (niestety) na dobre.

Na koniec jeszcze 2 słowa o featach, które nie sposób pominąć. Kwintesencja stylu Małolata w „5 sekund” to coś fantastycznego, wielka szkoda, że ten duet nie nagrał LP. Bez wątpienia byłoby to najbardziej stylowy krążek w polskim rapie. Do tego świetna zwrotka „tamtego” Pezeta, czyli „NAWET NIE WIESZ CZYM OD RAPU RÓŻNI SIĘ SKATEBOARIDNG, YO”. Idealnym dopełnieniem utworu ze starszym Kaplińskim jest to, w czym Mes wtedy się specjalizował, czyli refren jego autorstwa.

W tym tekście przynajmniej częściowo starałem się podejść do tego albumu od nieco innej strony. Myślę, że udało się to po części, po części nie. Powód jest dość prozaiczny: ta płyta jest zbyt genialna, żeby opisać ją tylko pod jednym kątem i nie wspomnieć np. o przerywanym flow. Ocena łatwa do przewidzenia, pieprzony klasyk.

10/10





Continue reading →

Pjentak, Siejek, Rin | Zbylu - LP [2012]

7 komentarze

Nie lubię składów, w których różnica poziomów między poszczególnymi wykonawcami jest aż tak duża. Podobna sytuacja miała miejsce – nie przyrównując – na przykład przy pierwszej płycie 2cztery7, gdzie Mes nie dość, że rapował 2 razy lepiej niż koledzy, to do tego pisał nawet ze 3. Przy drugim albumie towarzysze Tego Typa podciągnęli się i dało się tego słuchać.

Nieco inaczej ma się sytuacja w przypadku zespołu muzycznego Pjentak, Siejek, Rin, Zbylu, w składzie: Pjentak, Siejek, Rin i Zbylu, który pod koniec zeszłego roku wydał drugą płytę w tym składzie. Poprzednia EP-ka, czyli „Oddychamy Miastem EP” miała premierę 2 lata temu i była właśnie taką rozgrzewką, jak „Funk – dla smaku” w przypadku 2cztery7: dobry Pjentak i słaba reszta. Jednak okazuje się, że stanie w miejscu przez 2 lata to żaden wyczyn w przypadku słabszych ogniw kolektywu Pjentak, Siejek, Rin, Zbylu.

I to właśnie tutaj jest pies pogrzebany. Po raz kolejny otrzymujemy naprawdę niezłego Pjentaka: rapera, w którym potencjał aż buzuje i który nie rozwija skrzydeł przez nagrywki ze znacznie słabszymi kolegami, czyli Siejekiem i Rinem. Obaj gentlemani rapują identycznie, jak dwa (płyta) i rok (wizja lokalna) temu, czyli rzemieślnictwo do kwadratu. Rin porusza się po bitach tak ociężale, że naprawdę ciężko się tego słucha. Siejek dla odmiany prezentuje definicję rapu od linijki.

Niewiele więcej mają do zaoferowania w tekstach. Jest to płyta ludzi młodych, tekstowo również jeszcze bardzo młoda, więc wszystko kręci się wokół młodzieńczego trybu życia: znowu zamuliłem, ale ogarnę, od jutra wygrywam życie, miejski hajlajf przy używkach, idę swoją drogą, życie wkurwia, dam radę, a ty się odpierdol. I ja nic do takiej tematyki nie mam, dopóki ktoś potrafi przedstawić to w inny, niż przeciętny sposób. Kolegom Pjentaka tego brakuje, jemu samemu wręcz przeciwnie – to w jego zwrotkach jest „to coś” i mimo, że słuchając ich myślisz sobie: „no kurwa, przecież ja napisałbym to tak samo” to absolutnie nie ma to pejoratywnego wydźwięku.  Pod względem flow również można odnotować progres, widoczny zwłaszcza w „Noc, rap, autobus”.

Wszystko, co pisałem wyżej dotyczy strony wokalnej. Ostatnim ogniwem zespołu Pjentak, Siejek, Rin, Zbylu jest odpowiedzialny za bity Zbylu. Z jednej strony trudno przyczepić się do klasycznych, opartych o sample produkcji. Z drugiej nic nie powala na kolana. Gdzieś tam w tle lecą te podkłady, nie przeszkadzają, ale chciałoby się, żeby dały z siebie trochę więcej. Zbylu nadal tkwi w przeciętności, czas na krok dalej.

