01.01.2014

Gdzie jest Kaaban?

49 komentarze


Początek nowego roku zawsze jest dobrym, choć tylko symbolicznym momentem na zmiany w życiu. Dla jednego będzie to zrobienie prawa jazdy, dla drugiego rzucenie szlugów. Osoby ambitniejsze powiedzą coś o zmianie pracy, bądź ukończeniu kolejnego etapu niekończącej się edukacji. Również u mnie coś się kończy, coś się zaczyna.

Nie jest to wynik noworocznych przemyśleń ani pijackiego zakładu, tylko decyzja, którą podjąłem ponad miesiąc temu. Nie chciałem wprowadzać jej w życie z dnia na dzień, poza tym porzucenie bloga miesiąc przed styczniem (#popek) byłoby delikatnie mówiąc niepoważne. 2013 się skończył, więc już nic mnie tu nie trzyma. Powodów jest aż nadto.

Przede wszystkim: mimo, ze jestem outsiderem to i tak w jakimś stopniu przynajmniej zahaczyłem o środowisko, w stopniu mniej lub bardziej prywatnym. Poza tym posiadaniu takiej wiedzy sprzyja Glam Rap. Już nawet nie próbuję wierzyć w brak hipokryzji, ale to co dzieje się na polskiej scenie, przekracza wszelkie granice: wszyscy uważają się (nie mylić z "mówią", oni naprawdę się uważają) za najlepszych i jadą przy tym 90% sceny.


I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zawsze od tej "chujowej sceny" są wyjątki w postaci znajomych. W ten sposób Tede hejtuje truskul, po czym nagrywa płytę z Dioxem. Eripe nie ma flow, ale pisze wersy jakby był polskim Jay'em, następnie występuje u Słonia i w całej sytuacji nie widzi nic dziwnego. Nawet Zeus, który do tej pory wydawał się być dość bezkompromisowy, bez skrupułów dogrywa się wszystkim jak leci (z Buczerem włącznie), a na koniec roku propsuje Tomba, Solara i Białasa.

Ktoś powie, że to strasznie naiwny punkt widzenia i chyba mnie pojebało, jak tak myślałem. Może i tak, natomiast rap to nie polityka i NIE JEST nieodłącznym składnikiem rzeczywistości, dla którego trzeba iść na jakieś kompromisy.

Kolejna kwestia to sprawy finansowe. Fakt, że dla zajawki i samorealizacji, ale wykonuję tutaj pracę na 1-1,5, jak nie 2 etaty. Załóżmy, że średnia długość płyty to 50 minut, a do rzetelnej recenzji trzeba przesłuchać ją 4 razy. 50x4=200minut, czyli niemal 3,5 godziny. Do tego jakaś godzina-dwie na napisanie, zaokrąglijmy do 5. Poza recenzjami powstawały (chociaż w znacznie mniejszym stopniu, niż to zakładałem) inne teksty, które wymagają riserczu itd. Do tego dodajmy konieczność bycia "na bieżąco".

Jak widzicie są to potężne ilości czasu, które mogłem poświęcać wcześniej, ale nie mając 24 lata. Tak, zapowiedziałem powstanie portalu, ale przed rozkręceniem trzeba byłoby do niego dokładać zarówno czas, jak i pieniądze. Co najmniej przez rok.  Dla mnie to za długo. Inna kwestia, że nawet przy założeniu, że poświęciłbym ten czas, to i tak na końcu tęczy nie czeka żaden garnek ze złotem (jak w przypadku raperów), a co najwyżej garść bilonu.

Na szczegóły bonusów  typu pogróżki od raperów szkoda miejsca i waszego czasu. Powiem tylko, że Mielzky wypisywał i wydzwaniał do mnie kilkanaście/kilkadziesiąt razy, Nieuk stalkował mnie na fb imputując, że jestem do niego uprzedzony, stąd moje hejty na jego twórczość (cała Polska uprzedzona do Nieuka!), a Plejer po mojej opinii na temat jego albumu wysmarował wiadomość o treści "zdechnij kurwo, bez odbioru".  Ta kwestia absolutnie nie rzutowała na moją decyzję, piszę dla moich potencjalnych następców/naśladowców - wiedzcie, że musicie się na tego typu atrakcje przygotować. Oczywiście są to tylko przykłady, a nie wszystkie sytuacje, jakie mnie spotkały.

Ogólnie rzecz biorąc to mógłbym zostać w grze, ale w sytuacji wyrabiania konkretnej pensji. Pod hasłem "konkretna" nie mam na myśli paru stów, a co najmniej te 2k do reki. W tym punkcie również nie mam złudzeń: w Polskim rapie takich pieniędzy dla recenzentów nie ma, a przynajmniej nie dla tych, którzy stawiają przede wszystkim na rzetelność i bezkompromisowość. W końcu to za moją sprawą ileś osób nie kupiło kolejnej szmiry ze Stepu, albo stwierdziło, że koszulka z napisem "HIP HOP ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE" jest przypałowa na równi ze skarpetami do sandałów.



Podsumowując: 1 203 002 wyświetleń, 1990 lajków i 3890 komentarzy w 21 miesięcy, bez reklamy i wchodzenia w dupę komukolwiek, zaczynając tak naprawdę od "bycia Kaabanem ze ślizgu", to wynik z którego jestem dumny i który pokazuje, że "się da". Trzeba tylko chcieć i mieć na siebie pomysł. Plus nieco mniej lat, ponieważ 24 to czas, kiedy "należy rozejrzeć się za jakąś pensją". Milion przed trzydziestką sam się nie zrobi. Szukajcie mnie na projektach, politycznych internetach i fb.com/prawica.zdr, który nadal prowadzę.

Dzięki wszystkim, RADIO PEZET 8/10


Continue reading →
31.12.2013

Podsumowanie roku 2013

21 komentarze

Płyta roku:

1. Rasmentalism - Za Młodzi Na Heroda
2. Tede - Elliminati
3. Gedz - Serce bije w rytm
4. Cira - Plastikowy kosmos
5. WdoWA - Listopad EP
5. Kuba Knap - Bez nerwów, bez złudzeń
5. PRO8L3M - C30-C39

Zaskoczenia nie ma. Ras i Ment nagrali instant klasyk, który za kilka lat będzie wymieniany jednym tchem z innymi ponadczasowymi produkcjami. Poza gościnnymi występami brak tutaj słabych punktów. Tede tylko drugi, ponieważ przedobrzył: wystarczyło zamiast 2 zrobić 1 CD i dałbym go na pierwszym miejscu, ponieważ "Elliminati" mogłoby nazywać się "Progress". Na trzecim miejscu Gedz za wjazd z buta oraz odświeżenie sceny. Cira pewnie nie pojawi się w żadnym z rankingów, szkoda, bo bezapelacyjnie na to zasługuje: poziom liryczny wyższy od większości sceny, flow też kozackie. Gdzie są psychofani noskilla Bisza? Piątkę zamykają trzy EP-ki: WdoWA, która pokazała, że wysoka forma z 2010 nie jest przypadkiem (czekam na LP!), a także odkrycie i zaskoczenie roku, kolejno: Kuba Knap oraz PRO8L3M. 3 różne płyty, 3 różne style, 3 razy rozpierdol. Gdyby którakolwiek z nich byłaby pełnoprawnym LP, to pozostałe dwie nie znalazłyby się na liście.

Jak widzicie, po raz kolejny nie pokusiłem się o rozdzielenie podziemia od legalnych wydawnictw: po prostu ta granica zatarła się do tego stopnia, że niejeden legal miał gorszą promocję, niż płyta wspomnianego Knapa. Poza tą piątką chciałbym wyróżnić: Wuzet - Własne Zdanie (nieco zabrakło) Planet ANM & Eljot - Pas Oriona (jest potencjał do rozjebania 2014), Jeżozwierz & Soulpete - RDS 220 (chyba nie trzeba uzasadniać), Quebonafide - Eklektyka MIXTAPE (wreszcie ktoś poważnie podchodzący do mixtejpów), Lilu & DjDBT - Naturalna Kolej Rzeczy MIXTAPE (szkoda, że nie wyrobiła się z pełnoprawnym LP).

