31.03.2013

Lilu & DjDBT - Naturalna Kolej Rzeczy MIXTAPE [2013]

12 komentarze

Można powiedzieć, że "rzut okiem" został stworzony właśnie do takich materiałów. Krótkich, luźnych i nastawionych przede wszystkim na zabawę zarówno formą, jak i treścią.

"Naturalna kolej rzeczy" to rozgrzewka przed "Outro", czyli właściwą płytą Lilu. Forma, którą na niej prezentuje rokuje całkiem nieźle: tutaj sobie podśpiewa o miłości, tam klasycznie zarapuje o dobrym życiu, w międzyczasie przyśpieszy, przeplecie to pięknie zaśpiewanym refrenem, czyniąc wszystko z tak niesamowitą lekkością, że nawet braggowe wersy nie ociekają standardową pretensjonalnością.

Nie trzeba być bystrzakiem, żeby zauważyć bardzo dużą częstotliwość zbieżności oryginalnego tekstu z wykonaniem Lilu, o czym zresztą sama pisze na stronie, z której można pobrać mixtejp. Broń Boże nie jest to minusem: taka konwencja została przyjęta i napisane z niesamowitym wyczuciem parafrazy oryginałów nie pozostawiają ani grama niesmaku czy sztampy.

Na płycie bez trudu odnajdziemy również obiecaną "świetną selekcję". Przekrój  bitów jest jest naprawdę spory. Usłyszymy tutaj zarówno bity z płyt Taliba i De La Soul, jak i Swizza czy Timbalanda.

Wypada również odnotować rolę DJ-a, bez którego żaden mixtejp nie miałby racji bytu. Nie trudno się domyślić, że zrobił to, co do niego należało, na dobrym poziomie. Rozwodzenie się nad nad skreczami czy mixem ma sens porównywalny z wymyślaniem na nowo koła.

Za ten projekt duet otrzymuje dużego plusa. Ja zaś życzyłbym słuchaczom większej ilości takich materiałów. Niech kultura mixtejpów - nawet, jeśli w małym wymiarze - na stałe zagości na rodzimym podwórku. W końcu jest to zupełnie inny twór, na który również jest miejsce na scenie. Nie zamiast, a obok pełnoprawnych LP.

7/9


Continue reading →
30.03.2013

Pezet - Muzyka Emocjonalna EP [2009]

17 komentarze

Ten album to swoista rysa na szkle niezłej dyskografii najpopularniejszego polskiego rapera. Gdyby nie ten żenujący zapis szaleńczo-depresyjnych stanów rapera, to dalej moglibyśmy mówić "Pezet nigdy nie wydał słabej płyty" (Radio możemy uznać za przeciętną). Tak się jednak nie stało, zaś Emocjonalna splamiła dobre imię płyt, których tytuł zawierał rzeczownik "muzyka".

Szkoda, ponieważ "muzyki" jako trio miały szansę na zapisanie się złotymi zgłoskami w annałach polskiego hiphopu. Po dołączeniu do ekipy najmłodszej siostry i przekształceniu w kwartet, nawet ich liczne i niepodważalne plusy nie były w stanie zatuszować niedoskonałości, a raczej ułomności bękarta.

Warto zaznaczyć, że jeszcze przed premierą nic nie wskazywało na taki obrót spraw. Enigmatyczna strona o adresie zbieżnym z nazwą płyty oferowała nam możliwość przystąpienia do bliżej nieokreślonego projektu, którego szczegóły zostaną podane zaraz po tym, jak skończy się odliczanie na umieszczonym tam bannerze.

W momencie, w którym uzbierano 5000 osób zainteresowanych inicjatywą, do słuchaczy zostały wysłane maile, w których oferowana była możliwość zakupu płyty "Muzyka Emocjonalna". Oczywiście w ciemno. Wcześniej (głównie przez to, że podkład od tego numeru grał w tle strony) można było odnieść wrażenie, że będzie to płyta klimatem zbliżona do utworu "W moim świecie" na bicie Ajrona, który latał po sieci jako luźny track/zapowiedź albumu z tym producentem.

Ostatecznie na właściwą płytę składa się 9 utworów, w tym remixy wspomnianego wcześniej "W moim świecie" oraz "Noc i dzień" z poprzedniego albumu rapera. Ich obecność nie jest przypadkowa, podobnie jak kolejność utworów. Cała tracklista opowiada "historię pewnej miłości", która ostatecznie kończy się happy endem.

Pezet zawsze miał skłonności do takich płaczliwych tekstów ("Nie jestem dawno", "Dziś"), ale tutaj przeszedł samego siebie. Festiwal lamentu, który urządza nam od 3. do 8. utworu, z apogeum w "Spadam", jest po prostu żenujący i nie przystoi prawie 30-sto letniemu facetowi. Ba, w przypadku wypuszczenia takich utworów przez gimnazjalistę wszyscy zrywalibyśmy boki ze śmiechu. Wszyscy, oprócz Jana Pawła.