Płytę wzbogacają gościnne udziały Bonsona, Greena i Hucza, oraz śpiew Marty Maksymiuk. W obliczu nudnych jak flaki z olejem 2/3 gospodarzy jest to manna z nieba i mogę spropsować wszystkich. Pamiętajmy tylko, że w tym wypadku nie trzeba było wiele.

Bez wątpienia ta produkcja to kolejny dowód na potencjał Pjentaka. Mam nadzieję, że wreszcie albo ogarnie swoje solo i naprawdę narobi zamieszania, albo przymusowo zamknie kolegów w studiu na parę miesięcy, żeby podciągnęli swoje skillsy i namieszali w pełnym składzie. Ta druga opcja wydaje się na tyle nieprawdopodobna, że po prostu czekam na jego solo. Może być na bitach Zbyla, aczkolwiek również tutaj progres jest bardzo pożądany.

6/10





Continue reading →

Kaaban vlog errata 2: lista blogów

11 komentarze


Lista blogów:
Od razu uprzedzam - część z nich to blogi, z którymi się zgadzam, część czytam dla beki. Blogi o zabarwieniu religijnym jako agnostyk czytam z ciekawości. Tematycznie już nie chce mi się tego grupować bo za dużo robienia.

http://artofmanliness.com/
http://czasgentlemanow.pl/
http://staraprasa.blox.pl/html
http://podziemiezbrojne.blox.pl/html
http://korwin-mikke.pl/blog
http://jkm.nowyekran.pl/
http://www.miasik.net/
http://adamkuz.blogspot.com/
http://www.teluk.net/
http://krzysztofbosak.salon24.pl/
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/
http://rafalziemkiewicz.salon24.pl/
http://rafalhirsch.blogspot.com/
http://frankofil-francja-przede-wszystkim.blogspot.com/
http://www.tomaszgabis.pl/
http://www.rybinski.eu/?lang=pl
http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?content=2&subcontent=1
http://ryszardpetru.bblog.pl/
http://www.goldblog.pl/
http://danielhannanpl.wordpress.com/
http://szczesniak.pl/
http://dzialzagraniczny.wordpress.com/
http://kryzys.mises.pl/
http://vetulani.wordpress.com/
http://filozofia.tv/
http://dziwnawojna.pl/
http://www.trystero.pl/
http://na-plus.blogspot.com/
http://rynekzlota24.pl/



Prócz tego wchodzę na:
http://www.thinktankmagazine.pl/
http://globalizacja.org/
http://republikanie.org/pl/#
http://cafr.pl/
http://www.teologiapolityczna.pl/
http://serenissima.org.pl/
http://warsztaty.org/
http://oapp.pl/wp/
http://www.smith.org.pl/pl/
http://mises.pl/
http://jagiellonski.pl/
http://www.sobieski.org.pl/
http://aurealibertas.pl/
http://www.polska-azja.pl/
http://www.odpowiedzialnosc.org/index.php
http://www.aurealibertas.org/
http://www.koliber.org/
http://centrummysli.pl/
http://www.osw.waw.pl/
http://www.omp.org.pl/blog/
http://www.for.org.pl/pl
http://www.imfib.com/
http://www.pafere.org/
http://www.ngo.pl/
http://www.sporyokapitalizm.pl/

oraz:
http://politykawschodnia.pl/
http://zmianynaziemi.pl/
http://wolnemedia.net/
http://www.portal.arcana.pl/
http://3dno.pl/
http://niepoprawni.pl/
http://www.300polityka.pl/
http://polityczni.pl/
http://prawy.pl/
http://prokapitalizm.pl/
http://www.legitymizm.org/
http://www.konserwatyzm.pl/
http://gosc.pl/
http://liberte.pl/
http://www.kresy.pl/
http://www.obserwatorfinansowy.pl/
http://forsal.pl/
http://www.pch24.pl/
http://wiedzaifinanse.pl/
http://www.polandpolska.org/
http://www.bibula.com/
http://kopalniawiedzy.pl/


1. Ogarnąłem te wpisy z filmikami, żeby można było je obejrzeć z poziomu bloga, bo bezpośrednio po wrzuceniu nie było to możliwe.