Numer roku:

1. Ten Typ Mes - Patrzę w rachunek (prod. Mes & pomocnicy)
2. Kuba Knap - Łajz lajf (prod. Kuba Knap)
3. Rasmentalism - Dobra muzyka (prod. Ment XXL)
4. VNM - Szempejn papyn (prod. SoDrumatic)
5. Bonson x Planet ANM - Mówią, że mam problem (prod. BeJotka)

Pierwsza trójka mogłaby dowolnie zamienić się miejscami, bo po prostu zależy na co spojrzymy: całościowo i warsztatowo wygrywa  outkastowy Mes (dlatego jest pierwszy), klimatycznie Kuba pozamiatał, natomiast Rasmentalism świetnie podsumował scenę. Na czwórce najlepszy track w karierze VNM-a: ma wszystko, czego od niego wymagamy. Cała płyta w takim klimacie = klasyk. Ostatnie miejsce miało być dla któregoś z numerów Gedza, jednak Bonson i Planet rozjebali singlem z nadchodzącego albumu.

Numery, które otarły się o zestawienie: Siwers - Osiedloowa (popsute przez Ninansa), KęKę - Trasa (BraKaKa) (konkurencja mocniejsza), Gedz - Serce bije w rytm, Lekki wieje wiatr (zeszłoroczny singiel), Królowie nocy (remix niestety), Ten Typ Mes - Zjebane miasto, Kuba Knap - Dwa Palce (nie dubluję artystów), PRO8L3M - Tiramisu, Pezet - Ostatni track (jakoś nie jest tak przekonujący), Bałagany na bani - Nigger (nie ten poziom jeszcze).

Bit roku

1. Ten Typ Mes - The Chauvinist (prod. Szogun)
2. Kuba Knap - Łajz lajf (prod. Kuba Knap)
3. Rasmentalism - Perwoll Vanish (prod. Ment XXL)
4. Popkiller Młode Wilki 2013 - Jeden Strzał (prod. SoDrumatic)
5. Rap Addix - Nie Uciekniesz (prod. SoulPete)
5. Sobota - I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną (prod. Matheo)

Polscy producenci przyśpieszają, zostawiając raperów coraz bardziej w tyle. Kategoria, w której można byłoby wrzucić dowolny bit Sir Micha z "Elliminati", Metheo z "X. Przykazań", czy SoDrumatica z "Pro Pejn". Nieobecność tego pierwszego doskonale pokazuje konkurencję panującą na naszym podwórku. Nie rozumiem pomijania w podsumowaniach roku Szoguna - owszem, Lepsze Żbiki okazały się Gorszymi, ale produkcje Szo to jest klasa światowa. Zwłaszcza lodowaty podkład od "The Chauvinist"! Kuba kontynuuje swoją southową wygrzewkę, w której nie ma (i długo nie będzie miał) konkurencji. "Perwoll Vanish" to najlepsze, co wyszło spod reki Mentosa. Nie wiedziałem który bit SoDrumatica dać, w końcu padło na "Jeden Strzał" - pomieszanie mocnych bębnów z agresywnym samplingiem i ciekawą aranżacją. Stawkę zamykają: bit-forteca od SoulPete oraz łamiący schematy (nawet rok temu kto by pomyślał, że będziemy mieli w Polsce fuzję muzyki sakralnej z hip hopem?!) Matheo.

Feat roku

1. Buczer - Dość feat. Zeus, VNM, Verte, Bezczel
2. Tede- H.S.Z. feat.Wdowa, Seta
3. Polskie Karate - W 3 Dupy feat. Dwa Sławy
4. Ten Typ Mes - Nie umiem tańczyć feat. Stasiak, Rymek
5. Gedz - Lekki wieje wiatr feat. RakRaczej, Ras


Niby taka prosta kategoria, a obstawić pierwsze trzy miejsca to zagwozdka na kilka dobrych dni. Ostatecznie wygrał Zeus, za progres we flow. Drugie miejsce to mistrzowska zwrotka Wdowy u Tedego. Dwa Sławy dopiero na trzecim - sorry panowie, ale jest was dwóch, sam Astek miałby szanse walczyć o wyższe lokaty. Rymek jest pewnym zaskoczeniem, ale tekstowo zjadł gorsze żbiki. Na ostatnim Ras z płyty Gedza (w tej kategorii pozwoliłem sobie dodać numer, mimo że jest to zeszłoroczny singiel).


BONUS BONUS BONUS BONUS BONUS


Robactwo roku

1. Mam Na Imię bisz - Nie myśl o mnie źle
2. Diset - High Definition 2 Victoria I Pokój
3. Sokół i Marysia Starosta - Czarna Biała Magia
4. VNM - Pro Pejn
5. Miuosh x Onar - Nowe światło


Hejty na wszystkie pozycje z tej listy znajdują się na blogu, więc dłuższe uzasadnienie uznaję za zbędne. W skrócie: Mam na imię Bisz i Diset - bezczelne kserowanie i pchanie się z tym do szerszej publiczności. Sokół i Marysia Starosta - dorabianie ideologii do płyty robionej na szybko, kakofonia, niewystarczające flow, tytuł buca roku. VNM - zaaaaaaaaaapiekaaaaanki naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa zaawiiiiiiiiiiiiiiiiszy XD. Miuosh x Onar - oportunizm x koniunkturalizm.
Continue reading →
30.12.2013

Wuzet - Własne Zdanie [2013]

4 komentarze

Miała być recenzja, ale czas nagli, a podsumowanie się samo nie zrobi. Gdybyśmy mieszkali kilkadziesiąt kilometrów na wschód, to problemu by nie było.

Rozważania o miejscu zamieszkania nie są przypadkowe - bohater tego wpisu stacjonuje na Wyspach i - jak wynika z tekstów - do Polski nie zamierza wracać. W przypadku grime'owej płyty jest to nieoceniona zaleta.

Internetowi znawcy zdążyli już zrównać album z ziemią zarzucając m.in. prostactwo w tekstach, słabe flow i chujowy głos. O dziwo nie usłyszałem nic o bitach, ziomek od "Słucham grime od 3 miesięcy więc się znam" również gdzieś się zagubił.

Ale żarty na bok - po prostu "Własne Zdanie" brzmi jakby żywcem wzięte z londyńskiej ulicy: bas wgryza się w skórę, a BPM-y osiągają częstotliwości, na których 99% polskich raperów połamałoby sobie język.

Jest to sytuacja nietypowa, ponieważ nagle okazało się, że banda randomowych (przynajmniej w rapowym światku) producentów potrafi wyprodukować bardziej brytyjską płytę, niż Sidney Polak, Auer, Zjawin i Supra1 razem wzięci.

Jakiś czas temu linkowałem film, w którym Pezet poleca CD swojego podpiecznego. Mówi tam o tym, że Wuzet jest niepodrabialny, ponieważ stosuje zupełnie inny układ sylab/wyrazów. Ciężko się nie zgodzić, ciężko też nie dodać, że jest to styl typowo grime'owy.

Zarzucanie tekstom chaosu, płaskości czy prostoty ma tyle samo sensu, co pretensje do szkotów za kilty: to jest po prostu taka konwencja, tak ma być i koniec. Owszem, "grimowe czarnuchy" nie są "tytanami techniki, tym bardziej erudycji", ale w tym konkretnym przypadku to nie ma żadnego znaczenia. Wuzet jest ponad tym i trudno jego tekstom zarzucić prostactwo.

"Własne Zdanie" to jedno z największych zaskoczeń mijającego roku i bezapelacyjna czołówka kategorii "debiut". Wreszcie coś się udało tym tyci labelkom, do grona których należy Koka. Pytanie, czy niezły raper będzie chciał zostać tam dłużej.


8/10


Continue reading →
29.12.2013

Diset - High Definition 2 Victoria i Pokój [2013]

12 komentarze

O tej płycie miało nie być, ale jak widzę w internetach komentarze typu "płyta roku", "gra zamknięta", "mes przemielony", "polskie MBDTF" to aż mną trzęsie. Oczywiście, album znajdzie się w podsumowaniach, tylko w nieco innej kategorii: KSERO ROKU.

