25.07.2012

Młode koty #2: Sulin

44 komentarze

Po dłuższej przerwie czas na drugą część „Młodych kotów”, czyli serii o nowych twarzach na polskiej rap scenie. Tym razem postaramy się zrozumieć fenomen niejakiego Sulina. Zastanowimy się również, skąd owy młodzian wraca po 4 latach, ponieważ żaden z reprezentatywnej grupy 20393202390239302 polaków przepytanej przez niezależny ośrodek badawczy nie umiał udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Jeżeli przeciętny internetowy raper jest przehajpowany o jakieś 50%, to przypadek Sulina należy przemnożyć jeszcze nie przez 2, a przez 4. Typowy gimbus, który nauczył się trafiać w bit i nagle Step stwierdził, że musi go mieć w swoich szeregach. O ile biorę poprawkę na politykę Stepu, to tutaj nie rozumiem, czemu wzięli akurat jego.

Od czego zaczęła się sława Sulina? Oczywiście od chujowego utworu do Pompuj Rap:


Czym ta słaba zwrotka różni się od przeciętnego polskiego rapera z osiedla? Oczywiście niczym, a Sulin jest nikim. Jednak i tak gumbusy poleciały na tego raperzynę z prostego względu – jest w ich wieku WIĘC RAPUJE O TYM, CO IM BLISKIE, chlip, chlip. Niestety, ale tak to wygląda.

Powód fejmu nieproporcjonalnego do umiejętności? Oczywiście wyżej wspomniany konkurs Pompuj Rap sygnowany logiem Sto Procent. Mimo mojej dość sporej sympatii do StoPro, fakty pozostają faktami: jest to marka, której targetem są gimbusy, więc to właśnie one dorwały się do Sulina i mamy, co mamy… Za moimi wnioskami stoją liczby: wpaździerniku 2011 – 200 lajków, w majku - 6k, w czerwcu - 8k, zaś w lipcu już 12k lajków. Trzeba przyznać, że dość poważny wzrost.

Ocena tego raperka jest utrudniona faktem, że do tej pory nie wydał on żadnej płyty. To jest dopiero pytanie, typ wszedł do Stepu, ma fejm w necie, a nie wydał żadnej płyty… jeszcze śmieszniej robi się, kiedy posłuchamy jego wersów o „powrocie po 4 latach”. Tylko skąd ten powrót? Jak wspomniałem na początku: nikt tego nie wie.

Przyjrzyjmy się więc warsztatowi Sulina. Flow? Niezłe, ale nie powala na kolana. W dobie Internetu każdy jeden raper potrafi wypracować sobie takie płynięcie po bicie i niestety jest to fakt.

Płyta omawianego rapera ma dopiero wyjść. Nie ukrywam, że nie mogę się tego doczekać, będzie co hejtować. Jak na razie oceniając jego możliwości na podstawie luźnych kawałków uważam, że jest on typowym przeciętniakiem, który przypadkowo złapał trochę fejmu.

Kolejnym problemem jest gimbo style w prowadzeniu fanpage na facebooku oraz w kawałkach. Wersy w stylu "Miałem wiele problemów" i tutaj zbliżenie na napis „pedagog szkolny” – gangsterka 100 procent. Przykładem gimbus state of the mind są też wpisy pokroju „Idzie sie ktos napic we Wro bo Bedozet pojechal do domu bo nie wytrzymal presji ? heh jutro kręcimy 2 klipy wiec dzis musze złapac chill....".

Czy na płycie się to zmieni? Nie sądzę, już w dissie z Bonsonem nie usłyszeliśmy popisu niewiadomo jakich umiejętności. zwykła przeciętność i nic poza tym.

No właśnie, beef z Bonsonem. Ostatnio Step napisał na swoim fanpage (parafrazując), że „Sulin utarł nosa Bonsonowi”. Oczywiście jest  to dobra beka, bo tak naprawdę Sulin został wpierdolony przez Bonsona na luzie. Tak samo zjadł go Raca. Jakiekolwiek wątpliwości można mieć tylko i wyłącznie w odniesieniu do 2stego, jednak to żaden raper.

Na koniec jeszcze parę słów o stylu, a raczej jego braku. Młody reprezentant Stepu w każdym możliwym momencie stara się podrabiać nie kogo innego, jak Maca Millera. Można odnieść to zarówno do rapowania jak i do szeroko pojętego image’u.

Do wymienionej, bardzo poważnej wady dochodzi problem cięcia wersów – chociaż wcale nie uświadczymy niewiadomo jakich przyspieszeń, więc aż robienie z siebie aż takiego szewca nie jest niczym uzasadnione. Poza tym gdzieś słyszałem, że inspiruje się Yelawolfem – nie słychać, za to widać po fryzurze.

Reasumując:

Płyty wydane:
ŻADNEJ A MA KURWA FEJM - BEKA.
Zalety:
Dobre flow,
Nic.
Wady:
Nierówność, 
Gimbus style,
Pseudopancze,
"Powrót" po 4 latach.
Podobieństwo: 
Mac Miller 1:1.
Ocena na dzień dzisiejszy: 
Niezłe flow, jednak wspomagane szyciem wersów, w Stepie za nic, osiedlowy przeciętniak.

Perspektywa: 
Niestety, ale w perspektywie ma całkiem niezłą karierę - takiego fejmu pozazdrościłby mu niejeden raper z paroma płytami na koncie. Dość spore grono psychofanów zapewni odpowiednią sprzedaż oraz frekwencję na koncercie. Wśród ogarniętych słuchaczy nadal pozostanie kolorowym chłopcem z plecakiem i dobrze, że chociaż w tym kręgu.

Continue reading →
22.07.2012

Zioło - Hip Hop [2012]

16 komentarze

Dopiero w 70 poście publikowanym na tej stronie przyszło mi recenzować płytę osoby aktywnej na ślizgu, a ponadto propsującej tego bloga. Mógłbym pójść ścieżką popkisiela i sparafrazować recenzję Jabola, który trochę pod wpływem emocji dał tej płycię maksymalną ocenę, ale rzecz jasna tego nie zrobię. Wychodząc więc naprzeciw dość sporej i dość niespodziewanej (zwłaszcza, że mam w pamięci przyjęcie przez słuchaczy „Siema LP”) fali propsów, zapraszam do przeczytania recenzji drugiej solowej płyty Zioła Pt. „Hip Hop”.

Jak zwykle, na początek trochę historii. Zioło: na Ślizgu znany bynajmniej nie ze swojej wiedzy muzycznej, a raczej z kompetencji w kwestiach wywodzących się bezpośrednio od jego ksywy. Środowisko osób bardziej dociekliwych poznało go w 2009, kiedy to wyprodukował jeden z bitów na drugiej solówce Mesa.

Na początku 2010 wydał swój pierwszy album „Siema LP”, który skończył jak większość podziemnych płyt wartych jakiegokolwiek zainteresowania: przesłuchana przez wąskie grono, w większości użytkowników wiadomego forum i zapomniana, nie przebiła się do szerszej publiczności. Z drugiej strony pierwsze solo Zioła nie było wolne od wad, mimo niewątpliwej świeżości było strasznie nierówne.

Po 1,5 roku oczekiwania, trochę znienacka wypuszczona została druga płyta, o dość przewrotnym tytule: „Hip Hop”. Okładka nawiązująca do „Siema LP” zwiastowała, że w rapie Zioła nie należy spodziewać się rewolucji, a raczej ewolucji. Nie była to obietnica bez pokrycia.

Pierwszym i najbardziej godnym odnotowania jest oczywiście progres we flow. Może nie był to jakiś bardzo poważny problem poprzedniej płyty, jednak niektórym mógł z pewnością dawać się we znaki. Nie za bardzo w niego wierzyłem, a jednak Zioło płynie znacznie, znacznie lepiej, mimo, ze podkłady również są trudniejsze. Czuć autentyczny luz we flow, bez spinania i pocenia się przed mikrofonem. Może nie jest to wzór do naśladowania, ale jest to poziom, którego można słuchać bez wstydu i który jest wystarczający do nagrania bardzo dobrej płyty.