Wykonanie również pozostawia wiele do życzenia. Treść narzuciła formę (przynajmniej miejscowej) melorecytacji, która nie wyszła najlepiej. Dla porównania możemy odpalić np. numer zamykający wydane w tym samym roku "Dwuznacznie", w którym to również pojawia się recytacja. Różnica poziomów mimo, że nie ogromna, to jednak jest dość spora.

Do części rapowanych nie mam większych zastrzeżeń, w końcu Pezet nawija nie od wczoraj i tutaj również tego nie zapomniał, jak się to robi. Niestety, ale do dziś nie mam pojęcia po co ten autotune, który pasuje tutaj jak pięść do nosa. Czyżby za dużo Kayne Westa?

O oprawę muzyczną zadbał (ś.p.) Zjawin. W przeciwieństwie do kompana, on ze swojej pracy wywiązał się wyśmienicie i jeżeli ktoś chciałby podjąć próbę obrony tego albumu, to jest to jedyna możliwa linia. Aczkolwiek też nie do końca, ponieważ spójność klimatu kolejnych podkładów jest nieco przesadzona i poza 7. i 9. utworem niebezpiecznie ociera się o zlewanie w całość.

Jeżeli można mówić (a jestem przekonany, że tak), o jakimś zjawinowym sznycie, to z pewnością jest on obecny na tym albumie. Klimat, jaki udało mu się zbudować jest naprawdę nieziemski i nasuwa skojarzenie z "808s & Heartbreak". Futurystyczne dźwięki, przeplatane w niektórych miejscach elektroniką, do tego ciekawie zaaranżowane - mniam. Zmiana następuje przy "Nieważne", które (nie tylko za sprawą refrenu) ociera się o stylistykę country. 

Reasumując: żałosne nieporozumienie, czyli muzyka emo-płaczków ukrywająca się pod eufemizmem "emocjonalna" powinno skończyć na śmietniku historii. Patrząc na środowisko (nie mylić z niedzielnymi fanami) - właśnie jesteśmy świadkami spełniania się tego życzenia. Mam nadzieję, że sam Pezet również wyciągnął wnioski i więcej nie będzie serwował nam ekshibicjonizmu emocjonalnego wątpliwej jakości.

2/10


Continue reading →
29.03.2013

Hary - Jeśli my tego nie zniszczymy, nikt tego nie zniszczy [2013]

12 komentarze


To jedna z tych płyt, które sprawdziłem z powodu poleceń w komentarzach. Po szybkim researchu dowiedziałem się, że album trwa raptem 27 minut, dlatego uznałem, że ewentualnie stracę niewiele.

Czasu spędzonego z najnowszym wydawnictwem Harego nie rozpatruję w tych kategoriach. Niemniej mierzi poczucie niedosytu i niewykorzystanego potencjału, pojawiające tuż po zakończeniu odsłuchu.

Objawia się ono we wszystkim (teksty, bity, flow, podkłady) niemal po równo. Na całej płycie stanowczo za dużo wersów o dupeczkach - te pojawiają się zarówno w utworach stricte o nich (których nota bene jest za dużo), jak i w pozostałych. Ponadto mimo ocierania się o różne rozkminki cechuje je luz, który do Harego po prostu pasuje.

W sieci czytam, że na tym albumie usłyszymy "mega podkłady". Poza "Murem" i "Zielonymi jabłkami" są to zwykłe, samplowane bity, które z przymiotnikiem użytym w powyższym cytacie nie mają nic wspólnego. Są po prostu dobre, zaś dwa wymienione w poprzednim zdaniu - nieco lepsze (ale nadal to nic wielkiego).

Flow od pierwszego do ostatniego utworu przemieszcza się po sinusoidzie, na której napotyka: dobre płynięcie, fatalne przyśpieszenia, seplenienie, ładne podśpiewywanie. Strasznie nierówno.

Po wrzuceniu tych wszystkich elementów do tygla otrzymujemy obraz jeżeli nie kopi, to na pewno mocnej inspiracji Mesem. Niemniej widzę tutaj potencjał, na który będę liczył w przyszłości. Póki co oceniam "Jeśli my tego nie zniszczymy, nikt tego nie zniszczy".

5,5/10



Continue reading →
28.03.2013

Sokół i dorabianie ideologii do sukcesu "Czystej brudnej prawdy"

34 komentarze


Niestandardowy wpis, jednak po przeczytaniu statusu Sokoła zagotowało się we mnie. Chodzi o wpis, który możemy znaleźć pod tym linkiem, pro forma cytuję go również tutaj:

"Przypomniała mi się dzisiaj notatka jaką napisałem dzień po premierze płyty Czysta Brudna Prawda znajdziecie ją poniżej https://www.facebook.com/notes/sokół-i-marysia-starosta/niezależnie/193545350692453 od tamtej pory wiele się zmieniło. Niby nadal nie wiemy, czy traktować ten album jak sukces, bo w 40 milionowym kraju sprzedaż około 30 tysięcy płyt to sukces średni, z drugiej strony, to daje nam niebawem status platynowej płyty, nie nabitej na podwójnych, potrójnych ani poczwórnych wydaniach (tylko 1000 limitowanych płyt w preorderze była podwójna), ale realnie sprzedanych na kasach w oficjalnej dystrybucji przez duże sklepy. Po tej płycie media zainteresowały się nami mocniej, sam zacząłem prowadzić program w radio Roxy (już go nie prowadzę), potem dostałem propozycję doradzania i prowadzenia programu w Rbl.tv (od kwietnia na antenie), propozycje pisania felietonów (na razie nie przyjąłem), użyczyłem głosu w reklamie (niebawem w tv), mogłem zrealizować dziecięce zajawki o bawieniu się najnowszym sprzętem za friko (Kozackie Sprzęty), dostaliśmy z Marysią mnóstwo gościnnych zaproszeń do kawałków (dziękujemy za wszystkie i przepraszamy tych, którym musieliśmy z braku czasu i weny odmówić), tak więc podsumowując wiele się działo. Teraz nieubłaganie nadchodzi czas nowej płyty, o której będziemy Was coraz częściej informować. Mamy nadzieję, że uda nam się ją wydać we wrześniu. Mamy zajebistych producentów, niewielu, ale mocnych gości i jak zwykle zupełnie niezależne podejście. Jak zwykle możemy Wam obiecać, że nie tego się spodziewacie, że nie będzie to powtórka i że będzie wielu hejterów. I ponownie obiecuję, że nie będzie choinki z logotypów partnerów prasowych, sponsorów i firm odzieżowych. Jedno logo: Prosto w zupełności wystarcza."

Tak jak zazwyczaj Sokół jest ostoją normalności i na wszystko potrafi spojrzeć na chłodno, tak tutaj pierdoli i to strasznie. Z podkreśleniem strasznie. Parafrazując Rasa, jego ego każące dorabiać ideologię do rzekomego odniesienia sukcesu "bez logotypów, sponsorów, partnerów" w tym momencie pozdrawia stewardessy w samolocie lecącym do USA.

Otóż panie Wojtku, fakty  są zgoła inne: płyta odniosła sukces dlatego, że na ten sukces pracowałeś przez 15 lat. 15 lat, przez które wszyscy czekali na solo Sokoła, którym de facto jest ten album. Czekali, czekali i się doczekali, więc popędzili do sklepów. Płyta odniosła sukces dlatego, że jej premiera zbiegła się z drugą falą popularności rapu w Polsce i jest to niepodważalny fakt. Wreszcie płyta odniosła sukces, ponieważ "niekomercyjność też ma wartość komercyjną"! To jest tak widoczne, że czuję się dziwnie pisząc takie oczywistości.

Podobnie jest z opcją "zainteresowania" przez media. Zainteresowały się z prostego względu: moda na rap wróciła, więc MUSIAŁY kogoś przygarnąć. Oczywistością jest, że najpierw uderzyły do raperów, którzy mają poważniejszy fejm (Pezet, donGURALesko), a nie do debiutantów, których musiałyby wylansować. Tak wzięły sobie gotowy produkt i hajs się zgadza. Nie twierdzę, że to złe, ale nie wierzę, że słuchacze i PRZEDE WSZYSTKIM raperzy tego nie widzą. Całkiem prawdopodobną jest również hipoteza mówiąca, że czekano aż będzie można "wynająć" samego Sokoła, bez mniej wyględnego Jędkera.

Proponuję takim samym sposobem wydać płytę debiutanta. Stawiam wszystkie pieniądze, że zginie w morzu  materiałów, które obecnie mają premiery miesiąc w miesiąc, tydzień w tydzień. Pardon, czyżby taka sytuacja miała już miejsce? I to w PROSTO? Zatem czemu nie przetacza się przykładu koncertowo zignorowanej przez niemal wszystkich płyty Parzela i Siwersa? Przecież "jedno logo: Prosto w zupełności wystarcza". Jak widać niekoniecznie. Wygląda na to, że założyciel największej hiphopowej wytwórni w kraju również jest wyznawcą znanego cytatu: "Jeśli fakty przeczą teorii tym gorzej dla faktów". Taka właśnie jest - nomen omen - czysta brudna prawda.



P.S. Standardowy wpis oraz odpowiedzi na komentarze - jeszcze dziś, ale później.

Continue reading →
24.03.2013

Pezet - Radio Pezet prod. Sidney Polak [2012] - ERRATA

30 komentarze


Fanfary, oklaski, tort, balony. Za żadną recenzję wcześniej (ani później) nie przyjąłem na klatę takich hejtów, jak za słynne już "Radio Pezet". Link do tamtej recenzji znajduje się tu, ja zaś pozwoliłem sobie na małą erratę do wpisu sprzed 7 miesięcy (jak ten czas leci!).

Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie, czy w ogóle jest co rewidować. Przypomnijmy, że ocena, którą wystawiłem najnowszej solówce Pezeta to 7/10. Tak kurwa, 7. Założenia jakie przyjąłem przy zakładaniu bloga nakazują podnoszenie oceny w przypadku wyróżniania się któregoś z elementów składowych konkretnej produkcji. Może być to: flow, bity, teksty, a także szeroko pojęty klimat.