W związku z poziomem trudności będę posiłkował się dwoma numerami, w których wykonawcy typu Diset zostali podsumowani:





XEROBOJ TO JEST TAKI KTOŚ, GDY ZOBACZY FAJNY STYL TO CHCE MIEĆ TO COŚ

"POLSKIE MBDTF"? DOBRY ŻART, ALE POLECAM GO NIE POWTARZAĆ, BO POLSKIM SŁUCHACZOM MOŻNA WMÓWIĆ WSZYSTKO I JESZCZE ZACZNĄ "PRZEJMOWAĆ" TRACKI YEEZYEGO NA YT. PANU DISETOWI MINĘŁO ZAŚLEPIENIE RASEM, TERAZ NA TAPECIE JEST TE-TRIS. TO WŁAŚNIE OD TEGO RAPERA "POŻYCZYŁ":
- INTONACJĘ;
- AKCENTOWANIE;
- FLOW;
- PATENTY NA ZAMIANY WYSOKOŚCI GŁOSU;
- UŁOŻENIE RYMÓW;
- UŁOŻENIE SYLAB;
- UŁOŻENIE WYRAZÓW;
- DOBÓR SŁOWNICTWA;
- FLOW;
- I NAJLEPSZE: BARWĘ GŁOSU.

DOBRY NIE JEST SYNONIMEM KSEROKOPII

PEWNIE WZIĄŁBY WIĘCEJ, ALE NIE BARDZO BYŁO CO. DOBRZE, ŻE NA OKŁADCE NIE POKAZAŁ SWOJEJ TWARZY, BO MUSIAŁBY JESZCZE ROBIĆ OPERACJĘ PLASTYCZNĄ.

SAM POMYSŁ NA ALBUM JEST SŁUSZNY, TYLKO WYKONANIE NAJGORSZE Z MOŻLIWYCH. PYTANIE: CZY PAN RAPER MA W OGÓLE JAKĄKOLWIEK ŚWIADOMOŚĆ MUZYCZNĄ? WYDAJE SIĘ, ŻE TAK (W KOŃCU KAŻDY UTWÓR JEST DOPRACOWANY Z PRECYZJĄ CHIRURGA), JEDNAK ZDAJE SIĘ NIE WIEDZIEĆ, ŻE Z IDOLI (A CO ZA TYM IDZIE: KSEROWANIA) SIĘ WYRASTA, A NIE ZMIENIA!


PRZECIĘTNOŚCI JEST W WAS WIĘCEJ, NIŻ W TYCH, KTÓRYCH KSERUJECIE IDOLACH
BYŁO JESZCZE, GDY CI PIERWI WPADLI NA TO
KTÓREGO Z CHUJOWYCH MC'S STYL SAMI CHCĄ ZAGARNĄĆ

BYĆ KSEREM JEDNEGO RAPERA, PRZESTAWIĆ SIĘ NA KSEROWANIE DRUGIEGO. TO ARTYSTYCZNE DNO, ZA KTÓRE POWINIEN BYĆ D-O-Ż-Y-W-O-T-N-I HEJT, A NIE KURWA MAĆ ALBUM LATAJĄCY JAKO UNIKAT I POSTY TYPU "PŁYTA ROKU". GÓWNO ROKU.

JUŻ NIE NOŻE, A SZUBIENICA W KIESZENI SIĘ OTWIERA
POMPUJ RAP? POMPUJ LEPIEJ PIŁKĘ I IDŹ BIEGAĆ
ALBO POMPKI PORÓB, NA BANK NIE BĘDZIE Z CIEBIE RAPERA

GDYBY PRZED WYDANIEM PŁYTY ZOSTAŁA PRZEMYŚLANA STRATEGIA, TO Z TEGO TYPU HEJTU DAŁOBY SIĘ JAKOŚ WYWINĄĆ, NP. ZAPRZECZAJĄC FASCYNACJI MARNIAKIEM Z SIEMIATYCZ. JEDNAK TAKA SYTUACJA NIE MOŻE MIEĆ MIEJSCA: BYCIE ASEM APTAUN ORAZ FEAT IDOLA ZAMYKAJĄ JAPY WSZYSTKIM POTENCJALNYM OBROŃCOM.

XEROBOJ MYŚLI, ŻE JEST NIEZŁYM ŚCIEMNIACZEM
MOŻNA GO PORÓWNAĆ TYLKO Z OBSRANYM SRACZEM

Chyba powinienem zrobić oddzielną skalę dla raperów bez własnego stylu, wtedy wreszcie mógłbym zrecenzować Kaena: poziomy dna.
Continue reading →
24.12.2013

Quiz + Goście - Materiał Producencki [2009]

11 komentarze

Jest taki okres w roku, kiedy wszystkie myśli osób mogących powiedzieć o sobie coś więcej, niż "otarłem się o polski rap", krążą wokół kilku albumów. Spośród nich palmę pierwszeństwa bezapelacyjnie (chociaż przy tym zupełnie niedorzecznie) dzierży płyta producencka Quiza.

Na taki stan rzeczy składa się kilka czynników. Pierwszym z nich jest specyfika forum ślizgu. To ono odpowiada za odzew, którego doczekała się ta płyta. Nie od dziś wiadomo, że każdy projekt wywodzący się z podziemia ma u ślizgerów automatycznie + 1 do oceny, (w większości) bez względu na prezentowany poziom. Do tego dochodzi data wydania (śnieżny grudzień 2009!) i - a raczej przede wszystkim - bezpośrednio odnoszący się do świąt track Brudnych Serc.

Sam poza początkowym okresem zauroczenia (związanym również z tym, że nie miałem jeszcze w pełni wyrobionego gustu) nie szczędziłem krytyki w stosunku do tego albumu. Nostalgia nostalgią,reminiscencje reminiscencjami, ale kiedy odrzemy "Materiał Producencki" z tego typu emocji, to nagle okazuje się, że za sukces płyty (poza wspomnianymi wcześniej czynnikami) odpowiadają przede wszystkim znajomości. Wydanie tego samego z innymi, mniej fejmowymi raperami, skończyłoby się rozdaniem 10 egzemplarzy rodzinie, kolejnych 40 znajomym (z których połowa by tego nawet nie odpaliła) i zakończeniem historii jeszcze nim fajerwerki ogłosiły nam rozpoczęcie ostatniego roku pierwszej dekady XXI w.

Jednak zamiast gdybać należy uczciwie przyznać, że na "Materiale Producenckim" swoje zwrotki prezentuje ówczesna czołówka podziemia: Te-Tris, Ras, W.E.N.A., Ero, VNM, Laik, Brudne Serca - te ksywki mówią same za siebie. Do tego należy dodać bardziej dyskusyjne, jednak posiadające swoich fanów: Junes, Karwan, MŁD czy Green. Może pod koniec 2013 już nie, ale w 2009 roku takie zestawienie robiło niesamowite wrażenie i zapewniało zainteresowanie większości hip-hopowych głów.

Tutaj należy rzucić oczywistością, która w takiej recenzji po prostu musiała się znaleźć: raperzy to jedno, bity to drugie. Może i materiał jest, a raczej mógłby być "do szpiku klasyczny, podziemny, truschollowy", gdyby tylko Quiz nie był dyletantem typu "tydzień temu wpadłem na pomysł robienia bitów, a sample tnę od wczoraj, icoteras". Efektem są prostackie, do bólu banale podkłady z fałszującym basem i tego typu atrakcjami. W dodatku częściowo oparte na już wykorzystanych pętlach, co potęguje wrażenie amatorszczyzny ze strony - jakby nie było - ojca projektu.

Jednak po raz kolejny górą była znana zależność mówiąca, że to rap jest ważniejszy niż bity. Te drugie mogą być najgorsze, ale ludzie i tak będą słuchać danego materiału. Jeżeli byłoby odwrotnie, to ilość fanów uległaby drastycznemu zmniejszeniu. Jestem pewny, że Quiz tak nie kalkulował i wszystko po prostu "tak wyszło". Szczęśliwie dla niego.