Do przodu poszły również teksty. Może nie aż tak bardzo wyraźnie, jak w przypadku flow, ponieważ już „Siema LP” było kopalnią celnych i błyskotliwych linijek, jednak teraz jest ich jeszcze więcej. Teksty normalnego człowieka, przesiąknięte ironią, szydzące z absurdów dnia codziennego, w które wierzy większość ludzi, a do tego trochę dissów na chujowych raperów – wszystko to usłyszymy odpalając „Hip Hop”. Nie lubię tego określenia, ale tutaj faktycznie każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ tematyka jest naprawdę bardzo mocno przekrojowa. Zazwyczaj traktuję to jako minus, jednak tutaj całość pasuje do siebie.

Może niektórzy pomyślą, że przesadzam, ale trudno nie odnotować progresu w bitach. Na poprzedniej płycie (poza wyjątkami) królowały raczej sample z ewentualnym podrasowaniem. Tutaj Zioło poszedł krok do przodu, przez co na płycie prócz sampli usłyszymy sporo elektronicznych bądź to wstawek, bądź to całych bitów. Produkcja stoi na naprawdę wysokim i niebanalnym poziomie. Można powiedzieć, że to już jest ten „niepowtarzalny styl”, jak powinien odnaleźć każdy producent.

Gości tak naprawdę mogłoby nie być, ale skoro jakoś na trackliście się znaleźli, to może dwa słowa o nich. Majkel i Skorup jak zawsze dobrze, bardzo niedoceniani raperzy, piszący bardzo dobre teksty. Oni akurat dodają tej płycie. Na drugim biegunie znajdują się Vitek i oczywiście mój faworyt Cruz, który w 16 wersach wyjebał się na bicie 232002393023 razy. Szyna o dziwo całkiem nieźle, ale nikt nie zauważyłby jego braku.

Nie ukrywam, że tak właśnie powinna wyglądać druga płyta każdego rapera na określonym poziomie. Obracanie się w sprawdzonej dla siebie konwencji, jednak nie powtarzanie tego samego. Coś nowego, krok do przodu, jednak nie odcinanie się od przeszłości. Album jest naprawdę godny odnotowania i sprawdzenia, jednak zasadnicza wada poprzedniczki – nierówność - została wyeliminowana tylko częściowo. Jest bardzo dobrze, ale Zioło ma potencjał, żeby było jeszcze lepiej. Płyta roku to nie jest, ale być może uda się to kolejnej?

7,5/10 + 0,5  „za trafne spostrzeżenia i luz” = 8/10



Continue reading →
20.07.2012

Bez dyskusji? Dyskusja

18 komentarze

Nie minął tydzień od mojej poprzedniej polemiki z tekstem przeczytanym w serwisie Popkiller.pl, a tutaj trafia się kolejny kąsek. Nie powiem, bardzo się z tego powodu ucieszyłem, ponieważ dzięki temu mogę wreszcie odpalić nową serię na blogu: Śniadanie z Popkillerem. Jak nietrudno się domyślić będę w niej polemizował z mniej lub bardziej marnymi tekstami tegoż portalu. Pochwał szukajcie raczej w moich tweetach.

Smutno mi, że jest to kolejny felieton z serii „nie znam się, to się wypowiem.” Niestety, ale właśnie do takiego określenia można sprowadzić wypociny Jacka Balińskiego, który sprytnie próbował tytułem zamknąć furtkę do jakiejkolwiek krytyki. Wiadomo, że jest zbyt fajny na czytanie komentarzy, więc pewnie i tego nie przeczyta, ale stek bzdur zaserwowany w „Bez dyskusji” trzeba niezwłocznie wyprostować.

Redaktor nie tracąc ani linijki tekstu już na jego początku przechodzi do ataku wmawiając wszystkim, że tylko znane postacie mają prawo do dissów przykuwających uwagę. Jeżeli robią to „młode talenty” to jest to grzech śmiertelny i w ogóle jak można się tym jarać. Cały problem polega na tym, że po pierwszej części felietonu możemy odnieść mylne wrażenie, że Baliński opisuje nam jakichś miejscowych nołnejmów z jego osiedla.

Z pewnością nie tylko ja byłem zaskoczony, kiedy okazało się, że opisywana jest potyczka B.R.O. (Wielkie Joł, 777690 wyświetleń klipu z czasów bycia nołnejmem) z Pjentakiem i Plejerem (ci faktycznie mniej znani, ale kojarzeni). Drugim przypadkiem jest beef raperów: Raca (3 legalne płyty), Bonson (najszybszy przyrost fejmu od czasów Małpy, Koka Beats, OLiS ze swoją ostatnią płytą), 2sty (faktycznie nołnejm, ale jest ASem Aptaun) oraz Sulina (475149 wyświetleń klipu, Step Records, również szybki przyrost fejmu). Rozumiem, że są to nikomu nieznane nołnejmy? Nie twierdzę, że to najgorętsze ksywki, ale nołnejmem to jest niejaki Hst Djobeł, a nie Bonson czy Sulin. Nawet, jeżeli ich nie lubicie, to fejmu już trochę nałapali.

Zaraz później szybko stawia zasieki przed ewentualnym hejtingiem w tonie pokazanym wyżej: „Z całym szacunkiem dla osób zaangażowanych w oba konflikty – są to postaci, które asy w rękawach może i mają, ale kart na razie nie rozdają.” By zaraz później samodzielnie je zniszczyć: „Żeby była jasność – za rozdających te karty uważam wyjadaczy pokroju Włodiego, Peji, Sokoła lub Eldo, z nowszych twarzy mogę w tym kontekście mówić choćby o Dioxie i Hadesie z HiFi Bandy. Myślę, że kryteria są dość jasne.” Wiadomo, diss Eldo, który przez 15 lat kariery nie znalazł flow i śle gorące pancze typu „zniszczę ich tak jak walec” bez wątpliwości jest atrakcyjniejszy, niż bitwa młodych wyjadaczy, którym uszatek nie dorastałby do pięt nawet, jeżeli potroiłby swoje skillsy.
                             
W przypadku Eldo można mieć jeszcze jakieś wątpliwości, ale na beef Dioxa wszyscy czekamy z ręką wiadomo gdzie, w końcu niecodziennie trafia się wieszcz narodowy na poziomie „wyglądasz jak Filemon, a twoja gadka to kondom.” Do tego Hades, który jeszcze rok temu grał jako hajpmen (!!!!!) Sokoła, dziś jak wiadomo rozdaje karty w rapgrze i niejednego mc zrównał z podłogą. Mam nadzieję, że przykład lepszej części rapowej HiFi bandy dobitnie pokazuje, jak ładnie red. Jacek mija się z prawdą i nagina  fakty do swoich domysłów.

Gdzieś dalej autor przyznaje się, że każdy z dissów przesłuchał „po łebkach.” Przesłuchał po łebkach i co, na tej podstawie napisał felieton? KURWA FELIETON po nieuważnym, wybiórczym przesłuchaniu? A potem popełnił felieton, który z pewnością pisał dłużej, niż łącznie słuchał tych dissów. Poziom wiadomo jakiej Gazety.