Pod względem tego pierwszego PZU pokazał na tym albumie klasę i myślę, że jest to fakt, nad którym niepotrzebne są zbędne dywagacje. Wszystkie utwory zostały zarapowane na najwyższym możliwym poziomie, bez najmniejszego potknięcia. Szczególnie polecam zwrócenie uwagi na to, że gospodarz nie dał się zjeść ani jednemu podkładowi. A n i    j e d n e m u. Nie wiem konkretnie ilu, ale z pewnością niewielu innych raperów z Polski dałoby radę nie zatonąć w podkładach od "Rock'N'Roll" czy "Slang 2".

Pomijając kwestie fatalnego masteru, to nawet Mes pod koniec swojej zwrotki ledwo dawał radę trzymać bit za mordę. Jan Paweł tego problemu nie ma w żadnym momencie płyty i stąd ocena została podniesiona nie o pół, a całe oczko.

Jedna kwestia została wyjaśniona, przejdźmy więc do kolejnej: teksty. Wielu zarzuca Pezetowi monotematyczność. Dla każdego, kto jest zapoznany z jego dyskografią jest to oczywistą bzdurą. Owszem,  za dużo tutaj szlugów i ich wszystkich istniejących synonimów. Jest też  więcej, niż na poprzednich płytach wpadek typu catwoman, ale poza utworem z Bednarkiem fatalnego tekstu nie uświadczymy Jest parę średniaków, ale jest to mniejszość. Teoretycznie temu albumowi blisko jest do "Muzyki Rozrywkowej", ale ta ma zupełnie inny wydźwięk! Na krążku z 2007 roku usłyszymy zaprezentowany skrajnie hedonistyczny punkt widzenia człowieka, który (parafrazując) chciałby codziennie z żoną jeść śniadania. Wprawdzie nie jest to możliwe, jednak nie traci nadziei, że to tylko moment w jego życiu.

Wydźwięk "Radia" jest znacznie brutalniejszy i bardziej gorzki. Idealnym podsumowaniem jest zestawienie  utworu "Jak być szczęśliwym" z jednym z popremierowych wywiadów, w którym pada (znane) hasło "tylko kretyni są szczęśliwi". Jeżeli miałbym do czegoś porównywać, to bez wątpienia byłaby to płyta z Małolatem, która zresztą powstawała równolegle, więc jest to zrozumiałe. Narzekania pt. "to już było" również możemy wsadzić między bajki: mimo podobieństw, powtarzalności nie stwierdzono.

Największy problem mam z bitami. Mimo, że od września moja świadomość w kwestiach grime'owo - dubstepowych poszła znacznie do przodu, to nadal mam problem z inną linią obrony niż "mi się podoba". Ja od muzyki tego typu oczekuję pierdolnięcia, które tutaj otrzymuję. Oczywiście, są bity, nad których poziomem możemy dyskutować, ale w dalszym ciągu jest to mniejszość. Gitarowe wpadki rodem z radiowęzła szkolnego są przeze mnie potępione na starcie. Co dalej? Czy poza nimi na "Radiu" jest chociaż jeden podkład, o którym z miejsca powiemy "chujowy"? Nie. Jest za to parę bezdyskusyjnych, elektronicznych sztosów.

Reasumując: podtrzymuję ocenę 7/10 + 1 za flow. Jak wykazałem wyżej, 6 nie wchodzi tutaj w grę, ponieważ za duża część płyty broni się tak naprawdę sama. Degradowanie noty za pojedyncze słabe wersy/nagromadzenie pewnych wyrazów/jeden naprawdę słaby tekstowo numer jest nie do przyjęcia i miałoby niewiele wspólnego z jakąkolwiek rzetelnością.  Uważam, że jest to miarodajna ocena najsłabszej ze wszystkich dotychczasowych długogrających płyt Pawła Z Ursynowa. 7 + 1, nie 8.

P.S. Dla wszystkich zarzucających mi psychofaństwo wobec Pezeta - w tym tygodniu recenzja "Muzyki Emocjonalnej".

Continue reading →
23.03.2013

Video Blog vol. 2 - zbiórka pytań

74 komentarze

Dobra, z racji dużego popytu ogłaszam zbiórkę pytań do drugiego vbloga.

Pod względem długości nie przewiduję już takiego tasiemca jak wcześniej, zrobię również większą selekcję pytań. Trochę mam ich spisanych, ale dobrze by było, jakbyście je tutaj powtórzyli, żeby nic mi nie umknęło.

Zbiórka powiedzmy ten tydzień, nagranie po świętach. Deadline - 1 kwietnia.

I w ramach sprostowania - NIGDZIE NIE OBIECYWAŁEM żadnych video blogów co miesiąc. Jeżeli tak wywnioskowaliście z jakiejkolwiek z moich wypowiedzi, to jesteście w błędzie. Powiedziałem, że będę zbierał pytania i przy odpowiedniej ilości odpalał aparat. Nie było, nie ma i NIE BĘDZIE żadnej zasady co do odstępów czasowych od kolejnych nagrań.