W każdym razie za klimat, a co za tym idzie, sukces tego projektu, od niemal początku do końca odpowiadają zaproszeni goście. "Wypierdalam stąd" na stałe weszło do hip-hopowego słownika, podobnie jak wersy i followupy Smarkiego ze "Słowa dla" ("Rodzina, osobliwy klimat od kołyski / Co święta na wigilię powtórka z rozrywki / Ciągle jedna rozmowa, po niej kłótnia / Tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia). Oddzielną historię napisał "Glider" Laika, który dorobił się własnego powiedzenia (Ej Laik jak Glidera rozkminiać?) a nawet fanpejdża. To tylko przykłady. Swoje 5 minut miał również Pivot, a gdyby Muflon poszedł wtedy za ciosem, to dziś stałby na nieco lepszej pozycji.

Powody sukcesu "Materiału producenckiego" wymieniałem już na początku, więc powtórzę skróconą wersję: po prostu Quizowi udało się pojawić w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie, do tego w towarzystwie najbardziej odpowiednich na tamten moment osób. Zrobił coś z niczego, ale w żadnym razie nie jest to zasługa jego skilla czy choćby chęci, a nadzwyczajnego zbiegu okoliczności. Po latach nie ma się nad czym zachwycać, ale w naszych sercach zawsze będzie to jedna z najbardziej kojarzących się ze świętami płyt.

Ocena subiektywna: 2/10
Ocena obiektywna: 6/10 - 1 za bity = 5/10



Continue reading →
23.12.2013

Buczer - uTRAPiony [2013]

8 komentarze

„Podejrzany o rap? Niewinny” głosi najbardziej znany żart dotyczący toruńskiego rapera. Inna kwestia, że po tej płycie nie ma co do tego już żadnych, nawet najmniejszych złudzeń. Wyrok (z pełną powagą) brzmi: uniewinniony.

W recenzji „Dwóch Twarzy” wyrażałem się o Buczerze całkiem pozytywnie. Poziom prezentowany na tamtej płycie nie był najgorszy, a ja miałem dość ślepego hejtingu. Przy tegorocznym albumie nie ma czego zbierać, ani tym bardziej bronić.

Wsłuchanie się w krytykę zaowocowało poprawieniem jakości, a raczej świeżości bitów. Problem jest taki, że mamy 2013 rok i za sam fakt korzystania z trapów propsów nie będzie. Czas skończyć ze ślepym założeniem, że za każdy trap oznacza automatyczną pochwałę. Zwłaszcza, kiedy podkłady ani się nie wyróżniają, ani nie są świeże.

Zresztą to tylko jedna z części składowych. Kolejną jest filozofowanie typu „nie ma jednej prawdy”, „jestem zagadką” itp., oraz urojenia owocujące wersami takimi jak „jestem świeży”, „chłonie mnie rynek”, „rozkurwię pół sceny”. Warto podkreślić, że padają one również w odniesieniu do Tedego, co podbija bębenek beki.

Te dwie kwestie dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie to, że typ kseruje flow Rick Rossa 1:1. Jak mam ochotę posłuchać Rozay’a, to odpalam którąś z jego płyt. Nie potrzebuję nieudolnych naśladowców, którzy nie mają kompletnie nic do zaoferowania.

Pozostają goście i to właśnie oni są jedynym pozytywnym aspektem tego ścierwa. Trzeba podzielić ich na Zeusa i Resztę. Ta druga grupa po prostu wystąpiła. Łódzki raper dał bezapelacyjny featuring roku, który powinien zapisać się złotymi zgłoskami w annałach polskiego rapu.

Ocena tej iście paraolimpijskiej płyty może być jedna: zero. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz nie byłem w stanie dosłuchać jakiegoś albumu. Do tego dodajmy kserowanie raperów zza oceanu, fatalny poziom tekstowy i otrzymujemy jedyną słuszną notę.

Ocena subiektywna: i oni jeszcze chcieliby za to hajsu?
Ocena obiektywna: 0/10


PS Niesamowita beka z Popkillera i ich recenzji, w której Buczer dostał... 4+ oraz tytuł największego zaskoczenia wydawniczego.

Continue reading →
22.12.2013

Sokół i Marysia Starosta - Czarna Biała Magia [2013]

21 komentarze

Po niewątpliwym sukcesie "Czystej Brudnej Prawdy" Sokół postanowił pójść za ciosem i przy okazji kolejnej płyty wykorzystać sprawdzone mechanizmy promocyjne. W końcu zaowocowały one aż platyną. I wydaniem albumu Winiego na legalu!

Poziom niedopracowania CBM zdaje się potwierdzać historię jej powstania: po 2 latach grania koncertów z CBP, Sokół w końcu stwierdził, że czas wydać kolejną płytę. Zerknął w kalendarz w poszukiwaniu piątków wypadających w 13. dzień miesiąca. W końcu to właśnie tego dnia maja 2011 wydał swój poprzedni album, a ten miał być jeszcze bardziej brudny, więc data wydania musi się zgadzać. Po zdaniu sobie sprawy z tego, że został grudzień, a potem dopiero czerwiec, podjął decyzję o jak najszybszym rozpoczęciu nagrywania kolejnego projektu.

Gonitwa za terminem była tak duża, że zmienił się nawet, tak wcześniej chwalony, sposób pracy. Para nie nagrywała już wspólnie, ponieważ nie starczyłoby im na to czasu. Zamiast tego jeździli w tym samym czasie do różnych studiów. Pośpiech przełożył się przede wszystkim na jeszcze mniej partii wokalnych Starosty. Ta płyta powinna wyjść pod ksywą Sokoła, zaś jego luba powinna być uwzględniona co najwyżej jako gość.

W założeniu album miała pokazywać cały brud tego świata. W licznych recenzjach pada banalne porównanie do filmów Wojtka Smarzowskiego. Tymczasem najlepszym punktem odniesienia są... numery samego Sokoła, tylko sprzed kilku lat. Przywołajmy tutaj chociażby "Witam Was W Rzeczywistości". Przecież połowa tego albumu to właśnie twarda, obdarta z jakichkolwiek ozdobników rzeczywistość. "Życie depcze wyobraźnię", "Smak chwili", "Gdy" - każdy z tych numerów spełnia wszystkie kryteria postawione przed trackami nagrywanymi na "Czarną Białą Magię". I bynajmniej nie są to wyjątki.

Dobrze, powie ktoś inny, ale tamta płyta wyszła 8 lat temu, teraz Sokół chciał nam to podać w nowszej formie, w dodatku mądrzejszy o dodatkowych 8 wiosen. W takim razie polecam posłuchać TPWC. Może nie części pierwszej, na której tylko "Dwie kochanki" zmieściłby się w tym schemacie, ale drugiej. "Jednorazowo", "Za dużo widzę",  czy (przede wszystkim!) "Angela..." to brudne, szorstkie utwory.

Ten kolaż "brudnych" utworów Sokoła zrobiłem po to, żeby słuchacze zdali sobie sprawę, że "CBM", wbrew temu, co głosi autor, nie jest żadną "nową jakością", a kontynuacją/odgrzaniem pewnych sprawdzonych pomysłów.

Pośpiech, o którym pisałem wyżej, da się odczuć niemal w każdym aspekcie projektu. Wprawdzie Naczelny Buc twierdzi, że to wszystko miało tak być, ale jakoś ciężko w to uwierzyć.  Może i dobrze zamaskował braki ilościowe, dorabiając ideologię takiej, a nie innej weny, jednak jakościowo niektóre linijki naprawdę ciężko obronić. Np. refren z numeru "Walec" to jest poziom "Pościgi, strzelaniny", czy "Rząd kłamie i nie pomaga mojej mamie".