Wreszcie dochodzimy do clou programu, czyli cierpienia młodego felietonisty, jak ludzie mogą marnować czas na pisanie o rzeczach, którymi się nie jarają. Dziwne? Na pewno nie na Popkillerze:
„Chodzi o sam fakt. Ja, gdybym już miał potrzebę skomentowania czegoś, wybrałbym prędzej coś, czym osobiście się jaram.”
Fajnie, że parafrazując Mesa, ten nędzy portalik Popkiller wspiera cały nurt upadku kultury w Polsce. Brak zdecydowanej reakcji na słabe utwory to przyzwolenie na ich istnienie. Oczywiście redaktor Jacek woli napisać tysięczny komentarz „jaram się, zajebiste”, niż „słabe, bo nie podoba mi się to, to i to, i popracuj jeszcze nad tym.” Jak prawdziwy gimbus rozumuje, że szkoda czasu na merytorykę. I przez takich szkodników jak on kolejne dissy będą na poziomie opisywanych tutaj (a nienajgorszych przecież). Czemu nie lepsze? Ponieważ nikt nie napisze tam „Bonson, dobrze, ale ten obrazek to przegięcie”, albo „Sulin dobrze rapujesz, ale słabe te pancze z drugiej zwrotki” tylko solidarnie oleją, a sami wykonawcy pozbawieni krytycznych komentarzy będą pławili się w samozadowoleniu przy akompaniamencie psychofanów.

Jednak to żaden problem, wszak 95% społeczeństwa cierpi na tę chorobę, dlatego chciałbym pogratulować Jackowi Balińskiemu skrajnej krótkowzroczności. Do tego dodamy wazeliniarstwo (sam propsowałem HG do drugiej płyty, teraz są zwyczajnie słabi) oraz brak profesjonalnego podejścia i otrzymujemy typowego redaktora Popkillera, który myśli, że myśli.


Link do oryginału: http://www.popkiller.pl/2012-07-15,bez_dyskusji_felieton
Continue reading →
18.07.2012

Pezet & Małolat - Live in 1500m2 [2012]

19 komentarze

Jak przypomnieli w niedawnym wywiadzie bohaterowie tego wpisu, do tej pory w Polsce wyszły zaledwie 2 płyty koncertowe: Molesty oraz SLU. Po standardowej dla każdego projektu, w jakim Kaplińscy maczają palce, w tym wypadku rocznej obsuwie, wreszcie mam przyjemność zrecenzować 3cią płytę live w polskim rapie. I to nie byle jaką.

Po tym, jak zeszłoroczna próba nagrania „Live in Fonobar” spaliła na panewce byłem przekonany, że projekt ten umarł śmiercią naturalną. Pezet i Małolat znani są z tego, że niewiele im się chce, więc nie miałem złudzeń, że ta płyta zostanie odłożona na „kiedyś”, czyli de facto na nigdy. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak całe przedsięwzięcie doszło do skutku i premiera płyty „Live in 1500m2” będzie miała miejsce jeszcze przed wakacjami.

Przyznam szczerze, że nigdy nie słyszałem warszawiaków na żywo, jedynie jakieś krótsze lub dłuższe urywki na youtube. Jest to spowodowane tym, że koncerty mnie zwyczajnie nie jarają. Uważam, że przy recenzji takiej płyty jest to zarówno plus, jak i minus. Plus, bo oceniam to zupełnie świeżo, nie na zasadzie „a na koncercie było rozwodnione piwo i dobre dupeczki po prawo, a tutaj nie ma, więc nie czuć atmosfery.” Minus, bo nie mogę skonfrontować z umiejętnościami prezentowanymi przez raperów na wcześniejszych koncertach. Toteż nie mam zielonego pojęcia, czy specjalnie spięli się na ten, czy zawsze grają takie zajebiste koncerty, co chciałbym wyraźnie podkreślić w tym miejscu.

Opis płyty zacznę więc od formy Kaplińskich na mikrofonach. Jest ona dla mnie naprawdę pozytywnym zaskoczeniem. Skądinąd słyszałem, że Pezet lubi przy nagrywaniu pociąć sobie wersy i na raz nie zarapowałby większości swoich zwrotek z przeciągu ostatnich 5 lat. Nie mam pojęcia o tym, jak nagrywa Małolat, ale po tym, jak na „Dziś w moim mieście” parę razy gonił bit miałem o niego dość poważne obawy.

Jednak już po otwierającym płytę „Zaalarmuj” moje wątpliwości zostały rozwiane niemal całkowicie. Zarówno Pezet jak i Małolat rządzą tak mikrofonami jak i granymi bitami bez najmniejszego problemu. Przyśpieszają, zwalniają, dostosowują się do tempa podkładu i tego, jak zarapowali dany numer w pierwotnej, płytowej wersji. Jest to o tyle ważne, że utwory zostały dobrane przekrojowo: usłyszymy zarówno 10cio letnie, spokojne „Refleksje” jak i świeżą, bangerową „Dopaminę.”

Dodatkowym smaczkiem tej produkcji jest oczywiście zespół, który na żywo wykonywał wszystkie podkłady, a raczej ich własne interpretacje. Tutaj zaczynają się schody: tak naprawdę faktyczne wzbogacenie oryginalnej wersji przez grany bit ma miejsce zaledwie w paru numerach. Owszem, w takim „Lubię” czy też „Jestem sam” wyszło to naprawdę kozacko, ale z drugiej strony „Piszę tekst” zostało całkowicie obdarte ze swojego pierwotnego charakteru i zadziorności.

Nie mam pojęcia, czy to kwestia niedopilnowania, niechlujstwa, czy niechciejstwa obu stron, ale to naprawdę przeszkadza. Powodem na pewno nie jest ucho do bitów, ponieważ w tej kwestii obu braciom nic się nie da zarzucić: na każdym ich projekcie wszystkie podkłady zawsze stały na przynajmniej bardzo dobrym, a większości na najwyższym aktualnie możliwym poziomie.

Drugim dość poważnym minusem (o którym zdążyli wspomnieć w wywiadzie) jest słabe ogarnięcie odgłosów publiki. W momentach, kiedy widownia dopowiada słowa/śpiewa refreny nie da oprzeć się wrażeniu, że albo jest tam garstka osób, albo nikomu nie chce się krzyczeć. Raperzy zarzekają się, że to kwestia głośności mikrofonów, a ja kupuję to tłumaczenie. Tym bardziej, że stosunek głośności instrumentów do wokali jest dobrze ustawiony i nic niczego nie zagłusza.

Ogólnie projekt (poza paroma ewidentnie źle zagranymi bitami) zaskakuje in plus, czego naprawdę się nie spodziewałem. Miałem tego nawet nie słuchać, skończyło się na zamówieniu fizyka. Jednak Pezet po raz kolejny udowadnia, że jeżeli sygnuje swoją ksywką jakiś materiał, to jest to równoznaczne ze znakiem jakości Q.

7/10



Continue reading →
15.07.2012

Trzy Sześć - 24 TV [2012]

12 komentarze
Płyty, w przypadku których po kolejnym przesłuchaniu nadal nie wiesz, co o nich napisać to najgorszy możliwy materiał do recenzji. Odpalasz raz, drugi, trzeci, dziesiąty i nie wynosisz z takiego odsłuchu dosłownie nic: ani pozytywnych, ani negatywnych emocji, idealna neutralność.

Przyznam, że byłem fanem Trzy Sześcia przez parę miesięcy. Dokładnie był to okres od featuringu u Te-Trisa, do wydania płyty „Desant”. Na pierwszej solówce warszawiaka zawiodłem się dość solidnie i nawet bity od Anta tego nie uratowały. Z tamtą płytą było tak: przesłuchałem i koniec, nie wiadomo, czy to dobre, czy złe, czy odpaliłoby się jeszcze raz, czy raczej nie. Do tego przypominał O.S.T.R.-a.

Potem „Las Vegas po awarii prądu” i znowu ten problem, co przy płycie wydanej pół roku wcześniej. Wprawdzie ludzie propsowali, mi jednak nadal coś nie pasowało i nie umiałem się przekonać.

W końcu przyszedł czas na pierwszą płytę nagraną w całości na autorskich bitach. Wlało to trochę nadziei w moje serce, że z tej okazji Trzy Sześć zepnie się i nagra coś lepszego niż 2 poprzednie, średnio udane produkcje. Chuja tam.