2. Odpowiedziałem na pytania w poprzednich postach - to tyle trwa bo  MAM TEŻ INNE SPRAWY NA GŁOWIE, płaćcie mi pensję za pisanie na blogu to będę odpowiadał po 2 minutach max.

3. Wywiad z Zeusem do końca tygodnia - PIŁECZKA JEST PO JEGO STRONIE, JAK CHCECIE SZYBCIEJ TO GO CIŚNIJCIE.

4. Ogarnąłem opisy do videoblogów i odpowiedzi na YT.

5. Jak coś przeoczyłem to piszcie tutaj.
Continue reading →
05.02.2013

WdoWA - Superextra [2010]

13 komentarze


2013 ruszył z kopyta na dobre, mogę więc wreszcie z czystym sumieniem wrzucić tutaj najbardziej niedocenioną płytę poprzedniej dekady. Często lubię przesadzać i prowokować, jednak tutaj nie ma ani krzty takiego podejścia. Album raper/producent, przy którym proporcje rozkładają się idealnie po połowie i nie ma ani 0,000001 przewagi dla żadnej ze stron.

„Superextra”, bo o tej produkcji mówimy, była zapowiadana dość długo. Wiecznie przekładana i tak naprawdę nikt nie wiedział, jaki będzie ostateczny kształt całości. Wdowa coś tam sobie kleiła, jednak po średniej „Braggacadabrze” i zdjęciach typu:



Nie czekałem na trzecią płytę w stajni Alkopoligamii z zapartym tchem. Nawet więcej – nie czekałem na nią wcale.

Trochę apetytu narobił pierwszy podwójny singiel, czyli łączony obrazek do „Definicji” i „Planetarium”. Tutaj wyraźnie zaznaczam, że recenzuję płytę właściwą, czyli „Superextra”. „Mixtape Wu” to tylko DODATEK do wersji dostępnej na Alkopoligamia.com i jest oddzielnym bytem, o którym kiedyś coś tam skrobnę (zawiera mistrzowski featuring Ciecha).

Kolejny przedpremierowy utwór, czyli „Cholera Tak!!!” wywołał na mojej twarzy grymas zdziwienia. Raperka, która dała wpierdolić się w sesję zdjęciową z pisuarami w tle nagrywa taki świeży numer? Może to przypadek, z drugiej strony przy całej mojej niechęci do postawy Mesa z tamtego czasu (zamieszanie wokół „Powinnaś być ze mną”, kapelusz, płaszcz i inne bzdury) ufałem jego gustowi muzycznemu i uwierzyłem, że coś z tego może wyjść.

I wyszło. Jak słuchałem tej płyty pierwszy raz, to nie mogłem uwierzyć w to, co dzieje się w głośnikach. Byłem przekonany, że po prostu mam jakiś zły/dobry dzień, jutro mi się odwidzi i zauważę wszystkie wady, których tak skrzętnie szukam w każdej płycie, jaka wpadnie mi w ręce.

Jak pisałem wyżej: nie da się ocenić, czy lepsze są bity, czy rap. Pewne jest jedno – oba „komponenty” stoją na najwyższym możliwym na ten moment w Polsce poziomie i jest to raczej bezdyskusyjny fakt.

Zacznijmy więc od Wdowy, bo to przecież ona firmuje album swoją ksywą. Postawmy sprawę jasno: płyta jest zarapowana idealnie tak, jak powinna. Nie ma tutaj miejsca, gdzie pozostaje niesmak/niedosyt, gdzie coś mogło być nawinięte inaczej. Jest podkład spokojniejszy – jest spokojniejsza gospodyni, jest podkład nieco mocniejszy – Małgorzata dotrzymuje mu kroku.

Tekstowo również nie znaleziono niedociągnięć. Może rozpiętość tematyczna nie jest najszersza, jednak nie ma mowy o monotonii. Lwią część płyty stanowią utwory w mniejszym lub większym stopniu braggowe, z puentą „teraz albo nigdy”. Spokojnie, nawet przesłuchanie jednego po drugim nie przyprawi nas o mdłości. Pozostałe tracki nie wychylają się zbytnio poza to, co już słyszeliśmy, czyli opowiastki z życia wzięte. Wdowa podaje to w taki sposób, że przez myśl nie przejdzie „to już było”. Do tego naciągane koncept utwory intro i outro oraz klimatycznie odstający od reszty „Jak chore jest to?!”