Takich przykładów jest aż nadto. Do tego dochodzi wokalne dyletanctwo duetu. W takim "Bordeline" Marysia pokazała, jak się NIE UPRAWIA melorecytacji. Dla odmiany jej chłopak już w pierwszym numerze pokazał, jak się nie rapuje. Niestety, ale nie ograniczył się tylko do tego tracku, a swoje niedostosowane do tego typu podkładów flow rozniósł na niemal całość. Sytuację mogłaby ratować Starosta, jednak jej udział w albumie można nazwać śladowym, a kwestie, które jej przypadły spokojnie można było wysamplować.

Liryki Sokoła w zestawieniu z pokręconymi bitami można nazwać krótko: badtrip. I tutaj jest główny problem: można zrobić płytę w konwencji badtripowej, a można się o tę konwencję co najwyżej otrzeć. Sokół znajduje się w okolicach tej drugiej możliwości: poza wyjątkami nie ma tutaj żadnego pomysłu na kawałki. Są one po prostu zlepkiem quasi-brudno-realnych linijek, które wpadały mu do głowy. Potem przypisywał je do bitów, a dla rapera z mówionym flow odwrócenie kolejności  wyrażenia "teksty do bitów" okazuje się być zabójcze.

Proceente gdzieś powiedział, że "od słuchania tej płyty boli głowa". Miał 100% racji, przynajmniej jeśli chodzi o bity. Te mieszczące się w hiphopowym schemacie charakteryzują się mrocznością, surowością i melancholijnością. Są ok., chociaż bez wielkiego szału. Problem zaczyna się przy tej tylerowskiej kakofonii, w której różne, niekoniecznie do siebie pasujące dźwięki tworzą jeden wielki chaos. Uważam, że do tematu można było podejść lepiej, ale przede wszystkim to trzeba mieć lepsze warunki wokalne.

Ogólnie rzecz biorąc płyta zamiast przypominać filmy wspominanego Smarzowskiego,  wygląda raczej jak kolejna kolekcja PROSTO:  tu i tam trochę zmienimy, ale ogólnie schemat ten sam. Jak już zmodyfikujemy podstawy, to w taki sposób, żeby do niczego to się nie nadawało. Obawiam się, że Sokół dotarł do szklanego sufitu, na którego przeskoczenie nie pozwala mu jego poziom wrażliwości, o której 4 lata temu nawijał Mes. Bo to nie jest kwestia inteligencji, tylko właśnie wrażliwości, której 30-paro latek nie umie ulepszyć- mimo, że przy okazji "CBP" wydawało się nieco inaczej. Ten Pan już nic lepszego nie nagra, a płaszczyzny, na których mógł się sprawdzić zostały już wyczerpane. Doskonale świadczy o tym ilość followupów do siebie samego zawartych na tej i poprzedniej płycie.

Ocena subiektywna: 1/10
Ocena obiektywna: 5/10



Continue reading →
20.12.2013

Sobota - X Przykazań [2013]

8 komentarze

Czy wśród słuchaczy z otwartymi głowami był ktoś, kto po świetnych "Sabotażu" i "Gorączce Sobotniej Nocy" nie czekał na kolejną płytę szczecińskiego rapera? Z pewnością nie, a kolejny album miał ostatecznie zamknąć japy hejterom. Niestety, stało się inaczej, a przysłowie "lepsze jest wrogiem dobrego" zatriumfowało.

Sobota jest takim typem wykonawcy, którego albo się kocha, albo nienawidzi. Niemniej abstrahując od sympatii, nie sposób nie doceniać jego nieprzeciętnych skillsów. Oczywiście mam tutaj na myśli umiejętności wokalne, ponieważ tekstowe znane są z tego, że sprawdzają się tylko w jednej, ściśle określonej konwencji.

I tu zaczyna się problem z "X przykazaniami" - zamiast kontynuować ścieżkę wytyczoną przez "Sobotaż" i rozwiniętą na "Gorączce", postanowiono ordynarnie zmienić kierunek na... sakralny. Wszytko za sprawą Winniego: pewnego dnia szef Stoprocent ubzdurał sobie, że fajnie będzie zrobić taki koncept-album, a jego podopieczni podchwycili pomysł. Jak wiadomo z chamów nie zrobi się lordów, więc ostatecznie wyszło quasi-sakralnie.

Kiedy rzucimy okiem na interpretację dekalogu w wykonaniu ulicznego rapera nie sposób nie odnieść wrażenia, że panowie po prostu zagrali w skojarzenia, podciągając kolejne przykazania pod pierwszą myśl, jaka wpadła im do głowy. I tak:

I. Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną.
Z pewnością wszyscy czują się super zaskoczeni dreptanie ścieżką najmniejszego oporu już na początku albumu: Bogiem jest rap.
II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.
Narkotykowy storytell z przesłaniem "nie strzęp języka". Odkrywcze.
III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
Typ, u którego w co drugim numerze przewija się temat imprezy, nie potrafi nagrać albumu pozbawionego tego motywu. Jedyną możliwością jego wykorzystania było właśnie trzecie przykazanie, a pokusa nie została odparta. Z bengerem nie ma to nic wspólnego.
IV. Czcij ojca swego i matkę swoją.
 Jak inaczej mógł ugryźć temat świeży ojciec, jak nie z perspektywy rodzica?
V. Nie zabijaj.
Tutaj obstawiałem albo niezabijanie swoich zwierząt domowych, albo tzw. "daru". Padło na to drugie.
VI. Nie cudzołóż.
No popatrz Pan, jak się zmienia punkt widzenia. A jeszcze 4 lata temu rapował: "Moralny impotent, bo co to moralność / Chyba zapomniałem to rano ze stołu zgarnąć".
VII. Nie kradnij.
Nie kradnij stylu + temat fałszywych ludzi. Kolejne superodkryciekurwo.
VIII. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
Pościgi, strzelaniny, skurwysyny...
IX. Nie pożądaj żony bliźniego twego,
W sensie ziomka (i ex), a resztę możesz ruchać dowoli. Czy to jest normalne podejście? No kurwa nie sądzę.
X. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
Zawiść jest jednym z najbardziej przeruchanych motywów polskiego rapu. Wyżej stoją tylko hejterzy.

Już w połowie staje się jasne, że Sobota porwał się z motyką na słońce: zamiast soczystych benegerów i skurwysyńskich wersów dostajemy tony truizmów i maksymalnie możliwe spłycenie tematu X przykazań. Momentami jest to otwarte bluźnierstwo ("Dymaj wszystkie szmule świata, miej taką wolę"), lub świętokradztwo ("Stanął przede mną Bóg i tak do mnie rzekł /"Cudzych bogów przede mną nie będziesz mieć"). Do tego dochodzą rymy czasownikowe, które po kilku latach na scenie nie mają racji bytu, a które na tej płycie trafiają się stosunkowo często.

Abstrahując od treści, wykonanie również pozostawia wiele do życzenia. Niby Sobota dobrze siedzi na bitach, potrafi zrobić naprawdę dużo, jednak nie ta sama chemia, co w przypadku południowo-mainstreamowych trapów. Słychać, że sakralny sznyt nie do końca mu leży. W zasadzie tylko jeden numer ("Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną") wyszedł tak, jak powinien wyglądać, łącznie z refrenem gospodarza. Pozostałym czegoś brakuje, samplowane/chóralne wstawki w refrenach pasują jak pięść do nosa i zbyt silnie kontrastują z burakiem rapującym do organów.

Nieco inaczej przedstawia się kwestia samych podkładów,  a nie tego, z nich uczyniono. Pisanie o tym projekcie jako o "pierwszym na skalę światową" raczej przesadą nie jest. Przynajmniej, jeśli chodzi o muzykę. O tym, że Matheo jest producentem, którego większość polskich raperów nigdy nie zdoła dogonić, wiadomo nie od dziś. Bitmejker już od dłuższego czasu szukał nowych rozwiązań, wydawało się, że uderzy w trap and bass, ale w obliczu konceptu Winiego stanęło na muzyce kościelnej. Ta w postaci oryginalnych, kościelnych organów oraz chórów została zgrabnie połączona z szeroko pojętym rapem. Cieszę się, że typowo trapowe werble są częścią składową i nie dostały monopolu na bębny na tym projekcie.