Przed właściwym opisem należy wspomnieć również o stosunku rapera do bitów. Przy okazji wydawania „Desantu” na pytanie, czemu intrumentale, a nie autorskie produkcje odpowiadał, że nie jara się żadnym producentem z Polski. Rozumiałbym, gdyby powiedział, że nie jara się producentami będącymi w jego zasięgu, dlatego intrumentale. Ale gdzie tam. Nagle po 2 latach obniżył poziom oczekiwań dość poważnie, bo aż do przeciętniaków typu Zbylu i MMX. Skąd ta zmiana? Nagle okazało się, że Polscy producenci są ok.?

Lubię płyty koncepcyjne, ponieważ mam pewność, że wykonawca włożył w takie nagrywki znacznie więcej pracy i wysiłku. 24tv nie jest może szczytem wyszukania, ale stoi wyżej (zarówno pod względem wykonania, jak i pomysłu), niż taki „Lot 2011” czy też „Pasja.”

Tematyka kawałków nawiązująca do programów w telewizji? Pomysł ciekawy, wykonanie też, ale brakuje „tego czegoś.” Program dnia został ułożony dość dobrze, ale bez fajerwerków. Ważne jest to, że zwrotki w poszczególnych utworach trzymają się z góry założonego tematu, bez odjazdów czy zapychaczy w wersach, co przecież u innych raperów jest dość nagminne.

Same teksty są bardzo dobre, miejscami można nawet powiedzieć, że błyskotliwe. Króluje w nich humor i ironia, przez co pierwsze nasuwające się skojarzenie to oczywiście Łona. Jednak Trzy Sześć nie posiadł umiejętności pisania tekstów zapadających w pamięć. Owszem, są tam pojedyncze bardzo dobre linijki, albo nawet całe zwrotki, ale to tylko tyle. Żaden utwór nie rzuca w na kolana w całości.

Drugi problem to flow. Warszawiak rapuje po prostu do bólu poprawnie. Do tego dodajmy dziwną manierę w głosie i można pomylić go ze wczesnym O.S.T.R.-em. Możliwe, że nie zdaje sobie z tego sprawy, ale takie są fakty. Stylu we flow nie stwierdzono, co jest dość poważnym minusem (jak u Solara).

Zdanie, które zawarłem na początku recenzji to chyba największa obelga dla płyty z konceptem. Bo koncept może się udać, może się nie udać, a kiedy nie wywołuje żadnych emocji to zaczyna się dość poważny problem: bo tak naprawdę nie wiadomo, co jest nie tak. Moim zdaniem problem leży w Trzy Sześciu, który był dobry jako freestyleowiec, dobry na featach, gdzie dorównywał nawet Te-Trisowi, ale kiedy ma pociągnąć sam całą płytę, to nagle okazuje się, że nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Poza ostatnim kawałkiem, do którego będę wracał dość często.

5,5/10


Continue reading →
11.07.2012

Czas dorosnąć? Polemika

20 komentarze

Na durny felieton, którego tytuł jest częścią składową tytułu tego posta natknąłem się rzecz jasna zupełnie przypadkowo – po prostu średnio raz na tydzień wchodzę na Popkillera w celu zrewidowania swoich poglądów na temat owego portaliku i z nadzieją, że trafię na jakiś normalniejszy tekst (ostatnio bardzo przypadł mi do gustu ten o początkach kultury rap). Z zaciekawieniem kliknąłem więc w tytuł  okraszony przeróbką plakatu z filmu „Alvin i wiewiórki”, na którym widniała twarz Hucza. 

Oczywiście autor nie mógł się powstrzymać i musiał zobrazować swój wywód obrazkiem, w którym beki nie stwierdzono. Nieważne, że nurt wyśmiewania polskich raperów, nad którym tak biadoli ma znacznie bardziej reprezentatywne i co najważniejsze śmieszne (pewnie nawet dla samych głównych bohaterów) dzieła. Ważne, że pokazał jedno z gorszych, żeby od razu zdyskredytować „bekę z rapsów.” Manipulacja na poziomie pewnej gazety z „gazeta” w nazwie.

Jedziemy więc dalej. Już w pierwszych akapitach autor zdradza swoją mesjanistyczną osobowość w stylu „Słucham >>inteligentnego, polskiego rapu<< jak Eldo i Łona, a ty myślisz, że to muzyka uliczników typu Chada, zaraz ci pokażę, że tak nie jest.” Sam skończyłem z takim nawracaniem w okolicach 2 klasy gimnazjum i mam wrażenie, ze tak samo powinno odejść to z wiekiem u innych osób. Jak widać niekoniecznie, autor się ostał i będzie nam wciskał brednie, że Eldo to poeta, rap to najinteligentniejsza muzyka i niesłusznie jest kojarzona z ulicą.

Apogeum nonsensu zostało osiągnięte mniej więcej w połowie tekstu, gdzie redaktor pisze:
„By zapisał się w historii muzyki jako coś więcej niż szczekanie kilku małolatów? Pewnie tak i pewnie do tej pory wielu wydawało się, że w tej kwestii wszystko zależy tylko od artystów.”
Tak więc red. Marek tych andronów nie stawia nawet w formie tezy, tylko próbuje wmówić nam, że jest to niepodważalny fakt. A jak wiadomo, z faktami się nie dyskutuje.

Za wniosek, że rap nie jest traktowany w Polsce poważnie, ponieważ niepoważni odbiorcy podchodzą do tego z dystansem powinna zostać mu przyznana nagroda im. Jacka Żakowskiego, znanego także jako „Wybitny Śledczy Jacek Żakowski” oraz najgorszy dziennikarzyna, jakiego wydała polska ziemia. Biedny Pan Dziennikarz z radia/telewizji nie może rzetelnie przygotować się do wywiadu z Panem Raperem, bo przeszkadza mu w tym mistrzowski fristajl Eldoki. W sumie jest w tym ziarno prawdy, bo każdy, kto usłyszy „Zobacz sprawdź tu Eldoka na wolno…” zapętla to paręnaście razy i może zwyczajnie Panu Dziennikarzowi nie starczyło czasu, bo cały wieczór poświęcił na „łoooooo”, a w międzyczasie oglądał Wieprza w skórze knura oraz Magika  „dobra ziomek to ja lecę.”

Po zjechaniu (nie wprost) serwisów takich jak Glam Rap czy też Hip-hop.pl autor dzieli się z nami kolejną złotą myślą:
„Nikt nie wymaga by nagle wszyscy zaczęli sobie nadskakiwać a każda płyta z miejsca spotykała się z gorącym przyjęciem, jednak uważanie się za fana hip-hopu i jednoczesne negowanie wszystkiego i wszystkich w obrębie tej kultury, wydaje się co najmniej dziwne.”
Także drogi słuchaczu, jeżeli leży ci na sercu poziom rapu w Polsce, to jesteś elementem niepożądanym. Jeżeli swoje niezadowolenie ubierasz w satyrę, to zdaniem redaktora Marka powinieneś zostać pochowany żywcem twarzą do ziemi (jak słowianie chowali strzygi), żebyś więcej nie niepokoił wszystkich gównobiorców (czyt. słuchaczy, którzy jarają się wszystkim) swoją krytyką.