To tak gwoli ścisłości, pozdrawiam.
Continue reading →

Vixen - Kontinuum [2012]

7 komentarze


Vixen rozpoczął swoją karierę w najgorszym możliwym momencie: kiedy wkręcałem się w rap z USA w stopniu niepozwalającym na propsowanie rzemieślników jego pokroju z Polski. Od tamtego momentu minęło już parę lat, jednak członek RPS Enterteyment mimo progresu nadal nie znalazł "tego czegoś".

Na początku ustalmy punkt wyjścia. Vixen beatmaker > Vixen raper. Tak było od zawsze i tak (niestety) jest nadal. Bynajmniej nie jest to komplement: bitom pomimo ich umiarkowanej syntetyczności nieco brakuje w kwestii aranżu: z podkładów niewątpliwie można było wyciągnąć więcej. To samo tyczy się bitów od pozostałych producentów.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że tekstowo jest to założony koncept dążenia do samorealizacji, sky's the limit itd., ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Na większej części albumu teksty przedstawiają historie "z życia wzięte" w nieznośnie prostolinijny sposób. Podejmowane są też próby ubrania ich bądź to w metafory, bądź w historie z "zaskakującą" puentą, jednak ich poziom jest mizerny.

Goście na płycie o takim wydźwięku są zbędni, nie rozumiem motywów ich zaproszenia. Radę dali tylko Bisz i Młody M, chociaż w kontekście konceptu równie dobrze mogłoby ich nie być.

Jedyne, do czego można się średnio przyczepić to oczywiście flow gospodarza. Vixen dobrze operuje głosem, potrafi podśpiewywać, doskonale przekazuje emocje. Na tym kończą się naprawdę mocne strony (już!) trzeciego legalnego wydawnictwa rapera z Czańca. Za mało na 2012.

5/10


Continue reading →
22.03.2013

Polskie Karate (Wyga, Igorilla, Metro, DJ Flip) - Polskie Karate [2013]

14 komentarze


Po zapoznaniu się z "Polskim karate" nie miałem najmniejszej chęci pisania o tym wydawnictwie. Ot, kolejna płyta, na której raperzy (Wyga) i producenci (Metro) z potencjałem przez nikogo nie zmuszani zakładają na głowę pętlę z przyczepionym do jej końca kamieniem w postaci słabych mc (Igorilla) i nie wiadomo co robiących w tym kolektywie DJ-ów (Flip) skaczą do wody.

Ostatecznie zdecydowałem się na popełnienie tego tekstu głównie z powodu nad wyraz pozytywnych recenzji. Mam tutaj na myśli oczywiście moje ulubione serwisy, czyli Popkiller i T-Mobile. To właśnie tam Polskie Karate otrzymało kolejno: 5-/6 i 8/10 (#radio pezet). Z właściwym sobie brakiem umiarkowania recenzenci obu tych portali popłynęli w swoich opiniach na mielizny przesadyzmu.

Naprawdę nie potrafię pojąć sensu zachwycania się płytą pod względem treści płaską jak naleśnik. Tak, takie było założenie, ale nie uważam, żeby zostało dobrze wypełnione. Najbardziej dobitnie podkreśla to fakt, że gospodarzom w ŻADNYM kawałku nie udało się choćby zbliżyć do poziomu zaprezentowanego w "W 3 dupy".

Uważam, że takie porównanie jest uprawnione, ponieważ lekki, chamski, bezczelny i beztroski klimat tekstów przewija się przez cały album, więc poszczególne tracki powinny równać do singla, który narobił apetytu na całą płytę. Tak się jednak nie dzieje. I nie chodzi nawet o Dwóch Sławów, którzy swoimi zwrotkami zjedli wszystkie pozostałe, a o gospodarzy, którzy zaprezentowali się tam znacznie lepiej, niż na pozostałej części projektu. Nie ma tragedii, ale jak widać poprzeczka została postawiona za wysoko.

Ten obraz nieco ratują wokalne popisy Jaśka, który wspaniale operując głosem prezentuje ekwilibrystyczne i ekspresyjne flow. Za to należy się plus. Szkoda, że zaraz później wahadło wraca do punktu wyjścia, ponieważ Igorilla mimo podejmowanych prób nie przystaje do Wygi nawet przez moment. Z jego flow nie ma katastrofy, ale przy tak dobrym koledze taki poziom po prostu nie przystoi.

Drugą mocną stroną projektu są oczywiście bity od mistrza Metro. Bezdyskusyjnym jest fakt, iż jest to obecnie czołówka polskich bitmejkerów. Fakt, który znajduje potwierdzenie również na tym albumie: piękne, funkowe sample ozdobione bogatymi aranżacjami przedzierają się na pierwszą linię walki i (choć nie w każdym przypadku) walczą o pozytywną ocenę projektu. W tym punkcie mogę zgodzić się z innymi recenzjami.

Całość wzbogacają skrecze i cuty Flipa. Dobrze, bo jestem fanem aktywnego udziału DJ-a na płycie. Poza cutami z freestyle'u Eldo nie ma się do czego przyczepić, ale również nad czym rozpływać. Prawda jest taka, bez niego ten album nie straciłby niemal nic.