Płyta sakralna na uliczną modłę? To nie mogło skończyć się dobrze. O ile Matheo jest jedną z pierwszych, tak Sobota jedną z ostatnich osób, które powinny brać się za reinterpretację dekalogu. Postawmy sprawę jasno: jednostka, która nie widzi nic dziwnego w prowadzeniu takiego życia, jakie prezentowane jest na poprzednich albumach, przy równoczesnym posiadaniu tatuaży Jezusa na plecach oraz różańca na ręku, powinna zrozumieć, że jej przemyślenia na tematy religijne są gówno warte. A raczej ktoś powinien jej to przetłumaczyć, ponieważ robi szkodę zarówno sobie, jak i wierze. Jeżeli do takiego stanowiska nie przekonał was cały album, to powinno zrobić to "X. Przykazań Outro", w którym brakuje tylko "za dilerów". Bo "Za hiphop" padło.

Ocena subiektywna: 1/10
Ocena obiektywna: 5/10 + 1 za bity = 6/10


Continue reading →
18.12.2013

WdoWA - Listopad EP [2013]

14 komentarze

Największą wadą najlepszej polskiej raperki jest bez wątpienia nieregularność nagrywania koleinych albumów. 3,5 roku czekania, żeby dostać  krótkie, nawet nie półgodzinne EP?

Zapowiedzi nowej płyty miały miejsce już od dłuższego czasu. Sama WdoWA dość jednoznacznie opowiadała się za powrotem do klasycznego brzmienia. Do tego wielokrotnie wspominała na fb, że poszukuje bitów właśnie w takim klimacie. W końcu stanęło na tym, że producentem będzie Sir Michu, a mi zaświeciła się lampka: "po co się cofać?!".

Summa summarum do tego haniebnego kroku nie doszło,  a przynajmniej nie w stopniu zapowiadanym przez główną zainteresowaną. Za całość produkcji odpowiada stosunkowo mało znany, jednak bardzo wszechstronny producent z Ostrołęki. Fleczer, bo o nim mowa, pokazał, że 100 razy mniej lajków (niż jego współpracowniczka) absolutnie nie przekłada się na podobną różnicę w umiejętnościach.

Przede wszystkim bity nawiązują klimatem do tytułu projektu, a przy płycie koncepcyjnej jest niezwykle ważne, jeśli nie najważniejsze założenie. Nieco melancholijne, deszczowe, jednak przy tym niepozbawione pazura, który charakteryzuje osobę robiącą z nich użytek. Opis z "mini recenzji autorki": "Trudno sklasyfikować brzmienie "LISTOPAD EP", bowiem Fleczer potrafi wykorzystać sample i wkomponować między nie nowoczesne dźwięki." doskonale wyjaśnia tę kwestię. W pewnym stopniu jest to kontynuacja, czy raczej wersja beta dźwięków z "Superextra".

No właśnie. Z drugiej strony cały czas z tyłu głowy mam umiejętności Szoguna, które zaprezentowane zostały na albumie sprzed 3 lat. Jeżeli zestawimy ze sobą tych dwóch producentów, to wynik jest oczywisty: Fleczerowi sporo brakuje i poziom poprzedniego współpracownika Wdowy jeszcze przez jakiś czas nie będzie dla niego dostępny.

Jeżeli chodzi o reprezentantkę Alkopoligamii, to z pozycji mocno braggowych przeszła na obnażenie najskrytszych uczuć, którego wcześniej nie zwykła prezentować. Zamiast setek celnych linijek skierowanych w stada chujowych raperów, otrzymujemy wątki damsko-męskie, rozpaczliwe próby znalezienia chęci do podjęcia walki czy ogólną niechęć do świata,  a wszystko to podlane dużą dawką emocji i przepuszczone przez  gorzki, jesienny filtr. Nie znajdziemy tutaj zbędnego patosu, dlatego kupuję i doceniam koncept krążka, tylko z jednym małym "ale". Chodzi o utwór "Szczęście", który nieco odstaje od pozostałych (nie chodzi o klimat, a sam sposób napisania), którego zakończeniem jest pretensjonalny i infantylny, nadający się do jedynie do wycięcia monolog.

Na temat flow WdoWY napisałem już sporo, więc nie ma sensu powtarzać. Poza "umelodyjnieniem" partii refrenowych nic wielkiego się na tej płycie nie zmienia. Pamiętajmy jednak, że mówimy o raperce, która na luzie "zjada" 90% polskich wykonawców, a co za tym idzie - niewiele musi.

"Listopad EP" jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów pierwszej damy polskiego rapu. Jeżeli nie zaliczasz się do tego grona, a wcześniej nie mogłeś strawić trącących feminizmem tekstów, to również możesz poświęcić tej płycie dłuższą chwilę - zmiana treści  w stosunku do poprzednich albumów jest tutaj bardzo ważną, jeśli nie flagową, kwestią.

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 9/10



Continue reading →
10.12.2013

Rasmentalism - Za Młodzi Na Heroda [2013]

20 komentarze

Na takie płyty czeka się latami. Sytuacje, w których dobrze zapowiadającej się ekipie udaje się wykorzystać CAŁY swój potencjał zdarzają równie rzadko, co raperzy, na których Mes może w ogóle spojrzeć. Najczęściej gdzieś po drodze kończy się zajawka i co drugi wpis na ślizgu brzmi "mieli potencjał".

Po "Hotelu trzygwiazdkowym" byłem pewny, że Rasmentalism czeka taki sam los: niesamowite dyspozycje (zwłaszcza MC), dużo chęci i płyta roku w podziemiu, po czym równia pochyła do popłuczyn po najlepszych latach.  Na tegoroczny album nie czekałem do tego stopnia, że (praktycznie) darowałem sobie nawet single. Do sięgnięcia po płytę zachęcił mnie tytuł intra, po którym nie sposób było nie dać "Za młodym" szansy.

Godziny spędzonej z intrem, jak i kolejnej z całym albumem nie żałowałem do tego stopnia, że poświęciłem jej parę kolejnych dni. W tym roku taka sytuacja miała miejsce tylko przy okazji premiery "Serce bije w rytm". Przy czym płycie Gedza brakuje do dziś recenzowanej jednego-dwóch poziomów.

Kiedy spojrzymy na historię składu, z łatwością zauważymy, że to Ment miał znacznie, znacznie dłuższą drogę do pokonania. Po zeszłorocznym "MAUi WOW!E" prorokowałem, że Ras jest już za daleko i nie ma większych szans na to, żeby jego bitmejker osiągnął poziom reprezentowany na zeszłorocznej EP-ce. A jednak.

Nie będę po raz kolejny rozpisywał się o chemii MC-producent. Większość czytelników tego bloga powinna zdawać sobie sprawę, że Rasmentalism to jeden z lepiej "czujących" się nawzajem duetów. To było słychać już 5 lat temu i mimo ewolucji obu panów nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Zacznijmy od części wokalnej, ponieważ ta była względnie łatwiejsza do przewidzenia. Z pewnością pamiętacie moje zachwyty nad zeszłoroczną płytą Rasa i Torta. Forma tam prezentowana nie tylko została utrzymana, ale wręcz skoczyła do góry! W końcu "MAUi WOW!E" obracało się w jednym, bardzo ściśle określonym klimacie. "Za młodzi" jest płytą znacznie bardziej przekrojową (zarówno muzycznie, jak i (chociaż mniej) tematycznie), jednak nie jest to problemem.

Na tym albumie Ras prezentuje się jako dojrzały i w pełni ukształtowany raper. Zarówno w jego zwrotkach, jak i sposobie ich kładzenia ich na bit nie ma miejsca na choćby jedno przypadkowe słowo czy moment. Wszystko, ale to dosłownie wszystko, od pierwszego do ostatniego numeru miało wyglądać właśnie w ten sposób. Nie są to "Duże Rzeczy", gdzie zdarzało się pogubić, nie jest to jednostajna "Dobra Muzyka Ładne Życie". To jest po prostu nowa jakość, w której operowanie głosem weszło na nowy poziom.