Na szczęście autor nie utracił kontaktu z bazą: „Nie mam rzecz jasna złudzeń, że w tym momencie wszyscy hejterzy z miejsca porzucą swoje ciepłe pielesze i zajmą się czynnościami nieco bardziej skomplikowanymi, niż napisanie jednozdaniowej recenzji typu: >>chujowe nie słuchałem<< Ten tekst w żaden sposób do nich nie trafi i pozostaje tylko wierzyć, że dorosną i sami zrozumieją, że istnieją rzeczy dające więcej satysfakcji, niż to czym się aktualnie zajmują.” Ja za to chciałbym, żeby redaktor dorósł i zrozumiał, że wbrew obiegowej opinii hejterami w większości NIE SĄ 15sto letni rezydenci gimnazjów, tylko inteligentni, ambitni słuchacze, którzy kontestują poziom (większości) rapu w Polsce. Zazwyczaj są oni na bieżąco i doskonale wiedzą, co hejtują z tym, że szkoda im czasu na babranie się w tym szambie i spłycają przekaz do „chujowe nie słuchałem.” Nie mówię tutaj rzecz jasna o wszystkich hejterach, ale przynajmniej połowa to osoby z mojego opisu. Większość drugiej części robi to dla beki, właśnie po to, żeby osoby, które poczuły misję spinały się. Najmniejszy odsetek robi to dla typowego, bezmózgiego hejterstwa, jest to bardzo mała część wszystkich komentarzy.

Rzadko odnoszę się do tego, jak analogiczna sytuacja wygląda za oceanem, ale tutaj aż się prosi. Przecież w USA gify oraz obrazki z X-Zibitem czy Kanye Westem biją rekordy popularności. Gdyby Marek Śmiech był murzynem z pewnością biczowałby się po premierze każdego kolejnego mema z tych (i innych) serii.

Reasumując – apel o tym, że czas dorosnąć jest jak najbardziej aktualny, z tym, że adresatem powinien zostać red. Marek Śmiech i jemu podobni poszukiwacze dziury w całym, a nie normalni, zdystansowani słuchacze.

Link do oryginału: http://www.popkiller.pl/2012-07-08,pora_dorosnac_felieton
Continue reading →
10.07.2012

Pyskaty - Pasja [2012]

51 komentarze
Ta płyta to doskonały przykład na to, jak polskim raperom przewraca się w dupach. Rozumiem, że jest moda na odejście od ulicy, poetyckie teksty i chuj wie co jeszcze, ale jeżeli ktoś się do tego nie nadaje, to pytam się PO CO zmieniać konwencję na przymus? Może to jakieś fatum Aptaun? Najpierw Te-Tris i ten pseudo-koncept pt. „Lot”, teraz sam szef stwierdził, że koniec z rzucaniem panczlajnów i wziął się za szukanie drugiego dna dla swoich marnych wypocin. 

Przyznam się: po cichu liczyłem, że ta płyta jako całość zaskoczy i okaże się solidną produkcją, nawet jeżeli niedopracowaną, to zrealizowaną na podstawie ciekawego pomysłu. Jak wspomniałem wyżej – otrzymałem tylko i wyłącznie dorabianie ideologii do słabej jakości wersów.

Nie, nie przekonuje mnie tłumaczenie, że to osobista płyta i nagrał ją dla siebie. Jeżeli nagrywasz coś dla siebie, to zostaje to na twoim dysku twardym, jak wychodzisz z tym do ludzi to takie tłumaczenie jest na poziomie „nie wyjebałem się, tylko szukam drobnych.”

Nad czym dokładnie tak lamentuję? Oczywiście nad rozkminkowym charakterem tej płyty.

Na jaką megalomanię trzeba cierpieć, żeby nawiązywać konceptem do Drogi Krzyżowej? W ogóle poziom gorzkich żali na tej płycie przekracza wszelkie granice żenady. Średni Raca jednym melancholijnym kawałkiem „Restauracja wspomnienie” zjada dowolny utwór z „Pasji.”

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy zobaczymy co tak bardzo boli gospodarza. Jest to na przykład fakt, że miał 20zł na melanż. No faktycznie, bieda aż piszczy. Festiwal pierdolenia trwa również w kolejnych trakach. Takim przykładem jest „Za długo”, które ma wydźwięk, jakby Pyskaty wczoraj wyszedł z podziemia no i WRESZCIE DOSTAŁ SWOJĄ SZANSĘ, zaiste zajebiste. Skoro sam bohater ma problem, który zawiera się w refrenie („Idę w górę, chociaż nie wiem, czy to szczyt, czy golgota”), to pomogę mu go rozwiązać. Jest to całe pasmo Himalajów megalomanii, żenady, banału i chujowych tekstów.

Fajnie, że gospodarz obrał konkretny koncept na tę płytę, szkoda tylko, że raz się go trzyma, a raz nie. Skoro w sumie jest 15 tracków, czyli tyle, ile jest stacji Drogi Krzyżowej, to czemu tylko niektóre do nich nawiązują, a inne o takie nawiązania nawet się nie ocierają? Trzeba było albo konsekwentnie realizować nawiązania w KAŻDYM utworze, albo darować sobie tego typu pomysły. Tak koncept rozmywa się i słuchacz może czuć się zdezorientowany.

Jak wspomniałem wyżej, ale muszę to podkreślić kolejny raz: koncept nie dość, że marnie zrealizowany, to jeszcze zwyczajnie słaby, pełny taniego patosu i co gorsza szczerej wiary w swoje umiejętności. Nie wyobrażam sobie, jak musiał cierpieć realizator podczas nagrywania tych wypocin w studiu. Poziom pomysłu żaden, miewam lepsze na kacu po 4 dniach picia.

To NIE JEST konwencja Pyskatego i kropka. „Co ze mną” > cała „Pasja.”

Znacznie lepiej jest pod względem bitów, jednak i te nie rzucają na kolana. Oczywiście nietrudno zgadnąć, że przeważają spokojne, klasyczne, samplowane, bądź też grane podkłady. Fakt, jest tutaj parę fajnych bitów, jednak nic nowego. Muzyka została dobrana stosownie do motywu przewodniego, jednak rozpierdolu nie stwierdzono, podobnie jak chemii na linii gospodarz-producenci. To nie jest jego klimat.

Skoro zbliżam się do końca to warto odnotować fakt, że Pyskaty rapuje trochę inaczej, niż na wcześniejszych projektach. Props za zmiany, ponieważ w pewnych kręgach był już zaszufladkowany jako „raper z 1 flow.” Tutaj pokazuje, że jest trochę inaczej.

Podsumowując: Pyskaty nie pomylił się nawet o jotę ogłaszając, że to jego najsłabsza płyta. Wprawdzie w necie można przeczytać mnóstwo pozytywnych opinii, ale jak wiadomo sądy psychofanów nie posiadają nawet krzty obiektywizmu, dlatego każdy normalny człowiek odrzuca je już na starcie. Jeżeli propsy lecą od ogarniętych słuchaczy, to prawdopodobnie tylko i wyłącznie w formie wyrazów współczucia, na zasadzie „co ty Przemek, nie jest tak źle, Dioxa przebiłeś bez problemu i tego „Asa” ze swojej wytwórni też. A no i zajebisty feat Onara, pozdrów go.”

5/10 



SORRY ZA OBSUW PEWNIE NIKT NIE WIERZY ALE SERIO JEBANY INTERNET, MAM MIEĆ NOWY ZA 2 TYG OKOŁO WIĘC TAKIE POŚLIZGI PRZEZ TEN CZAS MOGĄ SIĘ ZDARZAĆ /CHOCIAŻ NIE MUSZĄ/. NOWY WPIS JUTRO CZYLI WE WTOREK.
Continue reading →
07.07.2012

Deobe/Dena - DeobeDena.com [2004]

18 komentarze

Zwlekałem z napisaniem o wspólnej płycie Deobe i Deny, jak widać było to swego rodzaju przeczucie. Parę dni temu zupełnie bez zapowiedzi w sieci pojawił się track „Ten czas w tym miejscu 2012”, po odsłuchaniu którego stwierdziłem, że warto przypomnieć słuchaczom jedną z najlepszych polskich stylówek.