A to wszystko na pięknych, fantastycznych, cudownych bitach od producenta, który do tej pory kojarzył się przede wszystkim z dirty southem i sążnistymi bengerami.  Tak, również warstwa muzyczna jest idealna i nie należy w niej nic zmieniać. Usłyszymy stosunkowo dużo elektro-popowych brzmień z lat ’80 („Egotrip ’80”!!), a także nieco r’n’b, funkowych sampli, a także (wg definicji) techno czy popu. Przekrój jest na tyle duży, że ciężko to dokładnie ponazywać. Wszystko to zostało fenomenalnie zaaranżowane i wyprodukowana przez Szoguna (z malutką pomocą Mesa, Zjawina i Beatmo), który zadbał również o bardzo ważny detal: aby całość była spójna i nie odlatywała od wyjściowego hip-hopu zbyt daleko. Przy tak szerokiej gamie inspiracji było nie lada wyzwaniem, któremu podołał.

Cieszę się, że ten album jest idealny również pod kątem featów. Znowu brak tu jakiegokolwiek przypadku, czy nachalnego upychania kolegów z wytwórni. Krótko: śpiew Mozila, Flow czy Piotra Pacaka wyraźnie wzbogaca płytę i ciężko ją sobie wyobrazić bez nich. Gdyby z „Bez flesza” wyrzucić Este, to czegoś by brakowało. Nawet nielubiany Eldo pomaga w „opuszczaniu planety”.

Ostatecznie wad niemal nie znaleziono. Bo trudno za taką nazwać recytowaną zwrotkę Prezidento. Poza tym otrzymujemy niesamowicie spójny album, na którym wszystko jest tam, gdzie miało być w założeniach, a dla chemii producent-raper brakuje skali. Ani  milimetra w tę lub drugą stronę jeśli chodzi o pojedyncze wersy, czy całe zwrotki, pojedyncze nuty, czy całe podkłady. Owacje na stojąco.

Szkoda, że cały ten potencjał został spierdolony przez niedojrzałych polskich słuchaczy. Nie mam pojęcia, ile dokładnie zeszło tej płyty, ale wynik musiał być katastrofalny, skoro jest to jedyna produkcja, w przypadku której Alkopoligamia zdecydowała się na wystawienie do Empików wersji 2 CD. Efekt jest taki, że aktualnie Wdowa nagrywa projekt na klasycznych bitach różnych producentów, a Szogun gdzieś tam sobie krąży. Jest to ogromna strata dla rodzimego rapu, bo ten album miał (i nadal ma – jeżeli rzesze słuchaczy wreszcie do odkryją) potencjał zmienić grę – to „Gdzie jest Eis?” „naszych” czasów.

10/10



Continue reading →
03.02.2013

B.R.O - High School [2013]

16 komentarze


Nie będę ukrywał, że od momentu, kiedy usłyszałem B.R.O – czyli jak większość słuchaczy w okolicach zamieszania wokół zawodów na szybkość rymowania do słynnego bitu z „Break Ya Neck”  - wiązałem z nim spore nadzieje. Nie od dziś jestem znany z walki na antytruskulowym froncie, a nastolatek z niezłym flow, który potrafi poruszać się po nowoczesnych bitach to mimo wszystko rzadkość w naszym kraju.

Pamiętałem również o tym, że stosunkowo młodym stażem raperom należy dać się „rozkręcić” i nie oceniać ich już po pierwszych nagrywkach, bądź średnio udanych featuringah (DRANIE TAK MAJĄ, CO). Dlatego też puściłem w niepamięć średnio udany „Next Level” i ograniczałem swój hejting na komiczne featuringi.

W trwaniu w tym postanowieniu wspierała mnie również ciągle przekładana data premiery. Przyjmowałem za pewnik, że obsuwy są powodowane chęcią ciągłego dopieszczania materiału. Potem zaczęły wychodzić single, które nie pozostawały złudzeń, jednak wciąż liczyłem, że znajdę w tej płycie cokolwiek ciekawego. COKOLWIEK KURWA.

Po „Czego chcesz?” wiedziałem, że ten album nie ma prawa być nazwana chociażby „dobrym”, ale to, co otrzymałem przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Zrewidowało też poziom hejtingu, którzy szykowałem w swojej głowie po cierpieniach młodego Wertera zawartych w wymienionym utworze.