Cieszę się, że po dość kiepsko przyjętej solówce Janek nie poddał się i działa dalej, ale kolegów mógłby dobierać nieco lepiej. To samo tyczy się Metro, którego klucza doboru współpracowników nie odgadnę chyba nigdy. Igorilla niech wraca do undergroundu, zaś Flip, który dostał się tutaj po plecach taty - do cutów z fristajlu Eldo.

7 + 0,5 za bity = 7,5/10


Continue reading →
20.03.2013

Skala ocen - garść wyjaśnień

9 komentarze


Jako, że nie chce mi się pod każdym wpisem tłumaczyć dlaczego ocena jest taka, a nie inna, dodałem w kolumnie po prawej skalę ocen wraz z opisami. Teraz powinno być wam łatwiej to dopasować. (Siódme okienko od góry licząc).

To powstało już jakiś czas temu, w odpowiedzi na zarzut, że moje oceny są losowe. Jak widzicie wcale nie są. Jeżeli uważacie, że coś można na niej poprawić - piszcie.


Skala Ocen

10 - ideał, płyta ponadczasowa, klasyk w dniu premiery. Płyta powinna wnosić coś nowego
9,5 - płyta niemal idealna, ale z paroma wadami, na które nie da się przymknąć oka. Tak jak wyżej, powinna wnosić coś nowego.
9 - maksymalna nota, jaką może dostać idealna płyta na znanych już wszystkim patentach. Doskonały przykład to "Co nie ma sobie równych" Zeusa.
8-8,5 - bardzo dobre płyty, z bardzo małymi wadami.
7-7,5 - całość raczej na plus, ale "żeby plusy nie przysłoniły wam minusów". Wady konieczne do wyeliminowania przy następnej produkcji
6-6,5 - typowa solidność. Ostatni próg słuchalności w całości. Jeżeli ktoś miał dobry pomysł i w 3/4 mu nie wyszedł, to również może tutaj trafić
5-5,5 - cienka linia, oczko wyżej zobowiązuje do reprezentowania pewnego poziomu, oczko niżej to już słabość. Płyty "pół na pół", bądź z niewykorzystanym potencjałem.
4-4,5 - płyty generalnie słabe, ale z paroma dobrymi momentami, które rokują na lepszą przyszłość.
3-3,5 - kiepskie produkcje z pojedynczymi przebłyskami w obojętnie jakiej formie. Raczej nieprzyszłościowe.
2-2,5 - najczęściej chujowizna na w miarę dobrych bitach, składanki z 1-2-3 dobrymi utworami, jeden przebłysk.
0,5-1,5 - najgorsze z możliwych, brak możliwości przesłuchania do końca (mimo szczerych chęci), słuchanie grozi chorobą i zniechęceniem do rapu.
Continue reading →

O.S.T.R. & Hades - HAOS [2013]

25 komentarze


"To wspaniałe uczucie, gdy słyszy się spotkanie dwóch wybitnych raperów, nawzajem na siebie wpływających, a nie rywalizujących ze sobą." Tak zdaniem jednego z dwóch wydawców można opisać płytę "HAOS". W takim samym stopniu miałby się z prawdą sprzedawca, który opisałby cebulacką meblościankę jako wybitne dzieło architektury modernistycznej przełomu lat '80 i '90.

Chcąc nie chcąc taka kooperacja się wydarzyła, a z racji pozycji zajmowanej na scenie przez obu Panów nie sposób jej przegapić. Dodatkową zachętą była bardzo dobra solówka Hadesa z 2011 roku, oraz forma O.S.T.R.-a z Tabasko, gdzie Adam nie męczył jak na kilku poprzednich płytach.

Wszystko to okazało się nadmiernym optymizmem, w końcu obaj raperzy już wcześniej mieli na swoim koncie co najmniej po parę sucharów-klasyków, które zapisały się złotymi zgłoskami w annałach polskiego hip hopu.

Ten trend bezwstydnie jest kontynuowany na "HAOS-ie". Pod koniec odsłuchu nie miałem już siły spisywać coraz to głupszych linijek. Całość przypominała raczej swoisty pojedynek pt. "kto rzuci głupszy wers". 

Konfrontacja zakończyła się remisem, ponieważ obie strony szły łeb w łeb. Podczas, gdy Ostry dzieli się z nami mądrościami typu: "głodnemu chleb na myśli / grubemu chujem w twarz", czy " śmierdzą gównem jakby siadać dupskiem na japie", Hades bardzo szybko nadrabia przypominając nam: "nie myl prawdy z gównem", zaś później kontrując gorącym panczaljnem: "możemy wszystko, przybić stempel, a ostry założy krawat i zostanie prezydentem".