Zapewne niewielu teraźniejszych fanów Te-Trisa zdaje sobie sprawę z tego, że swego czasu trzymał się on z Deobe dość blisko. Również mało kto wie, że Tet miał być na tej płycie, jednak odmówił z powodu wydawcy. Beka z podejścia, wiadomo, ale featu na płycie niestety nie ma.

I to właśnie wytwórnia stała się największym przekleństwem "deobedena.com". Swoją drogą pokazuje to dość poważne ograniczenie słuchaczy – jak można oceniać płytę już nawet nie po okładce, tylko po tym, w jakiej wytwórni wyszła?! Jeżeli ktoś w 2012  nie słucha jakichś płyt, bo wyszły w Stepie to pozdrawiam serdecznie i gratuluję zamkniętej głowy.

Każdy, kto nie dał szansy tej produkcji tylko z tego względu stracił naprawdę dużo. Ta płyta to naprawdę jedna z lepszych rzeczy, która przytrafiła się polskiemu rapowi, bo przede wszystkim jest STYLOWA.

Gospodarz ma flow i naprawdę trzęsie każdym, ale to każdym bitem. Lekkość i naturalność w poruszaniu się po podkładzie, przy równoczesnej kontroli bitu powinna urzec każdego, kto sprawdzi tę produkcję.

Wbrew obiegowej opinii nie jest to płyta o ruchaniu, a taką właśnie metkę otrzymała po świetnym singlu „Ten czas w tym miejscu”, do którego nakręcono chujowy teledysk. Również w głowie mi się nie mieści, jak można tak do tego podejść? Przekrój tematyczny jest naprawdę bardzo zróżnicowany: mamy zarówno kawałki imprezowe jak i refleksyjne jest nawet miejsce na storytellingi. Deobe pisze naprawdę dobre wersy, proste, ale nie prostackie. Z obecnych wykonawców porównałbym go do Zeusa.

Niby wszystkie bity Deny oparte są na samplach, jednak kunszt tego producenta najlepiej widać, kiedy po latach słyszymy ten sam sampel wykorzystany przez kogoś innego. Takimi przykładami są: sampel z „Ten czas w tym miejscu”, wykorzystany przez jakichś podziemnych łaków, którym nie będę robił reklamy, oraz sampel z utworu „Dzieciak”, na którym swój podkład oparł również Quiz w kawałku „Słowo dla.” Po przesłuchaniu obu tych utworów najlepiej widać różnicę między Deną, a tymi wszystkimi śmiesznymi producentami.

Na oddzielny akapit zasługuje również Kada, która przez całą płytę wspomaga Deobe swoim śpiewem/rapem na naprawdę wysokim poziomie. Czy jest to dodatkowa zwrotka, czy podbitka w refrenie, czy też samodzielny śpiew - jest to naprawdę dobre uzupełnienie rapu Deobe.

Niestety, ale w tym wypadku nie ma co analizować powodów porażki płyty, ponieważ mieszczą się one w trzech literkach: UMC. Od 2004 słuchacze otworzyli głowy i dziś na pewno ta sytuacja by się nie powtórzyła, jednak Deobe i Dena mięli nieszczęście urodzić się parę lat za wcześnie, podobnie jak Eis. Ostatnio jednak Deobson wypuścił 2 nowe tracki, dzięki czemu cały czas tli się nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone.

Jako ciekawostkę dodam, że płytę kupiłem na allegro 3 lata temu za 4,95zł.

9,5/10

 




Continue reading →

W chuja cięcie też zajęcie

4 komentarze

Ogólnie to tego wpisu miało nie być, ale natchnęła mnie do niego wyjątkowa bezczelność niejakiego Tomba.

Przypomnijmy, że ten całkiem nieźle zapowiadający się raper jakiś czas temu wydał drugą część „Wystudzony temperament mixtape.” Przy tej okazji postanowił wytłoczyć wersję fizyczną obu (niezłych) mixtejpów.

Wbrew przepowiedniom malkontentów, ludziom pomysł ten przypadł do gustu i zasypali Tomba zamówieniami. Sam na szczęście wstrzymałem się, ponieważ ten raper nie przekonuje mnie do końca.

Więc przypomnijmy: Wystudzony Mixtape Vol. 2 wyszedł w czerwcu 2011 i właśnie wtedy ruszyły zamówienia na wersje fizyczne obu części. Jak łatwo policzyć, od tego momentu minął już ponad rok, a płyt dalej ani widu, ani słychu.

W tzw. międzyczasie miejsce miały sukcesywne ataki na warszawskiego rapera, zarówno na jego fanpage jak i na prywatnym profilu. Oczywiście główny bohater nie raczył odpowiedzieć na żaden z nich. Ba, nie doczekaliśmy się choćby oczywistego wydawałoby się sprostowania typu „sorry, ale ujebało mi rękę/nogę/wywieźli mnie na Syberię/poczta obok mnie została zlikwidowana/przepiłem hajs na płyty i wysyłka będzie w późniejszym terminie.” Płyty nadal ani widu, ani słychu.

Pardon, po kolejnej fali hejtów zdjęcie płyt wrzucił ziomek Tomba – niejaki Plejer, znany z tego, że póki nie zdobył fejmu to promował się na Ślizgu, a aktualnie „nie wchodzi na ślizg i inne takie ścierwa.” No i faktycznie - zdjęcie jest, z tym, że dziwnym trafem płytę dostali tylko ziomkowie Tomba…

Drugim przykładem olewactwa w stosunku do słuchacza jest oczywiście niejaki Karwan, który nałapał trochę fejmu chujową płytą i postanowił skserować stylówkę Tomba.

Tak więc po 2 latach zapowiedzi i kłamstw, że płyta jest już na ukończeniu wreszcie wrzucił do sieci bootleg, (bo nie nazwę niedokończonych kawałków płytą). Po jakimś czasie poszło info, że zapisy na fizyka trwają i można wpłacać hajs. Przypomnijmy, że cała akcja miała miejsce w kwietniu.

Potem oczywiście ludzie zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie z powodu długiego czasu oczekiwania na płytę. Najpierw w eter poszła bajeczka o obsuwie w tłoczni, potem, że zamulił, bo długi weekend. W końcu w drugiej połowie czerwca, po tym, jak słuchacze grozili nawet policją, ludzie zaczęli dostawać płyty. Ponieważ idzie to bardzo topornie to mam podejrzenie, że Karwan bierze 30 płyt i idzie wysłać. Godne pożałowania podejście do słuchacza.

Strasznie dziwi mnie krótkowzroczność obu raperów. Czy ani Karwan, ani Tomb nie zdają sobie sprawy z tego, że takie podejście jest dobre na krótką metę, a potem obróci się przeciwko nim? Przecież po takim odpierdalaniu fanbase obu gentelmanów zmniejszył się dość znacząco i jest to niepodważalny fakt. Do tego Karwanowi w porę udało się uratować swój tonący okręt, za to Tomb od aferty płytowej zmieniał fanapge już 3 razy.

Mam nadzieję, że w przyszłości słuchacze pokażą im, co myślą o takim podejściu, zamawiając okrągłe zero płyt obu buców.

TO WPIS ZA PIĄTEK 06.07.2012 niestety ale nie miałem dostępu do internet.
Continue reading →
06.07.2012

Zjawin - Wszystko Jedno CD 2 [2012]

5 komentarze


Jakiś czas temu mogliście przeczytać recenzję 1 CD „Wszystko Jedno” Zjawina. Wreszcie dorwałem drugą płytę, dlatego czas na drugą część tekstu, wszak to na bonusowym cedeku znajduje się premierowy numer „Głosy w mojej głowie” z aż 7 raperami na featuringu.

 Zapewne większość osób myśli, że tak, jak w większości wypadków wydań dwupłytowych, tak i w tym drugi CD jest typowym upychaniem odrzutów, które normalnie nie zostałyby wypuszczone do ludzi. Jest to jednak błąd, ponieważ druga płyta „Wszystko jedno” stoi na naprawdę wysokim poziomie, mimo, że 4 z 6 utworów to remixy tracków znanych od dawna.