Nieco mniej poziomów miała do pokonania warstwa liryczna, jednak i ona nie tylko wróciła na właściwe tory, ale również została poprawiona. To jest "Dobra Muzyka Ładne Życie" poprawiona o wszystko, co dało się tam poprawić. Niby skupia się wokół tego "Ładnego Życia" (a raczej drogi do niego) ubranego w mistrzowskie gierki słowne, ale nie uświadczymy tutaj monotonni. Ktoś powie, że to wszystko już słyszeliśmy. Jakby złożyć do kupy wszystkie albumy Rasa i wyciągnęli z nich samą treść, jest to po części prawdą. Jednak tam czegoś brakowało, w przeciwieństwie do tego projektu. Problem "powtarzalności" zacznie się dopiero przy okazji tworzenia kolejnego albumu.

Jak wspominałem wcześniej: większym zaskoczeniem jest Ment. Od cięcia znanych sampli przez kakofonię doszedł do poziomu producenta w pełnym tego słowa znaczeniu. Wprawdzie dość mocno wspieranego  przez klawisze Torta (7 na 15 numerów), jednak wcale nie umniejsza to poziomowi podkładów, które usłyszymy na tym krążku. Właśnie takie bity powinny definiować rap 2013 roku: zamiast odchodzić od sampli lepiej je wzbogacać, upiększać i aranżować na 1000 sposobów.

Taki zamysł było słychać u Menta już od dawna, jednak dopiero na "Za młodych" wszystko zaskoczyło i brzmi tak, jak w założeniach, a nie tak, jak wyszło. Bez względu na to, czy podkłady są skrajnie energiczne ("Perwoll Vanish",  "OFF", "Niebomby"), czy raczej leniwie płyną w tle ("Buty z betonu", "9 żyć", "Gdzie jest M?") - zawsze zestawienie poszczególnych elementów daje piorunujący efekt i nie ma tutaj mowy o "przeładowaniu", na które tak dużo osób się upiera. Z jednej strony krążek jest spójny muzycznie, z drugiej rozpisywanie się nad szczegółami bitów zajęłoby kolejne 2 recenzje. Wzięcie na warsztat konkretnego bitu jest kompletnie niereprezentatywne.

W tej całej zajebistości minusem pozostają featuringi, czyli pięta achillesowa Rasmentalismu. Paulo Coeolho polskiego rapu i jego antyflow to naprawdę ostatnie, co chciałoby się usłyszeć na takim albumie. VNM ściągnął poziom liryczny na samo dno i przez całą swoją zwrotkę konsekwentnie szorował nim po mule. Trochę wyrównuje to flow, jednak nie do końca. Spinache już dawno powinien zakończyć karierę. Małpa od biedy może zostać, podobnie jak bekowa zwrotka Menta, która dopełnia koncept kawałka.

Gdyby występów gościnnych było więcej, to byłbym zmuszony obniżyć ocenę. W związku z tym, że realnie złe (od A do Z) zwrotki dali jedynie Eldo i Spinache, nie muszę tego robić. "Za młodzi na Heroda" (swoją drogą mistrzowski followup!) to kwintesencja ramsnetalismowego stylu, dobrej muzyki, ładnego życia i świetnych linijek. To pełne wykorzystanie potencjału, który drzemał w tej dwójce. Płyta praktycznie bez słabego punktu, w perspektywie czasu prognozowany klasyk. I na 99% (nie wierzę, że schaboszczak Sokół da coś sensownego) płyta roku. Pokłony.

Ocena subiektywna: 9/10

Ocena obiektywna: 10/10


Continue reading →
08.12.2013

PRO8L3M - C30-C39 EP [2013]

15 komentarze

Okazuje się, że w polskim podziemiu jeszcze nie wszystko stracone i nadal jest miejsce na świeżość przez duże Ś. PRO8L3M to największe zaskoczenie nie tylko tego roku, ale kilku ostatnich lat.

W skład osobliwego duetu wchodzą Oskar oraz znany skądinąd Steez. Podział ról raczej dla nikogo nie jest zaskoczeniem : pierwszy to MC, drugi odpowiada za podkłady. EP-ka jest tak nieszablonowa, że niezwykle ciężko jest opisać oba z tych obszarów.

Zacznijmy od bitów, które są piękną syntezą old- i new- schoolu. Ciekawe i rozbudowane aranże przenoszą nas od zakurzonego klimatu, przez sampling, syntetykę i trapowe perkusje po elektronikę. Wszystkie podkłady wymykają się znanym nam schematom i brzmią naprawdę niebanalnie.

Część wokalna to jeden z najbardziej stylowych offbeatów, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Momentami wydaje się, że to proste niechlujstwo jest efektem braku umiejętności, jednak po kilkunastu przesłuchaniach uważam, że coś w tym jest. Niespodziewane przyśpieszenia i łamanie wersów to na tym albumie chleb powszedni.

Tekstowo otrzymujemy standardowy, uliczny zestaw: ziomki, melanże, dupeczki,  frajerzy. Tutaj nie jestem już tak rozentuzjazmowany, jak w przypadku nawijki: poziom można byłoby podnieść, nawet, jeżeli to "tak miało być". Momentami chaotyczność jest nie do ogarnięcia i po prostu trudno się słucha.

W pierwszym akapicie pisałem o odkryciu ostatnich kilku lat. W ostatnim chciałbym zostawić sobie furtkę: niestety, ale nie mam pewności, czy aby na pewno Oskar jest takim talentem, czy raczej czymś zupełnie przeciwnym. Na "C30-C39" są momenty, w których ciężko uwierzyć, że to jakiś większy zamysł wirtuoza.

Z drugiej strony nie jest ich aż tyle, żeby przekreślać całą płytę. Jeżeli faktycznie taki był pomysł, to biję pokłony. Jeżeli "tak wyszło" to również chylę czoła, jednak w nieco ograniczonym zakresie. Natomiast jeśli Oskar jest rapowym beztalenciem to w poszukiwaniu świeżości w polskim rapie dałem się nabrać i beka ze mnie.

Ocena subiektywna: 10/10
Ocena obiektywna: 8/10



Continue reading →
04.12.2013

B.R.O - Memory Line EP [2013]

11 komentarze

B.R.O niezrażony fatalnymi opiniami nie daje nam od siebie odetchnąć i zamiast zastanowić się co z nim jest nie tak, po 10 miesiącach wydaje kolejną płytę.

Przyzwoity człowiek po przeczytaniu fatalnych opinii o albumie, nad którym pracował 2 lata, albo daje sobie spokój, albo co najmniej długi urlop. To prawo nie dotyczy naszego magistra gimbusa, który musiał podzielić się z nami kolejną porcją życiowych mądrości.

"Memory Line" to swoista errata do "High School". Czy lepsza? Może miejscami, jednak te plusy szybko są niwelowane przez namolne fałszowanie. Kolejny nasłuchał się Muzykalnych Murzynów i myśli, że też umie śpiewać. Nie kurwa, nie umiesz.

Głębokość tekstów pozostała (w większości) na niezmienionym poziomie. Niby są zapewnienia o tym, że dorósł, jednak zaraz później wjeżdża (śpiewany) refren:
Życie każe nam biec, uciekamy gdzieś,
Zanim spadnie deszcz, zanim spadnie deszcz,
W oczach ludzi ten stres daje setki łez,
Zanim spadnie deszcz, zanim spadnie deszcz,
Mówię Stop, koniec już,
Ostry ton, mocnych słów,
Mam tego dość, sam wiesz jak jest,
Więc zróbmy coś, zanim spadnie deszcz.
a ja rozpaczliwie poszukuję przycisku "wycisz" w celu zakończenia tortur, którym zostałem poddany wbrew swojej woli.

Znajdzie się również coś dla fanów panczy o wypiętrzeniu się jak góry podczas orogenezy. Jak informuje gospodarz: "praca w grupie idzie szybciej, taki przesąd / jednak nawet 9 kobiet nie urodzi dziecka w 1 miesiąc".  Pomyśleć, że 23 lata żyłem w błędzie!