Takie linijki można wypisywać bez końca. I mówię to bez cienia przesady. Gdzieś tam w tym festiwalu żenady podejmowane były karkołomne próby przemycenia poważniejszych treści. Tzn. poważniejszych zdaniem autorów, bo nikt normalny nie da się nabrać na historyjkę o tym, że jest źle, bo sąsiad O.S.T.R.-a z klatki ma 3 fakultety i nie może znaleźć pracy. Podobnie jak w truskulowe płacze na "Starym Nowym Jorku". W tym kawałku samego siebie przeszedł Hades, hejtując śpiewane refreny i nawijając "Weż, złote lata to nie 2005 / Powiedz gdzie wtedy był Drake, J.Cole, Lil' Wayne". Pytanie padło, więc odpowiem - w połowie lat '90 wyżej wymienieni gentlemani mieli po kilka-kilkanaście lat i tak jakby byli za młodzi na nagrywanie. Piszę to do rapera, który sam urodził się w 1985, więc pytam: HADES, GDZIE WTEDY BYŁEŚ? CZEMU SIEDZIAŁEŚ NA OSTATNIEJ ŁAWCE NA MATEMATYCE, ZAMIAST BRONIĆ PRAWDZIWEGO HIP HOPU?

Poza tym otrzymujemy dużą dawkę populizmu ("Psychologia tłumu"), banału (wszystkie numery) i patosu ("Ona i ja"). Jednym słowem Skrzypkowy standard, do którego Hades przystosował się bez żadnych problemów. Ziew kurwa.

Dla odmiany konsekwencja została utrzymana w kwestii bitów: stary, brudny, zakurzony NY. Akurat na tej płaszczyźnie od kilku lat ciężko się do O.S.T.R.-a przyczepić, tak jest i w tym wypadku. Do podkładów autorstwa Skrzypka swoje dołożyli również Killing Skills. Całość dopełniają 3 bity od niejakiego Drumlinaza.  Nie ma za co hejtować, ale specjalnych propsów również nie będzie.

Taki a nie inny rodzaj podkładów determinuje sposób nawijki. Autorzy "HAOS-u" również nie wywinęli się z tego schematu: pojechali całą płytę na jednym, jednak nie monotonnym patencie. Nie mam zamiaru mieć o to pretensji, w końcu żaden z nich nigdy nie aspirował do miana flowridera, a wpadek nie ma.

Po tym albumie pewne są dwie rzeczy: pierwsza, to fakt, iż Hades jest tak samo chujowy jak Diox, tylko długo to ukrywał. Druga: O.S.T.R. jako mc ostatecznie ląduje na śmietniku polskiego rapu. Tyle potencjału, a wersy na poziomie tegorocznych debiutantów: B.R.O. czy Guovy. Już wolałem, jak Skrzypek nawijał o mleku, zaś Hades nawet nie udawał poszukiwania sensu w barwach HiFi.

2/10




Continue reading →
18.03.2013

Guova - Śmietnik [2013]

24 komentarze


Kolejny boom na rap rośnie jak na drożdżach praktycznie z dnia na dzień. Efekty eskalacji tej mody widzimy niemal codziennie, a ukoronowaniem zdobywania kolejnych bastionów są legalne premiery płyt, które nigdy nie powinny znaleźć się na sklepowej półce.

Nową córką nurtu, który porwał rodzimą rap scenę jest Guova, 20-sto letnia raperka z Włodawy. Po wielu perturbacjach (pozdro Kosaaa, nagramy coś wierzę) w lutym bieżącego roku premierę miał jej debiutancki album, który równocześnie (co rzadko spotykane) jest legalnym wydawnictwem.

"Śmietnik", bo tak zatytułowano materiał, początkowo miał ukazać się pod szyldem Guova&Kosaaa. Jak to polskim rapie bywa, po drodze spaliły się jakieś dyski i całość trzeba było nagrywać od początku. Reperkusją tego zdarzenia było włączenie do projektu również innych producentów.

Biorąc pod uwagę to, co otrzymujemy na albumie, to aż strach pomyśleć, jak brzmiała ta płyta w swojej pierwotnej wersji. Z drugiej strony nie ma się co dziwić: wychodzenie na legal po 2 latach rapowania i nagraniu jednej płyty jest porównywalne z porywaniem się z motyką na słońce, tudzież obrażaniem Romana Dmowskiego na Marszu Niepodległości.

I tak skończyło się również w tym wypadku. W którymś wywiadzie przeczytałem, że Aleksandra ma "uczulenie na idiotów". Ekstra, też cierpię na tę przypadłość. Problem zaczyna się w momencie, kiedy mój wykrywacz imbecyli zaczyna piszczeć przy odsłuchu jej albumu.

Jasne, że nie wymagam odkrywania ameryki w tekstach, ale bez przesady w drugą stronę. Kiedy gospodyni kończy już przepisywać Wyborczą w "Piramidzie" ("bo zamiast płacić na dzieci ludzie wolą za mieszkania"), zaczyna próbować udowodnić nam, jak z niej supergirl (czy faceci w wieku 20 lat "palą buraki"? nie sądzę kurwa, nie sądzę). Po momencie quasi-bragga ("po uszy talent wypełnia mnie od środka / co udowadnia kolejna rzucona dobra zwrotka") rozpoczyna się etap złotych myśli pokroju "by prawić mądrości wcale nie trzeba być mądrym" czy "podobno trzeba zawsze myć ręce przed obiadem / gówno prawda, ja żyję, chociaż nie myłam ich wcale". Ten ostatni dwuwers chyba powinien być ironiczny, jednak jakby tego nie słuchać - nie brzmi tak.