A więc do rzeczy. Jak wspomniałem wyżej, na bonusowej płycie znajduje się 6 utworów. O dziwo cała szóstka prezentuje bardzo wysokim poziom. W końcu nie codziennie zdarzają się remixy przebijające/będące na tym samym poziomie, co oryginalne wersje.

Zacznijmy więc od utworu „Głosy w mojej głowie.” Na znakomity podkład swoje zwrotki położył dość ciekawy zestaw raperów: Zółf z Fenomenu, Pjus, Stasiak, VNM, Masło, Proceente oraz… Peja. Największym zaskoczeniem jest oczywiście dobry feat. Rycha, którego nie spodziewał się przecież nikt, pozostali również stanęli na wysokości zadania. Utwór na brudnym bicie można odsłuchać więcej niż raz i jako coś więcej, niż ciekawostkę.

Następnie mamy do sprawdzenia 4 tracki na zmienionych bitach. Wybór żadnego z utworów nie jest rzecz jasna zaskoczeniem. Dziwić powinien natomiast poziom każdego z remixów, który jest naprawdę wysoki. W przypadku tracków Mesa oraz Pyskatego zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że remix przebija oryginał. W pozostałych 2 utworach jest to poziom przynajmniej zbliżony do pierwotnej wersji.

Niby jest to dość spore zaskoczenie, ale z drugiej strony Zjawin od lat znany był z dobrych remixów, wymienię przykłady takie jak: „Myśl” Pezeta,  czy też „Odwaga” Płomienia.

Na zakończenie dostajemy jeszcze wspólny utwór Pezeta i Małolata. „Emo” jest już powszechnie znane i zapewne zostało dodane do płyty w celu podniesienia jej atrakcyjności znanymi ksywkami, więc przymykam oko, poza tym jest to naprawdę dobry track, oparty na znanym samplu z Eye Of The Tiger.

Podsumowując: drugi cedek nie jest typowym zapychaczem, jak to ma miejsce w innych wytwórniach. Utwory oraz remixy na nim zawarte są naprawdę wartościowe i podnoszą wartość całego projektu, co naprawdę zdarza się rzadko. Wielkie propsy dla każdego, kto maczał pałce w tym projekcie.

7/10 za cd2, jednak całość to nadal 8/10
Continue reading →
05.07.2012

Chada - Jeden Z Was [2012]

11 komentarze
Ten wpis miał być recenzją, jednak po przesłuchaniu płyty pożałowałem, że nie założyłem bloga wcześniej. Jeżeli bym to zrobił, to napisałbym pierwszy akapit, potem dał link do recenzji „Wiara Gwarancją Wygranej” i tyle by było z pisania. A tak trzeba się popastwić  nad synem Bogdana…

No to w skrócie: Chada zaskakująco szybko od premiery poprzedniej płyty zapowiedział kolejną. Każdy zastanawiał się, czemu premiera przyszła tak nagle, a odpowiedź nadeszła szybciej, niż  byśmy się spodziewali: kontynuacja odsiadki, więc w dobrym tonie było nagrać kolejną płytę. Jak wiadomo, powrót do paki = street credit +1000, a sprzedaż + 10000. Było więc o co walczyć.

Nie trudno zgadnąć, co takiego otrzymujemy na nowej płycie warszawskiego rapera. Oczywiście jest to: wtórność, wtórność, wtórność i jeszcze raz wtórność. Serio o tekstach nie ma co pisać, wystarczy wziąć dowolne linijki (z przymiotnikiem „pieprzony”) z Procederu oraz WGW, skrzyżować ze sobą i mamy liryki z „Jeden z was.” Wierzę, że Chadę stać na więcej, ale przeszkodziły mu w tym: pośpiech oraz brak chęci.

Sam jakbym miał w perspektywie pójście do więzienia, to nie traciłbym czasu na pisanie tekstów, ale kurwa, mógł się przyłożyć bardziej.

Trochę lepiej jest pod względem bitów. Słynne pianinko ustąpiło miejsca bardziej ogarniętym, chociaż nadal bez polotu bitom. Niby fajnie, że Step wziął sobie do serca narzekania słuchaczy, ale nadal nie jest to nawet w 50% to, co chciałoby się słyszeć. Wciąż są to najprostsze z możliwych bity, żeby tylko gospodarz się na nich nie wyjebał.

Obawiam się, że każdy producent z dłużej niż rocznym stażem mógłby wyprodukować tę płytę i tak naprawdę nikt by nie zauważył różnicy.

Progres jest również w kwestii… featów. Chociaż tutaj jest to przesadą, ponieważ na 16 utworów aż w 11 mamy wokale gości. Uważam, że przy płycie solowej jest to grube przegięcie nawet, jeżeli na trackliście mamy takie ksywki jak Sokół czy Sobota.

Efekt tych wszystkich zabiegów jest o dziwo piorunujący: pierwsze miejsce na OLiS. Nawet ja byłem dość mocno zdziwiony. Jak widać, gimby bezrefleksyjnie kupią wszystko, nawet płytę kubek w kubek taką samą, jak WGW…

Platyna czeka już za rogiem.

2/10


Continue reading →
03.07.2012

Semantyczny Paganini łączy sto tysięcy liter

91 komentarze

Co tu dużo mówić pisać, jestem naprawdę wzruszony. Oczywiście nie będzie tutaj fałszywej skromności, w marcu doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że startuję ze znacznie wyższego pułapu niż przeciętny blogger (nie lubie tego słowa), jednak w najśmielszych snach nie spodziewałem się 100 000 w niecałe 4 miesiące. Pewnie pamiętacie mój wpis z pierwszego miesiąca działalności bloga, gdzie jarałem się 11 000 odwiedzin. Tutaj mamy liczbę ponad 9 razy większą i to cieszy jeszcze bardziej.

Najbardziej cieszę się z tego, że blog tak naprawdę obronił się sam. Nigdzie się z tym nie wpychałem, raczej nie agitowałem na pw do użytkowników, o podbijanie tematu. Owszem, znam użytkownika Kondzik, jednak nawet słowem nie pisnąłem mu o założeniu tematu na Ślizgu. Zrobił to sam, o pobudki trzeba pytać również jego.

Owszem, jak już ten temat założył, to parę razy zdarzyło mi się napisać mu słowo o tym, że mógłby podbić (pierwszy okres, kiedy wpisy były nieregularne), jednak ilość takich próśb policzę na palcach jednej ręki. Pozostałe podbitki tematu wynikały z chęci jakichś ludzi, nie moich.

Zaznaczę też, że przecież nie robiłem jakiegoś wielkiego odejścia jak kilku innych użytkowników. Po prostu przestałem pisać z dnia na dzień i tyle. Bez żadnej pompy i pchania się gdzie popadnie – jedyne co zrobiłem, to wrzuciłem adres w sygnaturę, co akurat uważam za w pełni normalne.

Dodam też, że nie prosiłem o propsowanie na innych stronach. O dziwo jestem w „polecanych” linkach na blogach paru innych użytkowników, co odkryłem zresztą przez przypadek. Sam nie mam zamiaru tworzyć takiej listy, więc w ramach podziękowań podaję linki, które napędziły mi te paręnaście - parędziesiąt - paręset odwiedzin (dzięki, bo każde kliknięcie się liczy):

Ponadto odnotowałem również wejścia z adresów:
Jednak nie jestem w stanie ustalić ilości, ponieważ w zestawieniu całościowym pokazywane są tylko najbardziej popularne witryny.