Teksty, którymi raczy nas gospodarz to nawet nie jest dno, to pukanie w dno dna od spodu. Sam nie wiem, czy gorsza była zeszłoroczna grafomania Mediuma, czy pancze typu „wypiętrzam się jak góry w czasie orogenezy”.

„Zgrabne” panczlajny to oczywiście nie wszystko. Prócz tego dowiemy się, jak trudno być nastolatkiem, bo przecież „studio i studia, sesja i sesje” – strasznie ciężko to pogodzić. Usłyszymy też sporo utworów „z przesłaniem”, zawierające niesamowite porównania, jak chociażby „w środku jesteś gorzka, jak gorzka czekolada” i temu podobne bzdury. Reszta płyty to oczywiście „bragga” o tym, jaki jest dobry, jak było ciężko, ale dał radę itp., oraz własne, jebiące na kilometr tandetą historie, napisane w tak sztampowy i banalny sposób, że ręka sama wciska „stop”.

Żeby chociaż bitowo było dobrze. Gdzie tam, taki chuj. Myślałem, że wydawanie w UrbanRec + znajomości w WJ = dostęp do PRZYNAJMNIEJ dobrych producentów, tymczasem dobre podkłady możemy policzyć na palcach jednej ręki. Trochę typowych bengerów, trochę spokojniejszych, przypominających produkcje z albumów Drake’a, trochę produkcji, które nazwałbym klasycznymi. Wszystkie wyprodukowane przez (łącznie) 11 bitmejkerów, jednak posiadają wspólny mianownik BRAK IM „TEGO CZEGOŚ” i nie potrafią wyjść na pierwszy plan przy smęceniu gospodarza o nieudanej miłości. Wyjątki to przede wszystkim „Para Papa” i utwór tytułowy.

W świetle tych wszystkich wad warsztat gospodarza nie robi żadnego wrażenia, bo tego po prostu nie da się słuchać. I co z tego, że potrafi poruszać się po tych bitach znacznie lepiej, niż zrobili to parę dni temu Solar, Białas i Tomb, co z tego, że mimo kiepskiego głosu to on trzęsie podkładem, skoro rzuca przy tym tak suche linijki, że nie sposób przez to przebrnąć. Byłoby znacznie lepiej, gdyby pierdolił dla pierdolenia, a nie silił się na jakieś życiowe historie.

Strasznie śmieszą mnie opinie typu „jest jeszcze młody”, „jeszcze ma czas”, „jeszcze zdąży się oszlifować”. Nie mówię, że tak nie będzie, ale 21 LAT TO NIE JEST ŻADEN „MŁODY WILK” tylko ktoś, kto powinien reprezentować określony poziom. Tak, jak reprezentował go Eis będąc młodszym od gospodarza, tak jak reprezentowali go będący w tym samym wieku Mes na Flexxipie, czy O.S.T.R. na „Masz to jak w banku”, czy rok starszy Pezet na „Muzyce klasycznej”. Przykładem ostatecznie przekonującym wszystkich powinien być Smarki i "Najebawszy", przy którego premierze miał właśnie „oczko”.

Nie mam również zamiaru usprawiedliwiać B.R.O w sposób, w jaki uczynił to w swojej recenzji Mateusz Natalii, który twierdzi, że:
„[...]"nie będąc gotowy, wpadłem na głębokie wody, nie umiałem pływać, rozbijałem się o fale" i trafia tu w punkt.”
No i chuj z tego, że trafia w punkt – WYDAWANIE PŁYTY NIE JEST PRZYMUSEM, TYLKO CHĘCIĄ. NIE JESTEŚ GOTOWY = NIE WYDAWAJ i koniec, nie ma nad czym dyskutować. Tym bardziej, że obecnie ilość wydawanych albumów jest tak ogromna, że przesłuchanie ich graniczy z cudem.

Moje twierdzenie z trzeciego akapitu nie jest fałszywe – na płycie znalazłem jedną ciekawą rzecz, czyli bit od Donatana. Reszta nadaje się do śmieci, a pojedyncze egzemplarze całości do poradnika „Jak NIE ROBIĆ płyty rapowej”. Współczucie wszystkim którzy to kupili.

4/10




Continue reading →

Kategorie