Po dotarciu do sensowniejszych linijek bystrzejsi słuchacze bez trudu zauważą, że jest to bezczelne kserowanie Wdowy. Ten sam problem pojawia sie przy flow, zero pomysłu na siebie. Nawet  głupie akcentowanie nachalnie kojarzy się z członkinią Alkopoligamii.

Niech nie zmyli was, że skoro ściągnęła pomysł od kogoś znacznie, znacznie lepszego, to już płyta została dobrze pojechana. Otóż nie, wypadanie z bitu zdarza się niemal w każdym numerze. Podobnie jak kolejne heroiczne pogonie za podkładami, z których pod koniec odsłuchu miałem już sążnistą bekę. Odnotowałem też kilka nieudanych przyśpieszeń.

Za produkcję 15 utworów odpowiada aż 9 producentów. Z uwagi na mocno średni poziom bitów daruję sobie wyliczankę kto, co, jak i za ile. Solidne, klasyczne, samplowane bity + jeden dnb, którego sensu obecności na płycie naprawdę nie widzę. Do tego otrzymujemy również 2 nie rzucające na kolana skity oparte o beatbox. Tak naprawdę mogłoby ich nie być.

Nie twierdzę, że Guova na zawsze pozostanie na poziomie, który obecnie reprezentuje. Niemniej wchodząc na legal z zerżniętym stylem, brakiem płynnego flow i tekstami przepisanymi z Wyborczej wykonała dość poważny falstart. Podobnie nie za dobrze rokuje niezgodne z prawdą przeświadczenie, że ona jest inteligentna, a inni są idiotami. Z tego co widzę, to inni reperzy również nie pieją z zachwytu. Poza Fokusem, któremu cycki przysłoniły uszy i Wdową, która nie potrafi wznieść się ponad babską solidarność. Na razie jest chujnia i beka z fejmu zbitego na pryszczatych forumowiczach, którzy propsują cycki nie widząc ich bez stanika.

3/10



Continue reading →
13.03.2013

Pierwsza rocznica bloga

13 komentarze

Do podsumowania z okazji rocznicy bloga przygotowywałem się naprawdę długo. Tekst w głowie układałem od miesiąca i miała być to naprawdę wspaniała rocznica. Niestety potoczyło się tak, jak się potoczyło, pewne sprawy nie są zależne ode mnie.

Aktualnie mogę tylko pluć sobie w brodę, że wtedy nie spisałem nigdzie tych myśli, teraz bym po prostu jest wkleił i by było zrobione. Fakty są takie, że nie mam nic, a rocznica bloga miała miejsce wczoraj, czyli 12 marca, kiedy to byłem niedysponowany do napisana choćby jednego zdania.

Rok zleciał bardzo szybko. Przyznaję, że w momencie podejmowania decyzji o rozpoczeciu "bloggowania" nie byłem do niej przekonany. Liczyłem się z faktem, że wrócę na ślizg jak syn marnotrawny i tyle będzie z mojego pisania. Życie okazało się nieco bardziej łaskawsze: gdybym założył fanapge w momencie powstania bloga, to z pewnością dobiłbym w tym momencie do 1000 lajków. Jeżeli chodzi o statystyki samego bloga, to obecnie łączna liczba wyświetleń wynosi 512 523. Przyznaję, że jest to wynik, który nie przeszedł mi nawet przez myśl, znam bardzo dużo znacznie bardziej popularnych blogów, gdzie ten licznik nie doszedł nawet do pięciu zer.

Przez ten czas ewoluowała zarówno forma bloga, jak i mój nazwijmy to warsztat (który nadal nie jest zadowalający). Jak patrzę na recenzje z początków, to mam ochotę je przeredagować, jednak uważam, że nie ma sensu zmieniać historii: tak było i nie ma co żałować tego, co się zrobiło. Z pewnością wielu z was pamięta również pierwszy wygląd tej strony, który - nie ukrywajmy, był po prostu paskudny.

Prezentem na rocznicę miało być przejście na własną domenę, ale sprawy wyższe wzięły górę. Jednak zobowiązuję się zrobić to w najbliższym czasie.

Co dalej? Jedziemy z blogiem, fejm musi się zgadzać. Mam nadzieję, że za rok będę jeszcze bardziej zadowolony. Dziękuję wszystkim hejterom i psychofanom za odwiedzanie tej witryny, w końcu pisanie do kotleta nie miałoby większego sensu. Do normalnego rytmu wracam po 19. marca, wcześniej być może coś opublikuję.
Continue reading →

Blog zawieszony do 19.03

5 komentarze
W nawiązaniu do zamulenia przy poprzedniej  notce - niestety, ale nie wszystko się jeszcze wyjaśniło. Do 19.03 przebywam w zawieszeniu z powodu drugiej sprawy, która zajmuje mój umysł, a ja zajebany nie umiem pisać. 19. wracam. Do tego czasu nie wykluczam publikacji czegoś, jednak nic nie obiecuję.

Niestety, są ważniejsze sprawy od bloga.
Continue reading →

Kategorie