Prócz tego zwrotny props dla fanpage’ów:

Jak zapewne zauważyliście, z bloga zniknęły reklamy. Niestety, ale to całe ad-sense jest popierdolone i zostałem zablokowany za nic (chociaż podejrzewam, że ktoś życzliwy klikał full razy z jednego IP). W sumie to i tak nie wczuwałem się w to jakoś bardzo, ale przez ten krótki okres uzbierałem te 10 euro, więc w tym momencie na bank miałbym już te 70 do wypłaty. Jak przejdę na własną domenę, to na pewno do tego wrócę, bo nie były jakoś uciążliwe.

No właśnie, przejście na własną domenę. Stwierdziłem (Wzorem Tirexa), że w związku z taką popularnością fajnie byłoby po prostu przejść na własny adres i nie być ograniczony np. reklamą tylko z ad-sense. Przy zakładaniu bloga nie myślałem o tym, ale teraz coraz częściej chodzi mi to po głowie.

Z planów to chciałbym dotrzeć do innych, niż ślizgowe środowisk. Wiem, że będzie to trudne, ale trzeba stawiać sobie ambitne cele. Nie wiem jeszcze jak dokładnie to zrobić, wszystko w powijakach.

Plany na przyszłość są, teraz tylko trzeba je realizować. Dzięki za każde jedno kliknięcie


Na koniec oczywiście garść statystyk:

Na początek ilość odwiedzin. Przez niecałe 4 miesiące zanotowałem 101 203 wejścia. Niestety, nie zdążyłem zrobić screena na równej stówie. Nie mam również pojęcia kiedy padł rekord, ale prawdopodobnie był to 3 czerwca, kiedy zanotowałem 3 055 odwiedzin. Te zjebane statystyki nie uwzględniają szczegółowo całego okresu, tylko ostatni miesiąc/tydzień/dzień.


Jak widać obrazek chuja warty, ale wklejam.

Dodam jeszcze ranking najbardziej popularnych postów, ze zdziwieniem odkryłem, że największym zainteresowaniem cieszył się post o nowej skali ocen, ah ten Laik, przyciąga odbiorców cały czas. Ciekawi mnie również które 1667 osób chciało przeczytać o wackach z Familii, mam nadzieję, że tamtym wpisem odciągnąłem kogokolwiek od zakupu tej chujowizny.


Nad krajami odbiorców nie będę się rozwodził, przedstawiają się podobnie, jak we wcześniejszym podsumowaniu, więc nie bardzo jest o czym pisać.

To tyle, wracam do normalnego postingu, dzięki za wszystkie wejścia i komentarze, naprawdę jaram się każdym. Jeżeli macie jakieś uwagi to piszcie pod postem.
Continue reading →
02.07.2012

Prys - Na Złej Drodze Do Lepszych Czasów [2012]

7 komentarze
Ta płyta to idealny dowód na to, że poziom NIE JEST tożsamy z kwestią gustu, oraz, że można oddzielić ocenę subiektywną od oceny obiektywnej. Poza tym jest to przykład tytułu pasującego do zawartości, ponieważ stanie w miejscu od 4 lat niewątpliwie jest złą drogą do lepszych czasów, parafrazując tenże.

Prys, reprezentant Łukowa stacjonujący we Wrocławiu jest jedną z niewielu osób w Polsce, które obracają się tylko w konwencji g-funkowej, czy jak kto woli laid backowej. Cenię to, ponieważ przed fascynacją cykaczami, ze Stanów słuchałem właśnie głównie rapu z zachodniego wybrzeża i ubolewałem, że Mes poprzestał na jednej płycie w takim właśnie klimacie.

Niestety, jak wiadomo, Prys nie ma podjazdu do mistrza z 2cztery7. Owszem, od czasów „Wschodni Temperament  LP” zrobił parę kroków do przodu, ale raczej rozpatrywałbym to w kategorii kroczków, aniżeli kroków.

W którejś recenzji użyłem sformułowania, że jeżeli ktoś słyszał poprzednie płyty danego wykonawcy, to w tym miejscu może przestać czytać. Jestem zmuszony przetoczyć to kolejny raz, ponieważ do tej produkcji  pasuje to (niestety) idealnie. Gospodarz dokonał trudnej sztuki braku jakiegokolwiek progresu, przy równoczesnym braku regresu, co mimo wszystko jest rzadkością.

Tekstowo Prys zawsze był poprawnym raperem i również tutaj się to nie zmieniło. Akurat w tej kwestii nie wymagam od nikogo progresu czy też zmian – jeżeli ktoś odnalazł już swój sposób na DOBRE (!) teksty, to powinien w tym trwać. Prys taki sposób ma niemal od początku. Potem go doszlifowywał i to, co powstało z tej pracy na poprzedniej płycie, zostawił w niezmienionej formie do dziś. Dalej są to opisy najzwyklejszego człowieka na świecie, gardzącego wszechobecnym pośpiechem, uwielbiającego zdobywać wciąż nowe doświadczenia. W zasadzie jest to jakaś tam forma inspiracji Mesem, ale w żadnym wypadku ksero.

Znacznie ciekawiej przedstawia się muzyczna strona płyty. Już po spojrzeniu na tracklistę, na której to na zmianę przewijają się 2 ksywki: Stona i Święty, każdy słuchacz zorientowany w polskim rapie powinien być przynajmniej zaciekawiony. Miłośnicy lekkich klimatów powinni być zachwyceni.

Obaj producenci spisali się na medal. Na całej płycie nie ma słabego, czy też średniego podkładu – raz za razem dostajemy idealnie lekkie, momentami g-funkowe podkłady. Owszem, trochę szkoda, że nie ma już odpowiedzialnego za produkcję większej części poprzedniej płyty Mowglee, jednak Stona do spółki ze Święty zastąpili go idealnie.

Największy problem związany z tą produkcją pojawia się w momencie, kiedy po przesłuchaniu ostatniego utworu odkrywamy, że Prys nie zrobił nawet minimalnego progresu. Teksty bardzo dobre, ale bez zmian, flow poprawne, ale bez zmian, a po poprzedniej płycie liczyłem, że spróbuje pójść w stronę śpiewu. Nie wiadomo jakiej różnicy w bitach również nie ma, są bardzo dobre, ale nie przełomowe.

W zasadzie jedyne, co zmienia się na płytach Prysa to goście i jest to warte odnotowania. Zaskakująco dobrze poradził sobie debiutant roku 2011, czyli Haju. Po raz kolejny usłyszymy również wspólny track Rasa i Tetrisa, które ostatnimi czasy wychodzą podejrzanie często. Najlepszy featuring na płycie to rzecz jasna singlowa zwrotka Małpy, który pokazał zaskakująco dobrą formę.

Co oznacza to dla odbiorców? Jeżeli lubisz Prysa, to powinieneś odpalić tę płytę bez zbędnej zwłoki. To samo powinieneś zrobić jeżeli jesteś miłośnikiem lekkich brzmień, a za oknem jest 30 stopni.

Niestety, jeżeli znasz poprzednie dokonania Łukowianina i nie byłeś do nich przekonany, to \możesz sobie darować – jak wspominałem już parę razy, ale wspomnę jeszcze jeden – Prys nie zmienił się nawet o jotę. Przy tej płycie jeszcze to przejdzie, przy kolejnej będę bardziej surowy.

7/10 + 0,5 za bity = 7,5/10


Continue reading →

Tytułem wyjaśnienia

3 komentarze
Jako, że jakiś czas temu zobowiązałem się do postowania co drugi dzień, więc w związku z obsuwą należy się słowo wyjaśnienia: przez te parę dni miałem ograniczony dostęp do Internetu i stąd ten poślizg.

W związku z powyższym w tym tygodniu (2-9 lipca) posty będą ukazywać się codziennie – także wchodźcie, śledźcie i nabijajcie mi wejścia błagam. Stwierdziłem, że wrzucenie 4 postów jednego dnia nie ma sensu, bo i tak nikomu nie będzie się chciało tego czytać.

No to zaczynamy.
Continue reading →

Kategorie