Nie chce mi się zagłębiać w każdy osobny tekst, ale entuzjaści banałów powinni być usatysfakcjonowani niezwykle odkrywczym "Wiara, nadzieja, miłość" oraz narzekaniem na permanentną inwigilację przez typa, który nagrywa video bloga.

Nie zmieniło się również flow, za to wjechały trapowe instrumentale, do których B.R.O po prostu nie ma głosu. Równie dobrze bokser z kategorii słomkowej może walczyć z mistrzem ciężkiej i efekt będzie podobny: ten drugi będzie stał, a pierwszy będzie odbijał się od niego, rozpaczliwie próbując coś zdziałać. Tak właśnie wygląda walka Magistra Gimbusa z trapami.

Na 12 numerów zaledwie 5 jest opartych na autorskich podkładach. Dlatego tę część mogę ocenić tylko jednym zdaniem: kto to kurwa nazwał EP zamiast mixtejp?!

Bardzo cieszę się, że B.R.O ostatecznie udowodnił, iż jest raperem jednego numeru i mentalnym gimbusem, którego nikt (poza jego dziewczyną i EKIPĄ) nie ma ochoty słuchać. Nie ściągajcie, nie kupujcie, odlajkujcie tego typa i wszyscy razem o nim zapomnijmy. Im szybciej, tym lepiej.

Ocena subiektywna: 0/10
Ocena obiektywna: 2/10



Continue reading →
02.12.2013

VNM - ProPejn [2013]

29 komentarze

Jeżeli progres wrażliwości muzycznej VNM-a nie przyśpieszy i zamiast pełznąć nie zacznie galopować, to elbląski raper przejdzie do historii jako najbardziej niewykorzystany potencjał w historii polskiego rapu.

Droga Venoma  trwa już 10 lat. To dekada, podczas której co się czegoś nauczy to natychmiastowo musi od tego odejść, bo na horyzoncie jest już nowa zabawka. Najpierw nie umiał rapować, kiedy się nauczył postanowił przejść na nowsze bity, na których powrócił do marnej jakości wokalu. Kiedy już poskromił niuskul, zachciało mu się przyśpieszać, przez co znowu wszystko leżało. Kiedy już nauczył się przyśpieszać postanowił jeszcze podkręcić tempo, przez co przyśpieszenia na "ProPejn" brzmią jak



Do tego dochodzi psychofaństwo wobec Drake'a i J. Cole'a, dzięki któremu mamy (nie)wątpliwą przyjemność posłuchać przykładów fałszowania wychodzących poza skalę Sing Starra.

Mógłbym pisać, że jak V poprawi te elementy to naprawdę rozjebie, ale ja w to po prostu nie wierzę. Jak już kurwa przestanie jeść zapiekanki na Zawiszy xD (pewnie popijane cytrynówką XDDD) i wybierze się na te lekcje śpiewu, to pewnie wymyśli, że skoro J.Cole produkuje sobie bity, to on też może. W efekcie otrzymamy płytę z podkładami, przy których warstwa muzyczna "Alfy i Omegi" Fokusa będzie prawdziwą wirtuozerią. Gdzieś przy końcu tej wyliczanki pojawi się nawijanie na wspak po chińsku z ukrytym przekazem, do którego odkodowania będzie potrzebna enigma. Zanim to dopracuje i tak zakończy karierę, bo będzie za stary na nawijanie.

I to jest właśnie swoisty Syndrom VNM-a: bez ugruntowania jednej pozycji przechodzi na kolejne, jakby był kurwa jakimś królem (zresztą sam o sobie ma takie mniemanie). Nie, nie jest  żadnym królem, jest raperem, który mimo potencjału na rozjebanie sceny nie nagrał ANI JEDNEJ NAPRAWDĘ DOBREJ PŁYTY. Oczywiście nasz książę i jego poplecznicy, z których mam zresztą niesamowitą bekę, są odporni na tę krytykę. Bo PRZECIEŻ VNM KRÓL WYPRZEDZIŁ SCENĘ O 100 LAT. Nieważne, że to wszystko jest niedorobione jak polskie drogi, a w Stanach było 10 lat temu. Najważniejsze, że hajs się zgadza.

Druga kwestia to super-głębokie teksty, za które V bierze się z uporem maniaka. Chuj, że to zupełnie do niego nie pasuje, że nigdy nie dogoni na tej płaszczyźnie nawet Blefa sprzed 10 (!!!) lat, że kurwa ma zero wyczucia do operowania słowem w takim klimacie. To wszystko jest nieważne, klapki na oczy są założone i jedziemy, bo tak się ujebało w bani. Przecież słysząc z ust kogoś takiego:


wersy "ale to gdy zasłonimy atłasowe kotary", to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Takich quasigłębokich tekstów na "ProPejnie" jest dużo za dużo. Doskonałym przykładem jest track "Zapiekanki", który miał być tak bardzo rozkminkowy, a wyszedł tak bardzo sztuczny.

Przy numerze o tych nieszczęsnych zapiekankach uwydatnia się kolejna wada, która z pewnością ma coś wspólnego z nagrywaniem na odpierdol: chujowy, kwadratowy schemat pisania numerów. Czyli połączymy wszystkie zwrotki ostatnim wersem i hehe jesteśmy wielkimi wirtuozami hehe chuj, że przewidywalne to jak wynik kolejnych eliminacji naszej futbolowej reprezentacji.

Sumując te wszystkie wady okazuje się, że na 13 tracków mamy jeden numer, w którym naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Jest to rzecz jasna "Szempejn Papyn", czyli bit idealnie współgrający z VNM-em, tekst bez ą, ę, och i ach, wszystko położone kosmicznym flow i bez zaplucia całej kabiny. Tylko jeden utwór to nieco za mało. Jest jeszcze "Zawda 2k13", na której doskonale widać stopień progresu, jednak tam wszystko psuje nijaki Flojd aka noskill^3.

Reszta ma większe albo większe mankamenty, o których wspomniałem wcześniej. Owszem, bity SoDrumatica ratują, ale VNM w tej swojej twórczej nirvanie jest zbyt pretensjonalny, żeby ignorować jego infantylne opowiastki o tym jak zdał maturę, albo mądrości życiowe 28-latka głoszące, że schodzenie się z ex jest bezsensu. Na nieco dłuższej płycie bankowo usłyszelibyśmy o tym, żeby nie przebiegać przed nadjeżdżającym pociągiem, albo że od szlugów można dostać raka płuc. Przy dwupłytówce dowiedzielibyśmy się, że obiad lepiej smakuje ciepły, a w zimę należy zakładać czapkę.

Jak wspomniałem wyżej: bity ratują, ale niezwykle ciężko jest je ocenić abstrahując od pozostałych części. Niemniej słysząc TAKIE produkcje należy się do tego zmusić, ponieważ naprawdę jest co doceniać. SoDrumatic po raz kolejny potwierdził, że jest producentem klasy światowej w pełnym tego słowa znaczeniu. Rozpiętość klimatów jest tu dość spora, mimo tego każdy jeden bit jest prawdziwym majstersztykiem: czy jest to samplowanie, czy surowa syntetyczność, czy szybsze, czy wolniejsze tempo, czy bengery, czy nieco głębsze, rozkminkow brzmienie. Wszystko to są podkłady pierwszego sortu, których aż szkoda, że zostały w większości zmarnowane.

Gdyby na scenie nie było Pezeta, Mesa czy Ciecha to może i mógłym powiedzieć, że nikt nie jest idealny. Jednak VNM dalej udaje, że będąc typem po zawodówce nagle będzie robił doktorat - tak mniej więcej można porównać jego kwalifikacje do tego, co próbuje uskuteczniać na majku. Ja dziadostwu mówię nie, dzieciaki dalej wkręcają sobie, że przyszło im obcować z kimś nadzwyczajnym. Nie, nie przyszło. Gdyby nie "Szampejn Papyn" to napisałbym, że nierówność "Zrób to" > ProPejn jest prawdziwa.

Ocena subiektywna 5/10

Ocena obiektywna 6/10 + 1 za bity = 7/10


Continue reading →

Kategorie